Reżyser „Nigdy w życiu 2” zabrał głos. Co było największym wyzwaniem dla całej ekipy filmowej i co mogło uniemożliwić pracę nad filmem

Przy tym filmie od początku było więcej emocji niż przy większości nowych polskich produkcji.

„Nigdy w życiu!” wraca po ponad dwóch dekadach, a wraz z nim bohaterowie, których widzowie pamiętają z początku lat 2000.

Danuta Stenka ponownie wciela się w Judytę, za kamerą stanął Greg Zglinski, a scenariusz powstał na podstawie kolejnej historii Katarzyny Grocholi.

Wszystko miało być przede wszystkim sentymentalnym powrotem do świata, który dla wielu widzów jest częścią wspomnień.

Tymczasem jeszcze przed premierą wokół filmu rozpętała się burza. A później wydarzyło się coś, czego nikt z ekipy nie mógł przewidzieć.

Zdjęcia do kontynuacji zakończyły się w nocy z 2 na 3 września. Ekipa spędziła na planie ponad sześć tygodni.

Reżyser Greg Zglinski po raz pierwszy szerzej opowiedział o pracy nad filmem i przyznał, że powstał obraz, który — jego zdaniem — jest przede wszystkim wzruszający.

Jednocześnie nie ukrywał, że podczas realizacji trzeba było zmierzyć się z wyjątkowo trudną sytuacją. Chodzi o Jana Frycza.

Aktor miał ponownie pojawić się w historii jako Eksio — były mąż Judyty, postać doskonale znana widzom pierwszej części.

Frycz nie zdążył jednak wejść na plan. Zmarł 15 sierpnia 2026 roku, mając 71 lat.

Dla ekipy nie był to po prostu problem produkcyjny. Zmarł aktor, który miał być częścią kontynuacji filmu sprzed ponad 20 lat.

Jego bohater również był elementem historii Judyty, dlatego nagle trzeba było zdecydować, co zrobić z postacią, która została już wpisana w scenariusz.

Zglinski nie chciał, żeby Jana Frycza zastąpił inny aktor. Decyzja zapadła szybko, bo zdjęcia musiały być kontynuowane.

Scenariusz został zmieniony tak, aby Eksio nie pojawił się na ekranie, ale jego obecność pozostała w opowieści.

Bohaterowie będą o nim mówić, wspominać go i odnosić się do wydarzeń związanych z jego postacią.

To rozwiązanie pozwoliło zachować ciągłość historii, a jednocześnie nie próbować udawać, że nic się nie wydarzyło.

„Absolutnie nie wyobrażaliśmy sobie, żeby ktoś zagrał Jana Frycza, po prostu zastąpił go jako postać.

Tak naprawdę chodziło o niego, o jego obecność w tym filmie” — przyznał reżyser w rozmowie z „Faktem”. Jak dodał, sytuacja wymagała od całej ekipy dużego opanowania.

To był jeden z tych momentów na planie, których nie da się zaplanować ani przewidzieć. A przecież już wcześniej produkcja miała swoje problemy.

Kiedy ogłoszono, że dorosłą Tosię zagra Agnieszka Żulewska, a nie Joanna Jabłczyńska, wokół filmu rozpętała się prawdziwa burza.

Dla wielu widzów Jabłczyńska na zawsze pozostała Tosią z pierwszej części. Aktorka również nie ukrywała, że chciała wrócić do tej roli i była gotowa ponownie stanąć przed kamerą.

Informacja o zmianie obsady wywołała ogromne emocje w mediach społecznościowych. Pojawiły się publiczne wypowiedzi, wzajemne komentarze, a nawet przeprosiny Doroty Szelągowskiej skierowane później do Jabłczyńskiej.

Reżyser przez cały ten czas pozostawał jednak z boku medialnej awantury. Nie chciał komentować konfliktu i skupiał się na samym filmie.

Trudno się dziwić. Dla Zglinskiego najważniejsze było to, co wydarzy się przed kamerą.

