Rozrywka

Jerzy Bińczycki stał się kultowym aktorem polskiego kina i ulubieńcem publiczności. Kariera i życie prywatne aktora są do dziś przedmiotem licznych rozmów

Czasami wydaje się, że są ludzie, którym pisane jest przeżyć życie w ciszy, ale pozostawić po sobie ślad, który nigdy nie zniknie.

Taki był Jerzy Bińczycki. Nie dążył do sławy, nie szukał oklasków – po prostu żył teatrem, oddychał nim i poprzez swoje role mówił to, czego inni nie potrafili wyrazić słowami.

Urodził się 6 września 1937 roku w małym miasteczku Witkowice pod Krakowem. Jego dzieciństwo upłynęło w trudnych czasach.

Druga wojna światowa nadal rzucała długie cienie na życie ludzi, a mały Jerzy dorastał w atmosferze strachu, niedostatku, ale także wielkiego humanizmu.

Jego rodzina nie była związana z teatrem, nikt nie zachęcał go do występów na scenie. Jednak gdzieś w głębi duszy żywił dziwną tęsknotę – nie za sławą, ale za życiem w rolach.

Screenshot

W latach szkolnych lubił obserwować ludzi. Patrzył, jak sąsiedzi rozmawiają na targu, jak się kłócą, godzą, śmieją.

Później mówił, że aktor musi umieć dostrzec duszę drugiego człowieka – nawet jeśli kryje się ona za milczeniem.

Screenshot

Po szkole wstąpił do Państwowej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, którą ukończył w 1961 roku.

Pierwsze kroki na scenie były nieśmiałe — Teatr Śląski w Katowicach, a następnie Stary Teatr w Krakowie, który stał się jego drugim domem na całe życie.

Screenshot

W tamtych latach nie był gwiazdą. Po prostu dużo pracował. Grał różne role — od dramatu po komedię, uczył się robić pauzy, nie grać zbyt wiele, a po prostu być.

Jego koledzy wspominali, że nawet podczas prób nie umiał grać „na pół gwizdka”. Każde wyjście na scenę było jak spowiedź.

Pierwsze role filmowe pojawiły się na początku lat sześćdziesiątych. Skromne, niepozorne. Ale reżyserzy od razu dostrzegli w nim głębię, tę wewnętrzną siłę, której nie nauczysz się w szkole.

Z zewnątrz – zwykły człowiek, nawet nieco niepozorny. Ale kiedy kamera uchwyciła jego spojrzenie – wszystko wokół jakby zamierało.

Screenshot

I oto w 1975 roku pojawia się film, który zmienia wszystko – „Noce i Dnie”. Rola Bogumiła Niechciaka uczyniła go symbolem polskiego kina.

Był bohaterem tamtych czasów — prostym, uczciwym, godnym mężczyzną, który walczył nie tylko o ziemię, ale także o miłość, godność, rodzinę.

W każdym jego ruchu, w każdym spojrzeniu była prawda. Ludzie płakali, patrząc na niego. Bo wierzyli. Bo widzieli w nim siebie.

Po tym filmie Jerzy stał się prawdziwym ulubieńcem narodu. Ale nigdy nie pozwolił, aby sława go zmieniła. Żył skromnie, preferował teatr. Mówił:

„Na scenie jestem bliżej siebie niż w życiu. Tam nie można kłamać”.

Jego filmografia jest imponująca — „Znachor”, „Dreszcze”, „Ucieczka z kina Wolność”, dziesiątki inscenizacji teatralnych. Grał księży, lekarzy, zrozpaczonych

W 1982 roku, po filmie „Znaczka”, zaczęto nazywać go „aktorem człowieczeństwa”. To właśnie on pokazał, że prawdziwa siła nie tkwi w surowości, ale w współczuciu.

Jego życie prywatne było spokojne, bez skandali. Był dwukrotnie żonaty — najpierw z Elżbietą Willową, z którą miał córkę Magdalenę.

Następnie z Elżbietą Goworowską, z którą urodził się syn Jan. Mieszkali w Krakowie, w starym domu pełnym książek, scenariuszy, plakatów i śmiechu dzieci.

