Przez lata była cieniem u boku jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich piosenkarzy.
Towarzyszyła mu w życiu prywatnym, wspierała w pracy i dobrze znała świat, który dla wielu fanów pozostawał niedostępny.
Po śmierci Krzysztofa Krawczyka Ewa Krawczyk nie przestała być związana z jego pamięcią.
Regularnie odwiedza grób męża, dba o jego wygląd i pilnuje zasad, które – jak sama podkreśla – mają dla niej szczególne znaczenie.
Ostatnio opowiedziała o nich w rozmowie z mediami. Nie wszystkim mogą się one spodobać, ale wdowa przekonuje, że nie chodzi o złośliwość, lecz o szacunek dla miejsca i jego symboliki.

Historia Ewy i Krzysztofa zaczęła się na początku lat 80. w Stanach Zjednoczonych. Ewa przyjechała tam do swojej mamy, a Krawczyk koncertował wówczas za oceanem.
Nie była jego wielką fanką. Jak wspominała po latach, bardziej interesowała się innymi wykonawcami. Wszystko zmieniło się, gdy zobaczyła go na żywo w jednym z chicagowskich klubów.
Zwróciła uwagę na jego głos, sposób śpiewania i urodę. Ich znajomość szybko nabrała poważnego charakteru, choć – jak sama przyznawała – nie była to miłość od pierwszego wejrzenia.
Krzysztof był od niej starszy o kilkanaście lat i miał już za sobą burzliwe doświadczenia uczuciowe. Wcześniej był związany z Grażyną Adamus, a następnie z Haliną Żytkowiak, z którą miał syna Krzysztofa Igora.
„To jest scena i schody, które prowadzą właśnie na nią. Na scenie nie stawia się zniczy ani kwiatów. Artysta zawsze dostaje je do ręki lub kładzie się je z boku” – mówiła Ewa.

Związek z Ewą okazał się jednak tym, który na długie lata odmienił jego życie. Pobrali się w połowie lat 80., a ich wspólna droga nie była pozbawiona komplikacji.
„Nauczyłam tego ludzi, którzy tu przychodzą, bo jestem na cmentarzu codziennie. Przez lata wywalczyłam, żeby na pomniku Krzysztofa nie stawiano ani kwiatów, ani zniczy. Nawet jak ktoś postawi, to ja i tak odstawię. Nie jest to złośliwość, przyjęliśmy po prostu taką zasadę” – dodała.
Po powrocie do Polski musieli uporządkować kwestie formalne związane z zawartym za granicą małżeństwem.
Z czasem ich historia doczekała się kolejnych ślubnych ceremonii i jednego rozstania, po którym ponownie do siebie wrócili.
Nie tworzyli pary, która żyła wyłącznie w blasku fleszy. Ewa była blisko męża również od strony zawodowej. Wspierała go, pomagała w organizowaniu koncertów i towarzyszyła mu podczas występów.
„Już dwa razy wymieniałam kostkę brukową. Ludzie nie przynoszą tradycyjnych zniczy, tylko wkłady. Zapalają je, a kiedy zawieje wiatr lub jest gorąco, wszystko się rozpływa” – zauważała.
Krzysztof wielokrotnie podkreślał, jak ważna jest dla niego żona. W wywiadach opowiadał, że przy niej odnalazł stabilizację, a także wrócił do wiary.
Sam przyznawał, że wcześniejsze lata były dla niego trudnym okresem, naznaczonym problemami i nie najlepszymi wyborami. Ewa stała się jedną z najważniejszych osób w jego życiu.

