Jerzy Kamas na zawsze zostanie zapamiętany jako Wokulski z „Lalki”. A jednak aktor mógłby nie zagrać tej roli

Jerzy Kamas przeszedł do historii polskiego kina jako Stanisław Wokulski z ekranizacji „Lalki”.

Dla kilku pokoleń widzów to właśnie jego twarz stała się uosobieniem bohatera powieści Bolesława Prusa — mężczyzny powściągliwego, silnego, ale wewnętrznie samotnego.

Niewielu wie, że ta rola, która przyniosła mu nieśmiertelną popularność, mogła w ogóle nie trafić do aktora.

Kamas urodził się w 1938 roku w Łodzi. Jego młodość była daleka od świata teatru.

Początkowo nie marzył o filmie, a nawet uczył się w szkole technicznej, myśląc o zupełnie innej profesji.

Wszystko zmienił przypadkowy kontakt z teatrem. Po jednym ze spektakli zrozumiał, że scena przyciąga go znacznie silniej niż jakakolwiek inna praca.

Droga do zawodu nie była łatwa. Pierwsze próby dostania się do szkoły teatralnej zakończyły się niepowodzeniem, ale się nie poddał.

Z czasem został przyjęty do słynnej Łódzkiej Filmówki, gdzie zaczął kształtować swój styl aktorski — spokojny, inteligentny i bardzo precyzyjny w detalach.

W przeciwieństwie do wielu artystów swojego pokolenia Kamas nie zabiegał o skandaliczną popularność.

Nie lubił medialnego zgiełku i przez lata pozostawał przede wszystkim aktorem teatralnym.

Pracował w warszawskich teatrach, zdobywał szacunek kolegów i stopniowo budował reputację człowieka bardzo poważnie traktującego swój zawód.

W filmie również pojawiał się regularnie, ale długo pozostawał raczej „aktorem dla koneserów” niż masową gwiazdą.

Wszystko zmieniło się w momencie, gdy zaproponowano mu rolę Wokulskiego w telewizyjnej „Lalce”.

Paradoksalnie sam Kamas początkowo wcale nie był zachwycony tym pomysłem. Miał wątpliwości, czy pasuje do tej postaci. Dobrze pamiętał wcześniejsze ekranizacje powieści i wiedział, jak wysokie będą oczekiwania widzów.

„Zgłosiłem reżyserowi i scenarzyście swoje obiekcje. Przekonali mnie jednak, że Wokulski o byczym karku, wielkich czerwonych rękach i chamskim sposobie bycia jawi się tylko w wyobrażeniach Izabeli Łęckiej, a inne panie się w nim kochały, bo był człowiekiem dobrym i życzliwym ludziom” — wspominał po latach aktor.

Reżyser widział jednak w nim właśnie tego Wokulskiego, którego potrzebowała nowa wersja — nie teatralnego bohatera z patosem, lecz żywego mężczyzny o skomplikowanym charakterze i ukrytych emocjach.

Screenshot

Kiedy serial trafił na ekrany, stało się jasne, że wybór był idealny.

Widzowie natychmiast pokochali jego Wokulskiego. W interpretacji Kamasa bohater był nie tylko silnym przedsiębiorcą czy romantycznym kochankiem, ale człowiekiem nieustannie zmagającym się z własną samotnością.

To właśnie ta wewnętrzna cisza i powściągliwość sprawiły, że postać stała się tak wyrazista.

Po „Lalce” aktor stał się naprawdę znany. Ale nawet wtedy się nie zmienił. Nie stał się typową medialną gwiazdą, nie szukał uwagi tabloidów i rzadko mówił o życiu prywatnym.

Koledzy opisywali go jako człowieka bardzo inteligentnego i wymagającego. Nie znosił fałszu — ani na scenie, ani poza nią. Być może właśnie dlatego jego role zawsze wydawały się tak naturalne. Na ekranie nie „grał” emocji — on je przeżywał.

Życie prywatne Kamasa pozostawało zamknięte dla opinii publicznej. Wiadomo, że cieszył się powodzeniem u kobiet, ale sam nigdy nie pozwalał robić ze swoich relacji widowiska.

Bliska była mu cisza, nie salony towarzyskie. Nawet u szczytu sławy pozostawał człowiekiem, który najbardziej cenił teatr, książki i spokojne życie.

Z biegiem lat coraz rzadziej pojawiał się na ekranie, ale sceny nie opuścił niemal do końca życia. Teatr pozostał jego prawdziwym domem — miejscem, w którym czuł się najlepiej.

Jerzy Kamas zmarł w 2015 roku, ale dla milionów widzów na zawsze pozostał Wokulskim — mężczyzną, który w milczeniu nosił w sobie miłość, rozczarowanie i wewnętrzny ból.

I być może właśnie dlatego ta rola przetrwała dekady. Bo najlepsze kreacje rodzą się wtedy, gdy aktor nie próbuje być bohaterem, lecz po prostu uczciwie pokazuje człowieka.

Agata Młynarska dłużej zna Jurka Owsiaka niż swojego obecnego męża. Kiedy inni koledzy z branży odwracali się od niego, dziennikarka go wspierała

Agata Młynarska dłużej zna Jurka Owsiaka niż swojego obecnego męża. Kiedy inni koledzy z branży odwracali się od niego, dziennikarka go wspierała

Piotr Gąsowski potwierdził wieści ws. córki. Czy można go nazwać wzorowym ojcem