Kiedy rozbrzmiewają pierwsze dźwięki „Mniej niż zero”, „Kryzysowej narzeczonej” czy „Zawsze tam, gdzie Ty”, wracają wspomnienia koncertów, młodości i czasów, gdy Lady Pank podbijał polską scenę.
Mało kto jednak pamięta, że za muzyczną drogą lidera zespołu kryje się rodzinna historia, która naznaczyła go na całe życie.
Zanim stał się gwiazdą rocka, był chłopakiem z wrocławskiego Sępolna, który z podziwem patrzył na starszego brata.
To właśnie Andrzej pokazał mu pierwsze gitarowe akordy i zaraził go pasją, która później stała się jego zawodem.
Ich więź została brutalnie przerwana w 1975 roku. Andrzej odebrał sobie życie, mając niewiele ponad dwadzieścia lat.
Jan dowiedział się o tragedii dopiero po koncercie w Warszawie. Od tamtej chwili w jego wspomnieniach pozostał nie tylko brat, ale także pytanie, dlaczego tak młody człowiek zdecydował się odejść.
Dziś trudno wyobrazić sobie historię polskiego rocka bez Jana Borysewicza. Jego charakterystyczne gitarowe riffy stały się znakiem rozpoznawczym Lady Pank, a piosenki zespołu od dekad śpiewają kolejne pokolenia.
Jednak muzyka pojawiła się w jego życiu znacznie wcześniej, zanim zaczęły się trasy koncertowe i wielkie sceny.
W domu Borysewiczów ważną rolę odgrywał ojciec, który amatorsko grał na perkusji. Młody Jan początkowo również chciał zostać perkusistą.
Dopiero później coraz bardziej fascynowała go gitara. W zdobywaniu pierwszych umiejętności pomógł mu Andrzej, który pokazał młodszemu bratu, jak zagrać między innymi „Dom wschodzącego słońca”.
Dla Jana nie była to zwykła lekcja muzyki. To właśnie przy starszym bracie odkrywał świat dźwięków, który z czasem miał stać się jego własnym językiem.
Dzieciństwo nie było jednak dla niego beztroskim okresem. Gdy Jan miał około 13 lat, jego mama zachorowała na stwardnienie rozsiane.
Choroba całkowicie zmieniła funkcjonowanie rodziny. Chłopak musiał pomagać w codziennych obowiązkach i szybko zrozumiał, że nie wszystko może wyglądać tak, jak u jego rówieśników.
Z czasem sam zaczął zarabiać. Jako nastolatek pracował między innymi przy malowaniu mieszkań, a później także w drukarni.
Muzyka dawała mu odskocznię od trudnej sytuacji w domu, ale odpowiedzialność nie pozwalała mu zapomnieć o tym, co dzieje się poza jego własnymi marzeniami.
Po latach wspominał, że choroba mamy właściwie zakończyła jego dzieciństwo. Musiał pogodzić własne plany z rzeczywistością, w której coraz więcej zależało od tego, czy bliscy poradzą sobie z codziennością.
Andrzej był wówczas jedną z najważniejszych osób w jego życiu. Nie chodziło tylko o muzykę.
Starszy brat był kimś, na kim Jan mógł się wzorować i z kim dzielił plany na przyszłość. Właśnie dlatego wydarzenia z października 1975 roku okazały się tak trudne do przyjęcia.
Tego dnia Jan wyjechał do Warszawy na koncert zespołu Apokalipsa. Andrzej odprowadził go na tramwaj. Rozmawiali, żartowali i umawiali się na kolejne spotkanie.
Nic nie wskazywało, że będzie to ich ostatnia rozmowa. Po koncercie Jan zadzwonił do domu. Telefon odebrała mama i przekazała mu wiadomość, która na zawsze pozostała w jego pamięci: Andrzej nie żyje.
Brat muzyka odebrał sobie życie 13 października 1975 roku. W relacjach medialnych pojawiają się rozbieżności dotyczące jego wieku — część nagłówków podaje 20 lat, natomiast materiał opublikowany przez O2 wskazuje 22 lata w treści.
Niezależnie od tej różnicy był bardzo młodym człowiekiem. Jan później próbował zrozumieć, co doprowadziło brata do tak dramatycznej decyzji. Nie chciał jednak snuć pewnych teorii ani przedstawiać własnych przypuszczeń jako faktów.
W rozmowie przyznał, że nie obwiniał się za jego śmierć. Jeszcze dzień wcześniej rozmawiali przecież o przyszłości, a Andrzej wydawał się być w dobrym nastroju.
O tej stracie Borysewicz mówił po wielu latach. W rozmowach z Marcinem Prokopem wracał do wydarzeń, które ukształtowały jego młodość i późniejsze życie.
Przyznawał, że opowiadanie o bracie wciąż wywołuje w nim silne emocje. Nie próbował udawać, że czas całkowicie uleczył tę ranę.
Śmierć Andrzeja była jednym z tych doświadczeń, do których człowiek wraca nawet po kilkudziesięciu latach, choć nie zawsze potrafi znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytania.
Po tragedii Jan szybko wyprowadził się z rodzinnego domu, wynajął mieszkanie i zaczął samodzielnie układać sobie życie.
Niedługo później musiał zmierzyć się także z kolejnymi stratami — odeszli jego rodzice. Wspomnienia rodzinnych pogrzebów pozostały z nim na długo.
Kiedy opowiadał o przeszłości, nie kreował się na człowieka, który potrafił wszystko wytrzymać bez emocji.
