Maria Kaczyńska przez wiele lat pozostawała w cieniu polityki, choć sama – zupełnie nieświadomie – stała się jedną z najbardziej zapamiętanych pierwszych dam w historii Polski.
Nie dlatego, że zabierała głos w ostrych sporach czy narzucała się mediom. Przeciwnie.
Zapamiętano ją jako kobietę cichą, serdeczną, uważną na drugiego człowieka, taką, przy której – jak mówili ci, którzy ją znali – robiło się po prostu lżej.
Lech Kaczyński nazywał ją „maluszkiem”, a w tym jednym słowie mieściło się wszystko: czułość, troska i ogromna bliskość, którą budowali przez całe życie.
Maria Kaczyńska z domu Mackiewicz urodziła się w 1942 roku w Machowej. Dorastała w czasach trudnych, naznaczonych wojną i powojenną biedą, co ukształtowało jej wrażliwość i skromność.

Zawsze podkreślała, że nie lubi przepychu i nie potrzebuje wielkich gestów.
Ukończyła studia ekonomiczne, znała języki obce i przez wiele lat pracowała zawodowo, zanim jej życie związało się z polityką na dobre.

Gdy poznała Lecha Kaczyńskiego, nie był on jeszcze politykiem pierwszego planu.
Byli po prostu dwojgiem młodych ludzi, którzy odnaleźli w sobie oparcie. „Zawsze wiedziałam, że mogę na niego liczyć” – miała mówić w rozmowach z bliskimi.
Ich małżeństwo było spokojne, oparte na partnerstwie i codziennej trosce. 
Maria Kaczyńska nie próbowała zmieniać męża ani wpływać na jego decyzje polityczne, ale była dla niego stałym punktem odniesienia.

Kiedy Lech Kaczyński obejmował kolejne funkcje publiczne, ona konsekwentnie dbała o to, by dom pozostał miejscem normalności.
Gotowała, interesowała się losem innych, słuchała. Jako pierwsza dama nie stworzyła wokół siebie bariery – przeciwnie, chętnie rozmawiała z ludźmi, szczególnie z tymi, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej.
W Pałacu Prezydenckim wniosła coś, czego wcześniej często brakowało – ciepło. Angażowała się w działalność charytatywną, wspierała osoby chore, starsze, wykluczone.

Nie robiła tego na pokaz. Ci, którzy z nią współpracowali, wspominali, że potrafiła zapamiętać imiona, dopytywać o szczegóły, wracać myślami do rozmów sprzed miesięcy.
„Najważniejsze to nie przechodzić obojętnie” – to zdanie dobrze oddaje jej podejście do świata.
Prywatnie była osobą nieśmiałą, wręcz zawstydzoną zainteresowaniem mediów. Nie lubiła przemawiać, nie czuła się dobrze w blasku fleszy.
Zawsze elegancka, ale bez ostentacji, z uśmiechem, który wydawał się szczery i niewymuszony.
Jej relacja z mężem była pełna drobnych gestów – trzymania za rękę, cichych słów, spojrzeń.

Lech Kaczyński mówił o niej z czułością, podkreślając, że bez niej nie poradziłby sobie w życiu publicznym. Ona z kolei nigdy nie stawiała siebie na pierwszym planie.
Tragiczna śmierć Marii Kaczyńskiej w katastrofie smoleńskiej w 2010 roku przerwała życie kobiety, która nie zdążyła się zestarzeć w spokoju, na jaki zasługiwała.

Pozostała po niej pamięć osoby dobrej, skromnej i prawdziwej – takiej, która nie potrzebowała wielkich słów, by zostawić po sobie ślad.
Do dziś wiele osób wspomina ją nie jako pierwszą damę, ale jako po prostu dobrą kobietę. I być może to jest jej największe dziedzictwo.
Młodszy syn Janusza Rewińskiego wygląda jak kopia ojca. Czym zajmuje się na co dzień potomek aktora