Elżbieta Jaworowicz przez lata stała się symbolem telewizji, która nie bała się trudnych tematów.
Kiedy w studiu gasły światła, a kamery zaczynały nagrywać kolejne odcinki „Sprawy dla reportera”, miliony widzów wiedziały, że za chwilę usłyszą historie prawdziwych ludzi — często dramatyczne, bolesne i pełne emocji.
Dziś trudno uwierzyć, że program jest obecny na antenie od ponad 40 lat.
W czasach PRL-u telewizja wyglądała zupełnie inaczej. Wszystko było bardziej oficjalne, kontrolowane i przewidywalne.
A jednak Jaworowicz potrafiła stworzyć format, który wyróżniał się na tle całej ówczesnej telewizji.

Nie skupiała się na celebrytach ani politycznych sporach. Interesowali ją zwykli ludzie i ich problemy.
To właśnie dzięki temu widzowie tak mocno się do niej przywiązali.

Przez lata przez studio przewinęły się tysiące historii — rodzinnych dramatów, sporów, niesprawiedliwości i ludzkich tragedii.
Jaworowicz słuchała ich z charakterystycznym spokojem i powagą, które stały się jej znakiem rozpoznawczym.

Dla wielu osób była ostatnią deską ratunku, kiedy zawodziły urzędy, sądy albo zwykła ludzka obojętność.
Choć od dawna jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy TVP, bardzo pilnowała swojej prywatności.

Rzadko opowiadała publicznie o życiu osobistym i unikała medialnego rozgłosu wokół siebie samej.
Znacznie ważniejsi byli dla niej bohaterowie reportaży niż własna popularność.

Wiadomo jednak, że prywatnie od lat związana jest z pułkownikiem Eugeniuszem Mleczakiem. Ich relacja zawsze pozostawała daleko od świata show-biznesu.
Nie pojawiali się regularnie na branżowych imprezach i nie budowali medialnego związku. Być może właśnie dlatego udało im się zachować spokój i prywatność przez tyle lat.
Tym bardziej wyjątkowe okazały się ostatnie dni. Po czterech dekadach pracy Elżbieta Jaworowicz została uhonorowana szczególnym wyróżnieniem.

Dla wielu osób było to symboliczne docenienie kobiety, która przez większą część życia zawodowego oddawała głos innym ludziom, sama pozostając trochę w cieniu.
Widzowie od dawna traktują ją jak część historii polskiej telewizji.
Jej charakterystyczny styl prowadzenia programu, spokojny głos i ogromne doświadczenie sprawiły, że stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarek w kraju.
Ale za telewizyjnym obrazem kryje się też historia kobiety, która przez lata pracowała pod ogromną presją emocji.

Bo „Sprawa dla reportera” nigdy nie była zwykłym programem. Tam niemal każda historia wiązała się z cierpieniem, konfliktami albo ludzką bezradnością.
„Sądzę, że mój program dociera do ludzkich serc głównie dzięki reportażom. Gdyby ich nie było, to wszelkie komentarze, nawet te najmądrzejsze i błyskotliwe, nie zmieniłyby faktu, że byłyby to tylko słowa. Dopiero nasze myśli i rady zastosowane w udokumentowanych przypadkach, mają oddziaływanie, skutek oraz moc. Do redakcji 'Sprawy dla reportera’ wpływa co dnia setka zgłoszeń” – mówiła.
Mimo upływu lat Jaworowicz nadal pozostaje obecna w telewizji i nadal budzi ogromne emocje.
Dla starszych widzów jest symbolem dawnej epoki telewizji, a dla młodszych — jedną z ostatnich osób, które pamiętają, jak wyglądały media zanim wszystko stało się szybkie, głośne i podporządkowane sensacji.
I może właśnie dlatego to wyróżnienie wywołało tyle emocji. Bo po 40 latach pracy doceniono nie tylko znaną dziennikarkę, ale też kawałek historii polskiej telewizji, który dla wielu ludzi nadal ma ogromne znaczenie.
„Red. Elżbieta Jaworowicz – legenda TVP, autorka „Sprawy dla reportera”, jednego z najpopularniejszych programów interwencyjnych w historii polskich mediów – otrzymała Nagrodę im. Bolesława Prusa (…). Kapituła nagrody doceniła ponad 40-letnie zaangażowanie dziennikarki w sprawy społeczne” – przekazała Telewizja Polska.
Michel Moran jeszcze niedawno kończył wieloletni związek. Dziś znów wygląda na zakochanego