Rodzina była dla niego zawsze najważniejsza. Nie lubił rozgłosu, rzadko udzielał wywiadów. Mówił po prostu:
„O mnie najlepiej mówią moje role”.

W 1989 roku państwo doceniło jego pracę — otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Ale nawet wtedy nie uważał się za wielkiego. Mówił, że nagrody przemijają, a teatr pozostaje.

Pod koniec lat 90., kiedy wielu aktorów jego pokolenia odchodziło już ze sceny, Bińczycki dopiero rozpoczynał nowy etap.

W lipcu 1998 roku został dyrektorem Starego Teatru w Krakowie — tego samego, w którym kiedyś zaczynał. Chciał odnowić repertuar, dać szansę młodym aktorom.

Ale los postanowił inaczej. W październiku tego samego roku Jerzy Bińczycki zmarł nagle na zawał serca. Miał zaledwie 61 lat.

Teatr, który tak kochał, opustoszał tego dnia. W Krakowie ludzie stali w milczeniu, gdy wynoszono jego trumnę.

Mówiono, że wraz z nim odeszła część miasta.
Pochowano go na cmentarzu Rakowickim — obok tych, których Polska nazywa swoimi wielkimi.

Minęło wiele lat, a jego filmy są oglądane do dziś. Jego bohaterowie są żywi, prawdziwi, ludzcy. Być może właśnie dlatego tak bardzo go kochano — ponieważ nie grał, ale żył każdą sceną.

Kiedy dziś ogląda się kadry z filmu „Noce i dni” i widzi się, jak stoi on w milczeniu na środku pola, patrząc w dal — wydaje się, że jest gdzieś blisko. Cichy, ciepły, prawdziwy.

Aktor, który pozostawił swoje serce na scenie.

Jerzy Stuhr miał ogromne wsparcie ze strony żony i dzieci. Jak aktor łączył życie rodzinne z udaną karierą

Kobiety Zbigniewa Wodeckiego, które odegrały ważną rolę w jego życiu. Miłość i dramaty szły w parze

Magda Gessler stała się prawdziwym odkryciem w świecie polskiej kuchni i zasłużenie jest jej królową. Jednak życie osobiste gwiazdy telewizji nie było tak proste, udało jej się osiągnąć sławę samodzielnie

Valentyna Tkach

Recent Posts

Filip Chajzer publicznie zwrócił się do mamy Bianki. Co świeżo upieczony zięć powiedział teściowej

Filip Chajzer jeszcze niedawno mówił o trudnych relacjach z mamą Bianki, a dziś sam zrobił…

2 godziny ago

Katarzyna Cichopek świętuje 44. urodziny. Droga od młodej gwiazdy serialu „M jak Miłość” do prezenterki telewizyjnej i bizneswoman

Katarzyna Cichopek kończy dziś 44 lata. Trudno uwierzyć, że od jej pierwszego pojawienia się w…

2 godziny ago

Dominika Serowska dosadnie odpowiedziała na pytanie internautki. Żona tancerza nie dobierała słów

Dominika Serowska znów pokazała, że nie należy do osób, które potrafią przejść obojętnie obok pytań…

16 godzin ago

Odbyła się rozprawa w sprawie Cichopek przeciwko Smaszcz. Na miejscu pojawiła się Anna Mucha

Przez lata Katarzyna Cichopek kojarzyła się przede wszystkim z Kingą Zduńską z „M jak miłość”,…

1 dzień ago

Ralph Kaminski odwołuje swoje koncerty. Powód jest dość poważny i poinformował o nim publicznie

Ralph Kaminski przyzwyczaił swoich widzów do tego, że kiedy pojawia się na scenie, zawsze daje…

1 dzień ago

Kalina Jędrusik i Władysław Kowalski mieli tylko grać zakochanych. Z jej powodu porzucił rodzinę, ale nigdy nie doczekali się happy endu

Mieli tylko zagrać zakochanych. W marcu 1964 roku Kalina Jędrusik i Władysław Kowalski spotkali się…

2 dni ago