Piotr Cyrwus przez lata był jednym z tych aktorów, których widzowie traktowali niemal jak członka własnej rodziny.
Nie miał wizerunku gwiazdora, nie szukał skandali ani błysku fleszy. A jednak wystarczyło, że pojawiał się na ekranie, żeby ludzie od razu wiedzieli, z kim mają do czynienia.
Dla milionów pozostanie Ryśkiem z „Klanu” — spokojnym, trochę naiwnym, ale dobrym człowiekiem, którego losy śledziła cała Polska.
Mało kto jednak wiedział, że sam Cyrwus długo próbował uciec od tej roli, bo marzył o zupełnie innym aktorstwie.
Chciał wielkiego teatru, dramatycznych postaci i ambitnego kina. Los napisał mu jednak zupełnie inny scenariusz.

Kiedy pojawił się w „Klanie”, nikt nie przypuszczał, że zostanie tam na półtorej dekady i stanie się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej telewizji.
Sam Piotr Cyrwus też tego nie planował. Myślał raczej o teatrze, ambitnych rolach i klasycznych dramatach. Telewizja miała być tylko krótkim przystankiem.
Z czasem okazało się, że ten „przystanek” zmieni całe jego życie.
Urodził się w 1962 roku w Nowym Targu. Dorastał w domu, w którym ogromne znaczenie miała rodzina i zwykłe, codzienne wartości.

Po latach przyznawał, że decyzję o aktorstwie podjął między innymi dlatego, żeby mama była z niego dumna. To nie była historia chłopaka marzącego od dziecka o sławie.
Bardziej spokojna droga człowieka, który chciał znaleźć swoje miejsce.
Do szkoły teatralnej dostał się w Krakowie i szybko zaczął być kojarzony z teatrem Starym — miejscem legendarnym, gdzie pracowali najwięksi.

Tam mógł rozwijać się jako aktor dramatyczny i właśnie z taką przyszłością wiązał największe nadzieje. Potem przyszedł „Klan”.
Miał pojawić się na chwilę. Serial dopiero startował, nikt jeszcze nie wiedział, że stanie się telewizyjnym fenomenem.
Cyrwus dostał rolę Ryśka Lubicza — zwykłego faceta, trochę naiwnego, rodzinnego, uczciwego aż do bólu. Widzowie szybko go pokochali, choć sam aktor długo miał wobec tej popularności mieszane uczucia.
Bo z jednej strony dawała rozpoznawalność i stabilność. Z drugiej — przykleiła mu etykietę, od której trudno było uciec.

Na ulicy ludzie nie mówili „panie Piotrze”. Mówili „Rysiu”. Dla milionów widzów właściwie przestał być aktorem grającym rolę.
Stał się samym Ryśkiem. I choć serial przyniósł mu ogromną popularność, jednocześnie zamknął wiele drzwi do innych projektów.
Po latach mówił otwarcie, że długo próbował uwolnić się od tego wizerunku.
A przecież poza „Klanem” miał na koncie także role teatralne i filmowe, które pokazywały zupełnie inne oblicze jego talentu.
Grał u Krzysztofa Warlikowskiego, pojawiał się w ambitnych spektaklach i produkcjach, gdzie nie było miejsca na serialową prostotę.
Ludzie z branży od dawna wiedzieli, że Cyrwus jest dużo bardziej wszechstronnym aktorem, niż mogło się wydawać telewizyjnej publiczności.
Prywatnie zawsze trzymał się z dala od show-biznesowego chaosu. Od lat związany jest z aktorką Mają Barełkowską, z którą stworzył spokojny, stabilny dom.
Nie należał do celebrytów opowiadających o swoim życiu na ściankach i w kolorowych magazynach. Może właśnie dlatego dla wielu ludzi wydawał się tak prawdziwy.
W jego historii jest coś symbolicznego.

Człowiek, który marzył o wielkich teatralnych rolach, został ikoną najdłuższego polskiego serialu.
I choć długo próbował odciąć się od Ryśka Lubicza, dziś chyba już wie, że ta postać stała się częścią historii polskiej telewizji.
A takich ról — nawet jeśli przychodzą przez przypadek — nie dostaje się dwa razy w życiu.
Katarzyna Dowbor jest mamą nie tylko Marii i Macieja. Kto jeszcze nazywa ją „mamą”