Screenshot
Artur Barciś należy właśnie do tej grupy. Publiczność pokochała go za role filmowe, serialowe i teatralne, ale za sceniczną lekkością kryje się historia chłopca, którego trudne dzieciństwo zahartowało i nauczyło wytrwałości.
Urodził się w 1956 roku w Kokawie, dorastał w Kętrzynie, w skromnych warunkach.
W domu się nie przelewało, ale — jak sam podkreślał — nigdy nie brakowało tego, co najważniejsze.
„Nie mieliśmy wiele, ale miałem poczucie bezpieczeństwa i miłość. To dawało siłę” — wspominał po latach.
Właśnie te doświadczenia nauczyły go pokory i szacunku do pracy. Trudne realia codzienności nie złamały go — przeciwnie, ukształtowały jego charakter.
Już w szkole przejawiał talent sceniczny. Lubił występować, recytować, parodiować nauczycieli.
Po maturze dostał się do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. To był pierwszy poważny krok w stronę zawodowej sceny.
Teatr szybko stał się jego miejscem na ziemi. Przez lata związany był z warszawskim Teatrem Ateneum, gdzie stworzył wiele wybitnych ról. „Teatr to rozmowa z widzem.
Bezpośrednia, szczera, bez możliwości poprawki” — mówił.
Szerokiej publiczności dał się poznać dzięki telewizji. Ogromną popularność przyniosła mu rola w serialu Miodowe lata, gdzie jako Tadeusz Norek stworzył postać, która na stałe zapisała się w historii polskiej komedii.
Później przyszły kolejne produkcje, m.in. Ranczo, w których pokazał swój niezwykły talent komediowy, oparty nie na przesadzie, lecz na precyzji i wyczuciu.
„Komedia jest najtrudniejsza. Trzeba być prawdziwym, inaczej widz nie uwierzy” — podkreślał.
Choć wielu kojarzy go głównie z rolami komediowymi, Barciś wielokrotnie udowadniał, że potrafi również poruszać w dramacie. Współpracował z uznanymi reżyserami, grał role wymagające emocjonalnej głębi.
Nigdy nie szukał łatwej popularności. W wywiadach często powtarza, że aktorstwo to rzemiosło.
„Aktor nie jest gwiazdą. Jest człowiekiem, który ma opowiedzieć historię” — mówi.
Jego życie prywatne to przykład stabilności. Z żoną Beatą jest od wielu dekad. Poznali się młodo, gdy nie mieli jeszcze niczego poza marzeniami.
Razem przeszli przez wszystkie etapy — od skromnych początków po zawodowe sukcesy.
Mają syna Franciszka, z którego aktor jest niezwykle dumny. „Rodzina to mój fundament. Bez niej nie byłoby mnie na scenie” — przyznaje.
Mimo popularności Artur Barciś pozostał człowiekiem skromnym. Nie bywa bohaterem skandali, nie epatuje prywatnością.
Woli ciszę teatru, rozmowy z widzami, spotkania autorskie. Często podkreśla, że największą nagrodą jest dla niego śmiech i wzruszenie publiczności. „Jeśli ktoś po spektaklu powie, że zapomniał na chwilę o swoich problemach — to znaczy, że było warto”.
Patrząc na jego drogę, można zobaczyć konsekwencję i wierność wartościom. Skromne warunki życia nauczyły go wdzięczności.
Trudne doświadczenia — wytrzymałości. Talent — odpowiedzialności. A miłość widzów — pokory.
Dziś, po latach pracy, Artur Barciś wciąż pozostaje wierny scenie. Nie zwalnia tempa, nie zamyka się w jednym wizerunku. „Dopóki mam w sobie ciekawość świata, dopóty chcę grać” — mówi z uśmiechem.
I właśnie ta ciekawość, połączona z doświadczeniem i sercem, sprawia, że wciąż jest jednym z najbardziej cenionych i lubianych aktorów w Polsce.
Śmierć Adriana Szymaniaka miała być początkiem ciszy. Jego żona Anita prosiła rodzinę, znajomych i media…
Za zamkniętymi drzwiami Pałacu Prezydenckiego nie wszystko wygląda tak, jak moglibyśmy sobie wyobrażać. Są oficjalne…
Śmierć Adriana Szymaniaka przyszła po miesiącach walki z ciężką chorobą, ale dla jego najbliższych żałoba…
Natalia Kukulska miała tego wieczoru stanąć przed publicznością w Jarocinie. Zespół był już przygotowany, odbyła…
Jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić Ewę Chodakowską bez Lefterisa Kavoukisa. Przez 17 lat byli…
Przy tym filmie od początku było więcej emocji niż przy większości nowych polskich produkcji. „Nigdy…