„Nigdy w życiu!” z 2004 roku ma bowiem coś, czego nie da się łatwo odtworzyć. Film pojawił się w czasach, gdy komedie romantyczne były jednym z najpopularniejszych gatunków polskiego kina.

Danuta Stenka jako Judyta, Artur Żmijewski jako Adam, Joanna Jabłczyńska jako Tosia i Jan Frycz jako Eksio stworzyli świat, który dla widzów szybko stał się czymś więcej niż kolejną ekranizacją popularnej powieści.

Historia Judyty — kobiety po przejściach, która po rozstaniu z mężem zaczyna układać sobie życie na nowo — trafiła do publiczności także dlatego, że nie była przesadnie odległa od zwyczajnego życia.

Były rozwód, córka, mieszkanie, praca, przyjaźń i miłość, która pojawiła się w najmniej oczekiwanym momencie.

Katarzyna Grochola napisała książkę, która wcześniej zdobyła ogromną popularność. Film tylko wzmocnił zainteresowanie jej bohaterami.

Minęły jednak 22 lata. Danuta Stenka nie jest już aktorką, którą widzowie poznawali jako Judytę na początku kariery.

Artur Żmijewski zbudował przez ten czas własną, bardzo rozpoznawalną pozycję. Joanna Jabłczyńska poszła w zupełnie inną stronę — poza aktorstwem ukończyła prawo i została radczynią prawną.

Z kolei Jan Frycz przez kolejne lata pozostawał jednym z najbardziej cenionych polskich aktorów teatralnych i filmowych.

Powrót po tak długim czasie zawsze niesie ryzyko. Widzowie pamiętają bowiem nie tylko bohaterów, ale również własne życie z tamtego okresu.

Dlatego każda zmiana obsady, wyglądu postaci czy sposobu prowadzenia historii może być odbierana bardzo osobiście.

Twórcy „Nigdy w życiu 2” musieli więc zrobić coś trudnego: stworzyć nowy film, jednocześnie mając świadomość, że publiczność będzie porównywać niemal każdy szczegół z oryginałem.

I właśnie w takim momencie doszła wiadomość o śmierci Jana Frycza. Dla ekipy oznaczało to konieczność szybkiej zmiany planów.

Nie można było po prostu wyciąć bohatera z całej historii, bo jego przeszłość była związana z Judytą. Zdecydowano więc, że Eksio pozostanie częścią opowieści, ale wyłącznie poprzez wspomnienia innych postaci.

W pewnym sensie to również sposób na zachowanie pamięci o aktorze. Greg Zglinski po zakończeniu zdjęć nie chciał jednak budować wokół filmu atmosfery skandalu.

W rozmowie z „Faktem” odciął się od medialnej burzy i powiedział krótko: „Zrobiliśmy wzruszający film”.

Na razie nie ma jeszcze oficjalnej daty premiery. Reżyser przyznał, że sam jej nie zna. Jeśli postprodukcja przebiegnie zgodnie z planem, film może trafić do kin najwcześniej wiosną 2027 roku.

Jedno jest już pewne — „Nigdy w życiu 2” będzie filmem obciążonym wyjątkowo dużym bagażem emocji jeszcze zanim
widzowie zobaczą pierwszy kadr.

Będzie w nim nostalgia za historią sprzed lat. Będzie nowa Tosia. Będzie Judyta, która po ponad dwóch dekadach znów pojawi się na ekranie. Będzie też nieobecność Jana Frycza, której twórcy nie zamierzają zastępować inną twarzą.

I może właśnie dlatego słowa reżysera o „wzruszającym filmie” nabierają dziś zupełnie innego znaczenia.

Bo tym razem część emocji nie powstała w scenariuszu. Napisało je samo życie.

Katarzyna Tusk udzieliła wywiadu w którym opowiedziała o życiu prywatnym i relacji z tatą. Na jaw wyszło wszystko, o czym długo milczała

Nie żyje Adrian Szymaniak ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia”. Co stało się przyczyną tego wydarzenia, skoro miał zaledwie 39 lat

Cezary Żak nie przebierał w słowach i zaczął mówić o Nawrockim. Ludzie nie powstrzymywali emocji