Screen YouTube
Po zejściu ze świateł reflektorów – człowiek zamknięty, wrażliwy, skłonny do melancholii.
Sam mówił o sobie bez patosu, niemal mimochodem, że jest „wyjątkowo smutnym człowiekiem”. I nie była to poza ani prowokacja.
Urodził się w 1938 roku w Krakowie – mieście, które naznaczyło jego sposób patrzenia na świat.
Dorastał w powojennej rzeczywistości, wśród ruin i odbudowy, w czasie, gdy śmiech był często jedyną formą obrony przed szarością dnia codziennego.
Już jako młody człowiek ciągnęło go do sceny, ale nie tej pomnikowej, tylko kameralnej, bliskiej ludziom.
Interesował go absurd, groteska, codzienność widziana pod lekkim, krzywym kątem.
Kabaret „Eroika”, z którym był związany, stał się dla niego przestrzenią wolności.
To tam mógł mówić rzeczy ważne w sposób pozornie lekki, przemycać refleksję pod płaszczem żartu.
Publiczność śmiała się, często nie zdając sobie sprawy, że pod dowcipem kryje się obserwacja pełna goryczy i czułości jednocześnie.
Górkiewicz nie był artystą, który chciał błyszczeć. Bardziej interesowało go to, co dzieje się pomiędzy słowami.
Na scenie tworzył postacie, które balansowały na granicy komizmu i tragizmu. Był mistrzem niedopowiedzeń, pauzy, spojrzenia.
Nie potrzebował krzyku ani efektów. Wystarczał mu gest, ton głosu, absurdalna pointa, która nagle odsłaniała coś bardzo ludzkiego. Widzowie wychodzili rozbawieni, ale często także zamyśleni.
Życie prywatne Dzidziusia Górkiewicza pozostawało w cieniu jego twórczości. Nie szukał rozgłosu, nie opowiadał o sobie w wywiadach więcej, niż musiał.
Bliscy wspominali go jako człowieka introwertycznego, skupionego, czasem zamkniętego w sobie. Był wrażliwy na ludzi, ale jednocześnie potrzebował samotności. Cisza była dla niego równie ważna jak scena.
Nie był typem artysty, który buduje swoje życie wokół popularności. Kabaret był pracą, pasją, ale nie całym światem.
Po występach wracał do zwyczajności, do codziennych rytuałów, do refleksji. Smutek, o którym mówił, nie był rozpaczą, lecz raczej stałym tonem jego emocjonalności – cichym, obecnym, nieafiszowanym.
Relacje z innymi ludźmi opierał na zaufaniu i lojalności. Nie lubił powierzchownych znajomości.
Ci, którzy byli blisko, wiedzieli, że za scenicznym humorem kryje się człowiek głęboko myślący, uważny, czasem boleśnie szczery wobec samego siebie. Miłość i przyjaźń traktował poważnie, bez teatralnych gestów.
Jego twórczość była odbiciem jego wnętrza. Śmiech nie był ucieczką od smutku, lecz sposobem jego oswajania.
Górkiewicz rozumiał, że komedia bywa najbliżej prawdy, bo pozwala mówić o rzeczach trudnych bez patosu. Dlatego jego humor nie starzeje się łatwo – jest zanurzony w doświadczeniu, a nie w doraźnym żarcie.
Zmarł w 2004 roku, pozostawiając po sobie pamięć artysty, który potrafił rozśmieszać, nie zdradzając samego siebie.
Nie był człowiekiem estradowej maski. Był kimś, kto odważył się przyznać, że śmiech i smutek mogą iść w parze, że jedno nie wyklucza drugiego.
Dziś, gdy wracamy do jego ról i występów, łatwo się uśmiechnąć. Trudniej – ale warto – dostrzec w nich człowieka, który patrzył na świat uważnie i bez złudzeń.
Dzidziuś Górkiewicz nie chciał być wesołkiem na siłę. Chciał być prawdziwy. I właśnie dlatego zapisał się w pamięci widzów na dłużej niż niejeden głośniejszy artysta.
Przez lata przyzwyczaił publiczność do tego, że wymyka się schematom. Ralph Kaminski nigdy nie był…
Dla wielu Polaków na zawsze pozostanie chłopcem z głośnego programu telewizyjnego pokazującego życie Michała Wiśniewskiego…
Przez ponad dwie dekady był symbolem sukcesów polskich skoków narciarskich. Kamil Stoch zdobywał medale olimpijskie,…
Przez lata była dla wielu młodych ludzi symbolem spełnionego marzenia. Roksana Węgiel jeszcze jako dziecko…
Są takie historie miłosne, które zaczynają się wtedy, gdy nikt się ich już nie spodziewa.…
Przez dziesięć lat była jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet w Polsce. Jako pierwsza dama zyskała…