Romans Ireny Jarockiej i Andrzeja Kopiczyńskiego wywołał spore poruszenie. Dlaczego gwiazda estrady żałowała tego związku

Przez lata widzowie byli przekonani, że między Ireną Jarocką a Andrzejem Kopiczyńskim wydarzyło się coś więcej niż tylko filmowa historia.

Ich wspólne sceny rozpalały wyobraźnię, a plotki o romansie szybko zaczęły żyć własnym życiem. Tymczasem prawda okazała się znacznie bardziej skomplikowana.

Aktor nie ukrywał fascynacji piękną piosenkarką, ale dla Jarockiej ta znajomość miała również drugą, znacznie mniej przyjemną stronę.

Po premierze filmu musiała mierzyć się z reakcjami widzów, którzy uwierzyli, że ekranowa fikcja wydarzyła się naprawdę.

Irena Jarocka przyszła na świat 18 sierpnia 1946 roku w Srebrnej Górze. Dorastała w rodzinie, w której nie było wielkiego dostatku.

Jej ojciec pracował jako szewc ortopedyczny, a matka zajmowała się domem i wychowywaniem czworga dzieci.

Przyszła gwiazda polskiej estrady nie od razu wkroczyła na drogę, która przyniosła jej ogólnokrajową popularność.

Studiowała w Gdańsku, kształciła się muzycznie i śpiewała w chórze kościelnym. Z czasem stało się jasne, że to właśnie muzyka jest jej największą pasją.

Pierwsze ważne kroki na scenie stawiała w latach 60. W 1965 roku wystąpiła na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, a trzy lata później zwróciła na siebie uwagę podczas Międzynarodowego Festiwalu Piosenki w Sopocie.

Wykonanie „Gondolierów znad Wisły” przyniosło jej wyróżnienie i pomogło otworzyć drzwi do wielkiej kariery.

Lata 70. należały do niej. Jarocka miała charakterystyczny głos, elegancję i sceniczną swobodę, dzięki którym wyróżniała się na tle innych wykonawców.

Jej piosenki trafiały do radia, a kolejne występy umacniały jej pozycję. Utwory „Wymyśliłam cię”, „Motylem jestem” i „Odpływają kawiarenki” na stałe zapisały się w historii polskiej muzyki rozrywkowej.

W 1974 roku ukazał się album „W cieniu dobrego drzewa”, który odniósł ogromny sukces komercyjny. Płyta sprzedała się w nakładzie około 600 tysięcy egzemplarzy, a artystka otrzymała złotą płytę.

Jej popularność nie ograniczała się przy tym do Polski. Jarocka nagrywała również za granicą, występowała na festiwalach i zdobywała publiczność poza ojczyzną.

Właśnie w szczytowym okresie kariery otrzymała propozycję, która na zawsze połączyła jej nazwisko z Andrzejem Kopiczyńskim.

W 1976 roku zagrała u boku aktora w filmie Jerzego Gruzy „Motylem jestem, czyli romans 40-latka”.

Jarocka wcieliła się w Irenę Orską, piosenkarkę, która pojawia się w życiu Stefana Karwowskiego, bohatera granego przez Kopiczyńskiego.

Na ekranie między bohaterami pojawiła się chemia, której nie sposób było przeoczyć. Widzowie szybko zaczęli zastanawiać się, czy podobne uczucie połączyło również odtwórców głównych ról.

Sam Kopiczyński nie ukrywał, że Jarocka zrobiła na nim ogromne wrażenie. Po latach wspominał ją z wyraźnym podziwem i przyznawał, że się w niej podkochiwał.

„Ona mi się ogromnie podobała. Bardzo…” — mówił aktor, opisując swoją fascynację koleżanką z planu. Podkreślał również jej urodę, talent i osobowość.

W jednym z późniejszych wspomnień przyznał, że gdyby ich współpraca trwała dłużej, być może rzeczywiście doszłoby między nimi do romansu.

Te wyznania tylko podsycały zainteresowanie. W rzeczywistości jednak nie ma potwierdzenia, że Jarocką i Kopiczyńskiego łączył prawdziwy romans.

Ich relacja, jak wynika z późniejszych wypowiedzi aktora i publikacji poświęconych obojgu artystom, opierała się na wzajemnej sympatii, fascynacji i serdecznej zażyłości.

Dla Ireny Jarockiej problemem okazało się jednak to, że publiczność nie zawsze potrafiła oddzielić ekranową opowieść od jej prywatnego życia.

W swojej autobiografii „Nie wrócą te lata. Motylem jestem, czyli piosenka o mnie samej” artystka opisała reakcje, z jakimi spotkała się po premierze filmu.

Widzowie uwierzyli, że jej bohaterka i Stefan Karwowski byli kimś więcej niż postaciami z komedii.

