Elegancja, spokój i ogromna wiedza o kinie sprawiły, że widzowie pokochali ją za program „Kocham kino”, który przez ponad dwie dekady był obowiązkową pozycją dla miłośników dobrego filmu.
Kiedy w 2016 roku Grażyna Torbicka po blisko trzydziestu latach pracy zniknęła z TVP, pojawiło się wiele spekulacji.
Sama zainteresowana długo nie chciała komentować swojej decyzji.
Dopiero teraz postanowiła opowiedzieć, co naprawdę przesądziło o zakończeniu jednego z najważniejszych rozdziałów jej zawodowego życia.
Grażyna Torbicka urodziła się 24 maja 1959 roku w Pszczynie. Od najmłodszych lat dorastała w świecie mediów.
Jej mama, Krystyna Loska, była jedną z najbardziej cenionych spikerek Telewizji Polskiej, ale córka od początku chciała zapracować na własne nazwisko.
Nie zależało jej na tym, by być postrzeganą wyłącznie jako dziecko znanej prezenterki.
Zresztą sama przyznała po latach, że właśnie dlatego po ślubie szybko przyjęła nazwisko męża – chciała budować swoją zawodową drogę bez ciągłych porównań do matki.
Ukończyła wiedzę o teatrze na Uniwersytecie Warszawskim, a następnie rozpoczęła pracę w Telewizji Polskiej.
Z czasem stała się jedną z najbardziej cenionych dziennikarek kulturalnych.
Prowadziła festiwale filmowe, rozmawiała z najwybitniejszymi twórcami światowego kina i stworzyła autorski program „Kocham kino”, który przez dwadzieścia lat wyznaczał standardy telewizji poświęconej filmowi.
„To było naturalne w sytuacji, która zaistniała. Oglądałam w domu „Kocham kino”, mój autorski program, i nagle zobaczyłam, że bez konsultacji ze mną została do niego dołączona dyskusja o filmie „Ida” Pawła Pawlikowskiego. Taka ingerencja i takie ograniczanie niezależności dziennikarskiej były dla mnie zaskoczeniem” – mówi Torbicka.
Jej profesjonalizm i przygotowanie sprawiły, że była szanowana zarówno przez widzów, jak i ludzi filmu.
Przez długi czas wydawało się, że nic nie jest w stanie zakończyć jej współpracy z TVP. Wszystko zmieniło się w 2016 roku.
„Nigdy wcześniej nie miałam sytuacji, żeby w jakikolwiek sposób ingerowano w tematy, które podejmuję, czy to w programie „Kocham kino”, który robiłam przez 20 lat, czy w innych moich programach” – dodała.
Dopiero po dekadzie Torbicka zdecydowała się ujawnić, co było momentem przełomowym.
Jak opowiedziała w rozmowie z „Newsweekiem”, oglądając w domu emisję programu „Kocham kino”, zobaczyła, że bez jej wiedzy i zgody do autorskiego programu dołączono dyskusję dotyczącą filmu „Ida” Pawła Pawlikowskiego.
Dla dziennikarki nie był to jedynie drobny szczegół. Uznała, że doszło do ingerencji w jej program i ograniczenia niezależności dziennikarskiej – czego wcześniej, mimo zmieniających się władz i kolejnych ekip rządzących, nigdy nie doświadczyła.
„Staram się nie wciągać bliskich w swoje zawodowe problemy, aczkolwiek Adam (mąż dziennikarki przyp. red.) jest na pewno oparciem. Pomaga mi znieść sytuacje nie do zniesienia” – podsumowała.
To właśnie wtedy uznała, że dalsza współpraca nie ma już sensu. Jak podkreśliła, odejście było naturalną konsekwencją zaistniałej sytuacji.
Po rozstaniu z Telewizją Polską nie zniknęła z życia publicznego. Skupiła się na nowych projektach, prowadziła wydarzenia filmowe, współtworzyła Festiwal Filmu i Sztuki BNP Paribas Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym oraz nadal przeprowadzała rozmowy z najwybitniejszymi ludźmi kultury.
Pokazała, że można zamknąć ważny etap kariery, nie rezygnując z tego, co naprawdę się kocha.
Równie spokojnie jak karierę budowała swoje życie prywatne. Od ponad czterdziestu lat jest związana z profesorem Adamem Torbickim, wybitnym kardiologiem.
Poznali się jeszcze jako bardzo młodzi ludzie i od tamtej pory tworzą jedno z najbardziej zgodnych małżeństw w polskim życiu publicznym.
Oboje wielokrotnie podkreślali, że tajemnicą ich związku jest wzajemny szacunek, zaufanie i pozostawianie sobie przestrzeni do realizowania własnych pasji.
Nie mają dzieci, ale nigdy nie ukrywali, że była to ich świadoma decyzja i nie wpłynęła na siłę ich relacji.
Choć od lat należy do najbardziej rozpoznawalnych kobiet polskich mediów, Grażyna Torbicka konsekwentnie unika skandali.
Rzadko opowiada o sobie, nie zabiega o rozgłos i nie komentuje plotek. Zdecydowanie woli, by w centrum uwagi znajdowały się filmy, książki i ludzie kultury, których od lat wspiera swoją pracą.
Historia Grażyny Torbickiej pokazuje, że zawodowy sukces można budować nie tylko popularnością, ale przede wszystkim konsekwencją i wiernością własnym zasadom.
Gdy uznała, że ktoś przekroczył granicę jej niezależności, nie próbowała iść na kompromis. Zamknęła ważny rozdział i rozpoczęła kolejny.
Dziś, po latach, jej słowa pozwalają lepiej zrozumieć decyzję, która kiedyś zaskoczyła miliony widzów, a jednocześnie pokazują, jak wielką wartość ma dla niej uczciwość wobec samej siebie.
Nie każda muzyczna fascynacja kończy się po kilku miesiącach. Są artyści, którzy zostają z nami…
Nie ma drugiej takiej osoby w polskiej telewizji. Wystarczy kilka minut na ekranie, charakterystyczny głos…
Są artyści, którzy przez całe życie pozostają wierni własnym zasadom. Nie gonią za modą, nie…
Są ludzie, o których wydaje się, że urodzili się do swojego zawodu. Patrząc na Annę…
Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że Joanna Opozda i Antoni Królikowski tworzą jedną z…
Nie wszystkie historie miłosne zaczynają się jak w filmach romantycznych. Czasem wystarczy jedno spotkanie, kilka…