Cztery lata po rozstaniu z partnerem Anita Sokołowska jest w zupełnie innym miejscu niż wtedy, gdy jej życie prywatne rozsypało się na oczach opinii publicznej.
Dziś mówi spokojnie, bez goryczy, bez potrzeby rozliczeń. „Nie narzekam” – powtarza, a w tych dwóch słowach mieści się dojrzałość, jaką daje czas, doświadczenie i świadome wybory.
Przez lata była kojarzona głównie z rolami silnych, ale emocjonalnie poranionych kobiet.
Paradoksalnie życie zaczęło coraz bardziej przypominać scenariusze, które grała.
Kariera Anity Sokołowskiej rozwijała się dynamicznie – teatr, seriale, kino, rozpoznawalność i stabilna pozycja w branży.

Zawód aktorki dawał jej spełnienie, ale w życiu prywatnym przyszły momenty, które wymagały odwagi innego rodzaju niż ta sceniczna.
Rozstanie z partnerem, ojcem jej syna, było jednym z najtrudniejszych etapów w jej dorosłym życiu.
Nie mówiła o nim wiele, nie epatowała emocjami. Wolała ciszę. „Są sprawy, które trzeba przeżyć po swojemu, nie na głos” – przyznała po czasie.

Dla niej najważniejsze było jedno: zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa i normalności, nawet jeśli świat dorosłych właśnie się zmieniał.
Macierzyństwo stało się jej punktem odniesienia. To ono pomogło jej poukładać codzienność na nowo i nauczyło innego spojrzenia na siebie samą.

„Dziecko bardzo porządkuje życie” – mówiła. „Nie ma już miejsca na chaos i rozpamiętywanie”.
Zamiast skupiać się na stracie, zaczęła budować nową rutynę, w której znalazło się miejsce na pracę, dom, odpoczynek i świadome bycie tu i teraz.

Zawodowo nie zwolniła. Wręcz przeciwnie – kolejne role przynosiły jej satysfakcję i poczucie sensu.
Wybierała projekty bliższe jej wrażliwości, często bardziej kameralne, pogłębione psychologicznie.
Na scenie i przed kamerą stała się jeszcze bardziej prawdziwa. „Z wiekiem przestajesz grać emocje, zaczynasz je rozumieć” – przyznała w jednej z rozmów.

Jej życie uczuciowe po rozstaniu nie stało się tematem medialnych sensacji. Anita Sokołowska konsekwentnie chroni prywatność.
Nie deklaruje niczego na pokaz, nie odpowiada na plotki. Gdy pytano ją o miłość, odpowiadała wymijająco, ale szczerze: „Jestem otwarta na ludzi i na życie.
Reszta przychodzi wtedy, kiedy ma przyjść”. To podejście bez presji, bez desperacji – z dużą dozą samoświadomości.

Dziś aktorka sprawia wrażenie kobiety pogodzonej ze sobą. Nie idealnej, ale stabilnej. Wie, czego nie chce, i coraz lepiej rozumie, czego potrzebuje. „Nie muszę niczego udowadniać” – podkreśla.
„Wystarczy, że jest mi dobrze”. Te słowa brzmią jak manifest kobiety, która przeszła przez trudny etap i wyszła z niego silniejsza, choć cichsza.
Historia Anity Sokołowskiej po rozstaniu nie jest opowieścią o spektakularnym nowym początku ani o wielkiej miłości, którą trzeba było koniecznie znaleźć.
To raczej spokojna narracja o odbudowywaniu siebie, o codziennych wyborach i o zgodzie na to, że życie nie zawsze układa się według planu. I właśnie dlatego jej „nie narzekam” brzmi tak prawdziwie.