Przez lata widzowie znali ją przede wszystkim jako jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej telewizji.
Elegancka, opanowana, zawsze perfekcyjnie przygotowana. Hanna Lis przez dekady budowała wizerunek kobiety silnej i ambitnej, która potrafi odnaleźć się zarówno w świecie mediów, jak i w życiu publicznym.
Ale poza kamerami była przede wszystkim mamą dwóch córek — Julii i Anny — i właśnie o nich ostatnio powiedziała kilka wyjątkowo osobistych słów.
Dla wielu osób Hanna Lis od dawna pozostaje symbolem klasycznej telewizji informacyjnej.
Zaczynała jeszcze w czasach, gdy prezenterzy byli dla widzów kimś więcej niż tylko prowadzącymi programy.

Liczyła się kultura słowa, spokój i wiarygodność. Właśnie dzięki temu szybko zdobyła ogromną popularność i stała się jedną z najważniejszych kobiet polskich mediów.
Jej życie prywatne niemal zawsze budziło zainteresowanie. Związek z Tomaszem Lisem przez lata był jednym z najgłośniejszych tematów w polskim show-biznesie.
Oboje należeli do medialnej elity, dlatego każde ich publiczne pojawienie się wywoływało emocje.

Kiedy jednak ich małżeństwo się zakończyło, Hanna Lis zaczęła coraz bardziej chronić swoją
prywatność.
Rzadziej mówiła o rodzinie, unikała medialnych deklaracji i wyraźnie odsunęła życie osobiste od świata kamer.
Tym większe poruszenie wywołały jej ostatnie słowa skierowane do córek. Nie były to jednak wielkie przemowy ani przesadnie emocjonalne wyznania.

Raczej spokojna, dojrzała refleksja kobiety, która po latach nauczyła się inaczej patrzeć na relacje i rodzinę.
W jej wypowiedzi pojawiło się dużo ciepła, ale też coś jeszcze — poczucie, że czas biegnie szybciej, niż się wydaje.
Hanna Lis przyznała, że chciałaby częściej być blisko swoich córek i bardziej celebrować zwykłe chwile. To nie była wypowiedź celebrytki próbującej wzruszyć internet.
„Juliś, Anulku, dziękuję wam za najpiękniejszy prezent – macierzyństwo. Dziękuję za to, że o was – moich córkach – mogę dzisiaj powiedzieć: jesteście moimi najlepszymi przyjaciółkami. Czasem przeglądam się w was jak w lustrze” – mówiła dziennikarka.

Brzmiało to raczej jak szczera rozmowa matki, która zrozumiała, co naprawdę ma znaczenie.
Julia i Anna od dawna trzymają się z dala od medialnego świata. Nie próbują budować popularności na nazwisku rodziców, nie walczą o uwagę portali plotkarskich.
„Ale jeszcze częściej widzę w was kobiety, od których sama codziennie się uczę: mądre, odważne, wrażliwe. Dziękuję za nasze rozmowy, za dziewczyńskie podróże i wspólne odkrywanie świata. Za śmiech do łez i łzy wzruszenia. Bycie waszą mamą to przywilej. I sztuka improwizacji – bez gotowego scenariusza ani prób generalnych. Więc, jeśli nie zawsze wszystko mi wychodzi, obiecuję poprawę” – dodała prezenterka.
I być może właśnie dlatego Hanna Lis mówi o nich z taką dumą. W świecie pełnym hałasu i ciągłej potrzeby pokazywania wszystkiego publicznie jej córki wybrały zwyczajne życie.
Dziś sama Hanna Lis wydaje się spokojniejsza niż kiedyś. Nadal pozostaje aktywna zawodowo, zabiera głos w ważnych sprawach społecznych i nie boi się mówić tego, co myśli.

Ale coraz częściej można odnieść wrażenie, że największą wartością stały się dla niej nie telewizyjne sukcesy ani medialny rozgłos, lecz właśnie relacje z najbliższymi.
Bo nawet kobieta, która przez lata wydawała się widzom niedostępna i perfekcyjna, w końcu zaczyna mówić przede wszystkim językiem matki. A takie słowa zwykle znaczą najwięcej.