Screen Youtube
W filmie przeplatają się humor, dramat, ludzkie charaktery i coś bardzo bliskiego każdemu — wspomnienia o wsi, rodzinie, dziwakach, którzy mieszkali obok i których mimo wszystko kochamy.
Kto by pomyślał, że historia dwóch nieustannie skłóconych rodzin stanie się kultowa?
Reżyser Sylwester Chęciński nie miał wtedy pojęcia, że jego film wejdzie do klasyki i będzie cytowany przez dziesięciolecia. A teraz — kilka ciekawych faktów, które nie są wszystkim znane.
Po pierwsze, scenariusz napisał Andrzej Mularczyk i była to historia zainspirowana jego własnymi rodzinnymi wspomnieniami.
Dobrze wiedział, czym są spory „przez granicę” i jak naprawdę wyglądają wiejskie kłótnie, które mogły trwać latami.
„Pisałem to z uśmiechem, ale też z bólem” — wspominał.
Po drugie, rolę Kazimierza Pawaka miała początkowo zagrać zupełnie inna ekipa aktorska. Jednak kiedy na próbach pojawił się Wacław Kowalski, wszystkie wątpliwości zniknęły.
Jego prostota i autentyczność sprawiły, że postać stała się ulubioną. Właśnie wtedy producenci powiedzieli: „Oto on, prawdziwy Pawlak!”.
Po trzecie, chociaż w filmie jest dużo śmiechu, proces kręcenia nie zawsze miał wesoły charakter. Na planie filmowym dochodziło do konfliktów — aktorzy dyskutowali, jak najlepiej pokazać tę czy inną scenę.
Jednak mimo wszystko napięcie tylko dodawało szczerości. „Bez kłótni nie nakręcilibyśmy tak prawdziwego filmu” — śmiał się później reżyser.
Po czwarte, film tak spodobał się widzom, że był pokazywany wielokrotnie. Ludzie chodzili do kina kilka razy.
„Obejrzałem już pięć razy i jeszcze pójdę” – powiedział w 1967 roku jeden z widzów dziennikarzom. Rzeczywiście, sukces był oszałamiający.
Po piąte, powiedzonka z filmu „Sami swoi” już dawno stały się popularne. Frazy typu „Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie” są nadal cytowane w rozmowach, nawet przez tych, którzy nie zawsze pamiętają, skąd pochodzą.
Kolejny ciekawy fakt: kontynuacje „Nie ma mocnych” i „Kochaj albo rzuć” również zyskały popularność, ale to właśnie pierwsza część na zawsze pozostała w sercach milionów. Dlaczego? Ponieważ zawiera ducha czasu. Atmosferę wsi, proste ludzkie radości i problemy, z którymi łatwo się utożsamić.
Nie można nie wspomnieć o reżyserze Sylwestrze Hencinskim. Potrafił dostrzec w zwykłych rzeczach coś wyjątkowego.
„Chciałem pokazać, że nasz naród potrafi się śmiać nawet wtedy, gdy jest ciężko” – mówił. I udało mu się to.
„Sami swoi” stał się filmem, który oglądają razem pokolenia. Dziadek pokazuje go wnukowi, mama wspomina młodość, a syn śmieje się, jakby po raz pierwszy. I to jest najcenniejsze — poczucie, że historia nie starzeje się.
Można powiedzieć, że „Sami swoi” to nie tylko film. To lustro życia, w którym widzimy naszych sąsiadów, krewnych, a nawet samych siebie. I prawdopodobnie dlatego pozostaje ulubionym filmem już od ponad pół wieku.
Przez lata była dla wielu młodych ludzi symbolem spełnionego marzenia. Roksana Węgiel jeszcze jako dziecko…
Są takie historie miłosne, które zaczynają się wtedy, gdy nikt się ich już nie spodziewa.…
Przez dziesięć lat była jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet w Polsce. Jako pierwsza dama zyskała…
Nie potrzebował skandali ani głośnych wywiadów, by zdobyć sympatię milionów widzów. Tadeusz Sznuk od dziesięcioleci…
Majka Jeżowska od ponad czterech dekad należy do grona najbardziej rozpoznawalnych polskich wokalistek. Miliony Polaków…
Jeszcze kilka lat temu Marcin Hakiel zamykał jeden z najgłośniejszych rozdziałów swojego życia. Rozstanie z…