Jarocka wspominała, że otrzymywała listy z pogróżkami i obraźliwe wiadomości. Niektórzy widzowie zarzucali jej, że próbuje rozbić szczęśliwe małżeństwo.

Szczególne zamieszanie wywołała scena, w której Irena Orska podaje bohaterowi Kopiczyńskiego numer telefonu.

Piosenkarka wymyśliła go na potrzeby filmu, lecz część odbiorców była przekonana, że to jej prywatny numer. W rezultacie nieznajomi próbowali się z nią kontaktować, oczekując rozmowy z gwiazdą.

Trudno się dziwić, że takie doświadczenie pozostawiło po sobie przykre wspomnienia. Jarocka nie musiała przeżywać prawdziwego romansu, aby odczuć konsekwencje plotek, które narosły wokół jej filmowej roli.

Nie ma jednak podstaw, by twierdzić, że żałowała samej znajomości z Kopiczyńskim. Z jej wspomnień wynika raczej, że bolesne były reakcje publiczności i konsekwencje pomylenia fikcji z rzeczywistością.

W życiu prywatnym piosenkarki nie brakowało ważnych decyzji i zmian. Jej pierwszym mężem był kompozytor Marian Zacharewicz, który współpracował z nią również zawodowo.

Ich małżeństwo zakończyło się rozstaniem w 1977 roku. Później w życiu artystki pojawił się Michał Sobolewski, informatyk i naukowiec, którego poznała podczas pobytu w Leningradzie.

Ich historia nie była pozbawiona trudnych momentów. W 1976 roku Jarocka przeżyła poważny wypadek samochodowy. Wypadła przez przednią szybę i doznała obrażeń głowy.

Długo pozostawała nieprzytomna, a po odzyskaniu świadomości zaczęła inaczej patrzeć na swoje życie. Sobolewski odwiedzał ją w szpitalu, a sama artystka wspominała później jego obecność jako ogromne wsparcie.

W 1982 roku na świat przyszła ich córka Monika. Para pobrała się w 1989 roku. Rok później Jarocka wyjechała z rodziną do Stanów Zjednoczonych, gdzie jej mąż rozwijał karierę naukową.

Dla piosenkarki oznaczało to odsunięcie się od polskiej sceny i rozłąkę z publicznością, która przez lata towarzyszyła jej zawodowej drodze.

Zszokowani widzowie nie szczędzili mi epitetów, nie mogli darować, że ich zawiodłam. (…) W jednej ze scen filmu Irena Orska daje Stefanowi swój numer telefonu (naprędce go wymyśliłam). Widzowie byli święcie przekonani, że był to mój prywatny numer telefonu – mówiła Jarocką.

W późniejszych wypowiedziach przyznawała, że życie na emigracji było dla niej trudne i wiązało się z poczuciem zagubienia.

Po powrocie do Polski ponownie zaczęła występować i nagrywać. Nie odzyskała już takiej pozycji jak w latach największej popularności, ale nadal pozostawała ważną postacią polskiej estrady.

W 2007 roku ukazała się jej autobiografia, w której wracała zarówno do sukcesów, jak i do mniej łatwych rozdziałów swojego życia.

Irena Jarocka zmarła 21 stycznia 2012 roku po walce z glejakiem mózgu. Miała 65 lat.

Pozostawiła po sobie piosenki, które dla wielu słuchaczy stały się muzycznym wspomnieniem minionych dekad, oraz historię kariery, w której blask sławy nie zawsze oznaczał spokojne życie prywatne.

Opowieść o jej relacji z Andrzejem Kopiczyńskim pokazuje, jak łatwo ekranowa chemia może przerodzić się w plotkę, a plotka — w publiczny osąd.

Aktor otwarcie mówił o swoim zauroczeniu, ale nie oznacza to, że między nimi rozegrał się prawdziwy romans. Jarocka zapłaciła natomiast cenę za to, że widzowie uwierzyli w historię stworzoną na potrzeby filmu.

Ona mi się ogromnie podobała. Bardzo… To była naprawdę niezwykła istota. Tak, podkochiwałem się w niej. Jak wszyscy! Byłem zachwycony zarówno nią samą, jak i tym, że była nie tylko piękną kobietą i świetną artystką, ale jednocześnie była bardzo dobrą aktorką — przyznał po latach Kopiczyński.

Dziś, po latach, za sensacyjnymi nagłówkami pozostaje przede wszystkim wspomnienie artystki, której głos i przeboje na trwałe zapisały się w historii polskiej muzyki.

Żona Piotra Adamczyka pokazała, jak naprawdę wygląda ich małżeństwo. Musiała od razu się tym podzielić z ludźmi

Dagmara Kaźmierska zdradziła, kogo tak naprawdę kocha od zawsze. Opowiedziała o nim wszystkim swoim fanom

Dagmara Kaźmierska zdradziła, kogo tak naprawdę kocha od zawsze. Opowiedziała o nim wszystkim swoim fanom