Historia Ewy Szykulskiej nie jest opowieścią o łatwej drodze do blasku reflektorów.
To raczej spokojna, momentami bolesna wędrówka kobiety, która od najmłodszych lat wiedziała, że chce żyć inaczej niż wszyscy – choć nie wszyscy potrafili to zrozumieć, a już na pewno nie od razu jej najbliżsi.
Urodziła się w 1949 roku w Warszawie, w domu, w którym sztuka nie była oczywistym wyborem życiowym.
Ojciec Ewy Szykulskiej był człowiekiem twardo stąpającym po ziemi, racjonalnym, zdystansowanym wobec świata artystycznych uniesień.
Aktorstwo nie jawiło mu się jako zawód, który daje bezpieczeństwo, stabilność i sens w tradycyjnym rozumieniu.

Patrzył na wybory córki z rezerwą, czasem z niezrozumieniem, a czasem z milczącą obawą, że wybrała drogę pełną rozczarowań.
Dla młodej Ewy ten brak pełnej akceptacji był trudny. Aktorstwo nie było dla niej kaprysem ani chwilowym zachwytem – było potrzebą.
Sama po latach mówiła, że wybrała „taki dziwny zawód”, niezwykły nawet dla niej samej.

Z jednej strony pociągała ją magia sceny, z drugiej – doskonale zdawała sobie sprawę, jak bardzo jest to profesja niepewna, wymagająca i często okrutna. Mimo to poszła za głosem intuicji.
Studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie otworzyły jej drzwi do świata, który jednocześnie fascynował i wystawiał na próbę.

Była inna niż wiele koleżanek – delikatna, introspektywna, niekrzycząca o uwagę. Nie zawsze pasowała do ówczesnych wyobrażeń o „aktorce z pierwszego planu”.
Często musiała czekać, obserwować, godzić się z rolami, które nie były spełnieniem marzeń, ale uczyły pokory.
Kamera pokochała ją jednak za coś, czego nie da się nauczyć – autentyczność. Jej twarz miała w sobie tajemnicę, a spojrzenie niosło emocje, które widz odczytywał bez słów.

Popularność przyszła, lecz nie w formie nagłego wybuchu. Raczej jak powolne oswajanie publiczności z jej obecnością.
Role filmowe i telewizyjne przyniosły rozpoznawalność, ale nie zawsze szły w parze z poczuciem artystycznego spełnienia.
W życiu prywatnym Ewa Szykulska długo pozostawała osobą bardzo zamkniętą. Chroniła swoją intymność, niechętnie mówiła o uczuciach i relacjach.

Miłość w jej życiu była raczej cicha, dyskretna, pozbawiona medialnego szumu.
Dopiero późne lata przyniosły stabilizację i poczucie bezpieczeństwa u boku męża, z którym stworzyła spokojny, partnerski związek, oparty bardziej na zrozumieniu niż na wielkich deklaracjach.
Relacja z ojcem przez lata pozostawała jednym z najważniejszych, choć trudnych wątków jej życia. Nie był wrogiem jej marzeń, ale długo nie potrafił w pełni zaakceptować drogi, którą wybrała.
Z czasem jednak, obserwując jej konsekwencję, pracowitość i to, że nie traktuje aktorstwa jak zabawy, lecz jak odpowiedzialne rzemiosło, jego podejście zaczęło się zmieniać.

Nie były to spektakularne gesty ani głośne słowa dumy – raczej cicha zgoda, która dla Ewy znaczyła bardzo wiele.
Z biegiem lat aktorka coraz wyraźniej dystansowała się od świata show-biznesu. Nie zabiegała o pierwsze strony gazet, nie walczyła o role za wszelką cenę.
Dojrzałość przyniosła jej spokój i świadomość własnej wartości. Zamiast udowadniać coś innym, skupiła się na tym, by być w zgodzie z sobą.
Dziś, gdy patrzy się na jej drogę, widać kobietę, która zapłaciła cenę za wybór „dziwnego zawodu”, ale nigdy go nie żałowała.
Aktorstwo było dla niej nie tylko pracą, lecz sposobem przeżywania świata. A historia relacji z ojcem pokazuje, że nawet jeśli bliscy nie rozumieją naszych decyzji od razu, czas i konsekwencja potrafią zbudować mosty tam, gdzie wcześniej była cisza.
Życie Ewy Szykulskiej to opowieść o cichej sile, o wierności sobie i o tym, że czasem największą odwagą jest iść własną drogą – nawet wtedy, gdy nie wszyscy biją brawo.