Ich codzienność nie zawsze przypominała jednak romantyczną opowieść. W wywiadzie dla „Vivy!” Ewa wspominała, że Krzysztof poza sceną nie przywiązywał dużej wagi do eleganckiego wyglądu.
Garnitury, starannie dobrane koszule i buty zakładał przede wszystkim na koncerty, ponieważ uważał, że publiczność zasługuje na odpowiednią oprawę.
W domu najchętniej odpoczywał w wygodnym ubraniu. Ewa żartowała, że musiała pilnować jego garderoby, bo sam nie przejmował się takimi sprawami.
Choć nie doczekali się wspólnych dzieci, ich małżeństwo przez lata pozostawało bardzo bliskie. Ewa mówiła, że byli ze sobą niemal bez przerwy, wspierali się i wspólnie podejmowali codzienne decyzje.
Po śmierci artysty przyznała, że poświęciła mu niemal całe swoje życie. Nie ukrywała też, jak trudno było jej odnaleźć się w rzeczywistości, w której zabrakło człowieka obecnego przy niej przez prawie cztery dekady.
Krzysztof Krawczyk zmarł 5 kwietnia 2021 roku w Łodzi. Miał 74 lata. Jego odejście poruszyło fanów w całej Polsce, ale dla Ewy oznaczało przede wszystkim utratę najbliższej osoby.
„Pracuję bardzo dużo na cmentarzu, codziennie wynoszę wiele zniczy i bywa, że jest mi ciężko, ponieważ boli mnie kręgosłup. Nie ma to jednak znaczenia, bo jest to ból, który niesie radość” – zakończyła.
W kolejnych wywiadach opowiadała o tęsknocie, samotności i wspomnieniach, które wciąż są częścią jej codzienności.

Nie próbowała udawać, że żałoba ma określony termin. Wręcz przeciwnie – wielokrotnie podkreślała, że mąż nadal jest obecny w jej myślach.
Jednym z miejsc, w których ta pamięć nabiera szczególnego wymiaru, jest grób artysty na cmentarzu w Grotnikach. Ewa odwiedza go bardzo często i sama dba o porządek.
Jak wyznała w rozmowie z Plejadą, ma konkretne zasady dotyczące tego, co może znaleźć się na pomniku. Nie chce, by odwiedzający zostawiali na nim znicze i kwiaty.
Powód nie jest przypadkowy – nagrobek został zaprojektowany jako scena ze schodami prowadzącymi na nią. W zamyśle ma przypominać miejsce, na którym Krzysztof przez lata występował przed publicznością.
Ewa tłumaczy, że artystom kwiaty wręcza się do rąk albo składa obok sceny, a nie bezpośrednio na jej powierzchni. Dlatego prosi odwiedzających, by nie ustawiali dekoracji na pomniku.
Jak sama przyznała, przez lata starała się przyzwyczaić ludzi do tej zasady. Jeśli ktoś mimo wszystko zostawi znicz lub kwiaty, ona je przestawia.
Nie jest to wyłącznie kwestia estetyki. Wdowa zwróciła uwagę także na praktyczne problemy. Wkłady do zniczy, szczególnie podczas upałów, mogą się rozpuszczać, a rozlany wosk niszczy otoczenie grobu.
Ewa wspominała, że z tego powodu już dwa razy musiała wymieniać kostkę brukową. Codzienne porządkowanie miejsca pochówku oznacza dla niej sporo pracy, a czasem również ból kręgosłupa. Mimo to nie zamierza rezygnować z wizyt.
Czy takie zasady są przesadą? Dla jednych grób bliskiej osoby powinien być miejscem, w którym każdy może zostawić kwiaty lub zapalić znicz według własnego uznania.

Inni mogą zrozumieć, że rodzina chce zachować pierwotny wygląd pomnika i zadbać o jego symboliczne znaczenie. Ewa nie ukrywa, że jej zdanie w tej sprawie jest zdecydowane.
Podkreśla jednak, że nie chce nikogo urazić – zależy jej na tym, by miejsce spoczynku męża wyglądało tak, jak zostało zaplanowane.
W jej życiu po odejściu Krzysztofa wiele się zmieniło, ale jedno pozostało niezmienne: przywiązanie do człowieka, z którym spędziła niemal 40 lat.
Dla fanów Krawczyka pamięć o nim często zaczyna się od przebojów, koncertów i charakterystycznego głosu. Dla Ewy ma znacznie bardziej osobisty wymiar.
To codzienne wspomnienia, wspólne lata i troska o miejsce, w którym spoczywa jej mąż.
I choć nie wszyscy muszą zgadzać się z jej zasadami, trudno nie zauważyć, że za jej stanowczością kryje się przede wszystkim potrzeba zachowania czegoś, co po stracie ukochanej osoby wciąż pozostaje dla niej ważne.
Jak wygląda dzisiaj życie żony Tomasza Jakubiaka. Minęło 1,5 roku od momentu utraty głowy rodziny