Przeciwnie, jego opowieści pokazują, że nawet ktoś kojarzony z rockową niezależnością może nosić w sobie ból, którego nie da się po prostu zostawić za drzwiami sali prób.
Muzyka stała się dla niego sposobem na dalsze życie, ale też przestrzenią, w której mógł zbudować własną tożsamość. W latach 70. grał w kolejnych zespołach, a w 1978 roku dołączył do Budki Suflera.
Współpracował z grupą przez kilka lat i zdobywał doświadczenie na scenie. Był już wtedy gitarzystą, który miał własny styl i coraz wyraźniej wiedział, czego chce od muzyki.
Po odejściu z Budki napisał „Małą Lady Punk”, a wkrótce potem zaczął tworzyć zespół, który miał zmienić polską scenę.
Lady Pank powstał na początku lat 80. i szybko zyskał ogromną popularność. Borysewicz odpowiadał za muzykę, gitarę i brzmienie, które stało się wizytówką grupy.
W 1983 roku ukazała się debiutancka płyta, a wraz z nią przeboje, które weszły do kanonu polskiego rocka.
„Mniej niż zero”, „Kryzysowa narzeczona”, „Fabryka małp” i „Zamki na piasku” były czymś więcej niż piosenkami — stały się częścią młodzieżowej kultury i opowieścią o pokoleniu, które szukało własnego języka.
Borysewicz nie był jedynie wykonawcą. Był kompozytorem, który potrafił nadać piosenkom charakterystyczny rytm i melodykę.
Kariera rosła, a życie prywatne stawało się coraz bardziej skomplikowane. Borysewicz był dwukrotnie żonaty i ma dwie córki, Joannę i Alicję.
Sam przyznawał, że intensywny styl życia, koncerty i imprezy utrudniały mu budowanie rodzinnych więzi. W jednym z wywiadów otwarcie mówił, że nie był wzorowym ojcem, szczególnie w relacji ze starszą córką, którą wychowywała matka.
Z młodszą Alicją, która dziś mieszka i studiuje we Włoszech, ma bliższy kontakt.
Te wyznania pokazują, że za scenicznym sukcesem nie zawsze szły równie łatwe relacje osobiste. Borysewicz potrafił przyznać, że niektórych decyzji nie da się naprawić samymi słowami.
W 2025 roku poślubił Małgorzatę Burlewicz, z którą przez lata pozostawał w związku. W ostatnim czasie częściej mówił także o zmianach, jakie wprowadził w swoim życiu, w tym o rezygnacji z alkoholu.
Nie próbuje już tworzyć legendy człowieka, który bez końca żyje według zasad rock and rolla.
Zamiast tego opowiada o konsekwencjach dawnych wyborów i o tym, jak trudno niekiedy odbudować relacje, które ucierpiały przez lata.
W październiku 2026 roku na Netfliksie zadebiutował film „Mniej obcy”, inspirowany życiem muzyka.
Produkcja przypomniała publiczności nie tylko historię Lady Pank, ale również trudniejsze fragmenty jego biografii.
W centrum tej opowieści znalazły się rodzinne tragedie, relacje z bliskimi i cena, jaką czasami trzeba zapłacić za życie podporządkowane muzyce.
Powrót do przeszłości stał się okazją, by spojrzeć na Borysewicza nie tylko jak na gitarzystę, ale także człowieka, którego ukształtowały wydarzenia z młodości.
Dziś Jan Borysewicz nadal pozostaje jedną z najważniejszych postaci polskiego rocka. Jego gitara wciąż brzmi na koncertach, a piosenki Lady Pank nie tracą popularności.
Jednak historia Andrzeja przypomina, że jego droga zaczęła się w skromnym domu, w którym muzyka była wspólną pasją braci.
Zanim Jan trafił na wielkie sceny, miał obok siebie kogoś, kto pokazał mu pierwsze akordy i pomógł odkryć talent. Potem przyszła nagła śmierć, na którą nie był przygotowany.
Nie da się powiedzieć, że taka strata przestaje boleć tylko dlatego, że człowiek osiągnął wielki sukces.
Borysewicz przez lata stworzył muzykę, którą zna cała Polska, ale wspomnienie starszego brata pozostało częścią jego prywatnej historii.
W jego życiu były koncerty, nagrody, rodzina i kolejne etapy kariery. Jest w nim również miejsce na żal po człowieku, z którym jeszcze dzień wcześniej rozmawiał o przyszłości.
Być może właśnie dlatego ta opowieść tak mocno porusza — bo za legendą Lady Pank stoi nie tylko rockowy bunt, lecz także chłopak, który stracił brata, zanim zdążyli razem przeżyć wszystkie plany, o których rozmawiali.
Michał Wiśniewski powrócił wspomnieniami do swojej przeszłości z Mandaryną. Kim była jego kochanka
Michał Wiśniewski i Marta „Mandaryna” Wiśniewska znów znaleźli się w centrum zainteresowania. Ich wspólna historia,…
Miliony Polaków znały go jako porucznika Sławomira Borewicza, pewnego siebie milicjanta z serialu „07 zgłoś…
Kiedy 7 października Katarzyna Dowbor nie pojawiła się w „Pytaniu na śniadanie”, widzowie szybko zaczęli…
Minął zaledwie miesiąc od śmierci Adriana Szymaniaka, a w sieci pojawiły się zdjęcia i nagrania…
Jan Borysewicz przez ponad cztery dekady był jednym z tych muzyków, których nie trzeba przedstawiać.…
Podczas oficjalnej wizyty na Filipinach Marta Nawrocka znalazła się w miejscu zupełnie innym niż pałacowe…