Borys Szyc od lat jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorów. Jego nazwisko kojarzy się dziś z wielkimi filmowymi rolami, teatrem i serialami, ale nie zawsze tak się nazywał.
Urodził się jako Borys Michalak. Decyzja, by przyjąć nazwisko matki, nie miała jednak nic wspólnego z artystycznym pseudonimem.
Za tą zmianą kryła się historia rodzinna, o której przez długi czas mówił bardzo niechętnie.
Borys przyszedł na świat 4 września 1978 roku w Łodzi. Jego ojcem był Jerzy Franciszek Michalak — scenograf, reżyser i artysta związany z teatrem.
Rodzice rozstali się, gdy chłopiec miał zaledwie trzy lata. Od tego momentu Borys dorastał przede wszystkim u boku matki. To ona była osobą, która zajmowała się nim na co dzień i dawała mu poczucie bezpieczeństwa.

Z czasem nazwisko ojca zaczęło być dla niego czymś, z czym nie chciał się utożsamiać. Aktor po latach przyznawał, że relacja z ojcem była dla niego bardzo trudna.
W jednym z wywiadów mówił wręcz, że słowo „tato” z trudem przechodziło mu przez usta, ponieważ przez lata nie miało dla niego właściwie żadnego znaczenia.
Dlatego zdecydował się na nazwisko panieńskie matki. Dzisiaj „Szyc” jest znakiem rozpoznawczym aktora, ale kiedy podejmował tę decyzję, chodziło o coś znacznie bardziej osobistego.
Zawsze miałem jakichś starszych kumpli albo kilku takich, do których żartobliwie mówiłem „tatuś”. Konsekwencje bywały różne, przejąłem ich wzorzec męskości. Kto silniejszy, ten ważniejszy i lepszy – mówił.

Był to sposób na odcięcie się od historii, która bolała, i jednocześnie mocniejsze związanie się z kobietą, która rzeczywiście była obecna w jego dzieciństwie.
Wstydziłem się. Z trudem przechodziło mi przez usta słowo „tato”, bo nigdy go nie używałem – przekazał.
Szyc nie ukrywał, że brak ojca odcisnął na nim ślad. Wspominał nawet, że jako chłopak próbował odnajdywać wzorce ojcostwa w starszych kolegach. Potrzeba zrozumienia, kim właściwie jest jego ojciec, pozostała z nim na długo.
Co ciekawe, historia tej relacji nie zakończyła się jednak wraz ze zmianą nazwiska. Kiedy Borys był już dorosłym mężczyzną, po latach zdecydował się wrócić do tego trudnego rozdziału.
Ważne jest, aby ojca odnaleźć, nawet jak on jest już starszym człowiekiem. Dorosłem do tego spotkania dopiero teraz. Robię to dla siebie. Ten kontakt jest mi potrzebny do ukonstytuowania samego siebie.

Sam tłumaczył, że chciał odnaleźć ojca nie po to, żeby wymazać przeszłość, ale żeby uporządkować własną historię.
Do spotkania i próby odbudowania więzi doszło dopiero wtedy, gdy aktor był już na tyle dojrzały, by spojrzeć na tę relację z innej perspektywy.
Na naprawienie wszystkiego zabrakło jednak czasu. Jerzy Franciszek Michalak zmarł 19 lipca 2024 roku w wieku 80 lat.
Po jego śmierci Borys Szyc opublikował wspólne zdjęcie i pożegnał ojca krótkimi, bardzo osobistymi słowami.
Była w nich jednocześnie bliskość i świadomość, jak wiele rzeczy między nimi pozostało niewypowiedzianych.

Równolegle Borys budował własne życie — już z dala od rodzinnych problemów. Aktorstwo pojawiło się u niego bardzo wcześnie.
Jako dziecko wystąpił nawet w „Kingsajz” Juliusza Machulskiego, gdzie zagrał krasnoludka. Później przyszła szkoła teatralna i w 2001 roku ukończenie Akademii Teatralnej w Warszawie.
Jeszcze w tym samym roku związał się z warszawskim Teatrem Współczesnym. Na scenie szybko pokazał, że nie zamierza być aktorem jednej roli.

Za swoje kreacje teatralne otrzymywał kolejne nagrody, a szczególne uznanie przyniosła mu rola Płatonowa w „Sztuce bez tytułu” Czechowa.
Popularność przyszła jednak przede wszystkim za sprawą kina. „Symetria”, „Vinci”, „Wojna polsko-ruska”, „Kret”, „Tajemnica Westerplatte”, „Zimna wojna”, „Piłsudski” — każda z tych produkcji pokazywała inną twarz Szyca.
Potrafił zagrać zarówno człowieka twardego i niebezpiecznego, jak i bohatera zagubionego, pełnego słabości czy wewnętrznych sprzeczności.
Widzowie poznali go także z seriali. Był m.in. doktorem w „Na dobre i na złe”, występował w „Warszawiance”, „Forszcie” czy „Simonie Kossak”. Jego kariera trwa już blisko trzy dekady i obejmuje zarówno kino komercyjne, jak i ambitniejsze produkcje.
Za kamerą i na scenie zbudował mocną pozycję, ale jego życie prywatne przez lata również przyciągało uwagę mediów.
Borys Szyc ma córkę Sonię, urodzoną w 2004 roku. W jego życiu pojawiały się znane kobiety, wśród nich aktorki Sylwia Gliwa i Kaja Śródka, dziennikarka Anna Wendzikowska oraz stylistka Zosia Ślotała.
Najważniejszy rozdział prywatnego życia aktora zaczął się jednak od kobiety, którą znał jeszcze ze szkoły teatralnej.
Justyna Nagłowska i Borys Szyc spotykali się już w młodości, ale wtedy ich drogi się rozeszły. Po kilkunastu latach ponownie pojawili się w swoim życiu. Tym razem ich relacja potoczyła się zupełnie inaczej.
W 2019 roku wzięli ślub, a rok później urodził się ich syn Henryk. Chłopiec otrzymał podwójne nazwisko Szyc-Nagłowski.
Rodzina stała się dla aktora ważną częścią życia, choć sam przyznaje, że także w małżeństwie nie zawsze wszystko wygląda idealnie.
W jednym z nowszych wywiadów mówił otwarcie, że zdarza mu się denerwować na żonę, a jej również zdarza się złościć na niego. Bez udawania, że wspólne życie jest pozbawione napięć.
Dziś Borys Szyc jest już w zupełnie innym miejscu niż chłopak, który jako dziecko próbował zrozumieć, dlaczego ojca nie ma obok.
Przez lata zmieniał się nie tylko jako aktor, ale również jako człowiek. Jego historia z nazwiskiem pokazuje, że czasem decyzja, która z zewnątrz wygląda jak zwykła formalność, może mieć za sobą całą rodziną historię.
Nazwisko Szyc stało się później jego zawodową marką. Ale zanim pojawiło się na plakatach filmowych, scenicznych afiszach i ekranach telewizorów, było przede wszystkim nazwiskiem kobiety, która wychowała swojego syna.
I właśnie dlatego ta decyzja sprzed lat miała dla Borysa znacznie większe znaczenie niż wybór nazwiska, pod którym chciał występować.
Kasia Nawrocka znalazła się w centrum uwagi. Córka prezydenta opowiedziała całą prawdę o swoim tacie