Mało kto, patrząc na aktorkę przed kamerą, pomyślałby jednak, że za kulisami prowadziła drugie, zupełnie inne życie.
Zamiast szkoły teatralnej wybrała Uniwersytet Warszawski. Zamiast poprzestać na aktorstwie, została prawniczką.
Ukończyła prawo, odbyła aplikację radcowską, zdobywała kolejne specjalizacje, prowadziła kancelarię i wykładała.
Dziś, mając 40 lat, coraz wyraźniej mówi o tym, że chce inaczej poukładać swoje życie zawodowe.
Jej historia zaczęła się jednak bardzo wcześnie. Joanna Jabłczyńska urodziła się 9 grudnia 1985 roku w Warszawie.
Do świata telewizji trafiła jako ośmiolatka. W 1993 roku wygrała eliminacje do dziecięcego zespołu „Fasolki”, a niedługo później pojawiła się w programie „Tik-Tak”.
Z czasem została także prowadzącą „Teleranka”. Dla wielu dzieci była po prostu sympatyczną dziewczynką znaną z telewizji, ale dla niej był to początek drogi, która miała potrwać znacznie dłużej, niż ktokolwiek wówczas przypuszczał.
Później przyszły programy młodzieżowe, dubbing i pierwsze role aktorskie. Jabłczyńska pojawiała się między innymi w
„Trzech szalonych zerach”, a jej głos można było usłyszeć w wielu popularnych animacjach.
Na dużym ekranie zagrała m.in. w „Nigdy w życiu!”, „Tylko mnie kochaj” i „Dlaczego nie!”. W 2003 roku dołączyła do obsady „Na Wspólnej” i właśnie ta produkcja na dobre związała ją z telewizyjną publicznością.
Marta stała się jedną z tych postaci, które widzowie obserwują przez lata, razem z nimi przechodząc przez kolejne życiowe zakręty.
W pewnym momencie Joanna zrobiła jednak coś, czego nie spodziewała się po niej większość osób z branży. Poszła na studia prawnicze.
Nie był to kaprys ani plan awaryjny na wypadek końca kariery aktorskiej. Jabłczyńska dostała się na Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego i ukończyła studia w 2009 roku.
Co ciekawe, temat jej pracy magisterskiej dotyczył ochrony wizerunku publicznego — zagadnienia bardzo bliskiego osobie, która od dzieciństwa żyła w świetle kamer.
Na tym nie poprzestała. Po studiach odbyła aplikację radcowską i zdobyła uprawnienia do wykonywania zawodu radcy prawnego.
Później uzupełniała wiedzę między innymi na studiach podyplomowych dla doradców inwestycyjnych i analityków papierów wartościowych.
Interesowało ją również prawo amerykańskie. To nie jest więc przypadek aktorki, która ma dyplom prawniczy gdzieś w szufladzie. Jabłczyńska naprawdę weszła w ten zawód i przez lata traktowała go bardzo poważnie.
Sama przyznawała, że początki były trudne. W środowisku prawniczym nie wszyscy wierzyli, że aktorka znana z telewizji rzeczywiście chce zostać prawniczką.
Ona jednak konsekwentnie szła dalej. W rozmowie ze Światem Gwiazd mówiła, że nigdy nie uczęszczała do szkoły aktorskiej, a aktorstwo zostało z nią jeszcze z dzieciństwa.
Prawo natomiast dawało jej coś zupełnie innego — rozwój intelektualny i poczucie odpowiedzialności.
Przez pewien czas udało jej się połączyć oba światy. Była aktorką, a jednocześnie pracowała jako radczyni prawna.
Chodziłam na kursy, ale w pewnym momencie doszłam do wniosku, że i to jest za mało, dlatego zapisałam się na studia prawa amerykańskiego.
Prowadziła własną kancelarię, a także dzieliła się wiedzą ze studentami. W jej zawodowym życiorysie znalazła się
również praca dydaktyczna na Uczelni Łazarskiego, gdzie prowadziła zajęcia związane z prawem medialnym i autorskim.
Dla kogoś z zewnątrz mogło to wyglądać jak idealne rozwiązanie. Dwie kariery, dwa światy, możliwość wyboru. Tyle że za tym wszystkim kryła się ogromna ilość pracy.
Tak szczerze, po latach to już bardzo odchodzę od kancelarii i od pracy prawnika. Jest to taki fajny plan B, ale za dużo mnie to kosztuje. Jest to nieopłacalne życiowo.
Aktorstwo oznaczało plan zdjęciowy, naukę tekstu i wieloletnią obecność w serialu. Prawo wymagało ciągłego dokształcania, śledzenia zmian przepisów, odpowiedzialności za klientów i wielogodzinnej pracy nad sprawami.
W ostatnim czasie Jabłczyńska zaczęła mówić o tym znacznie bardziej otwarcie.
We wrześniu 2026 roku pojawiły się informacje, że mocno ograniczyła działalność kancelarii. Początkowo jej słowa zostały odebrane jako zapowiedź odejścia z kancelarii.
Aktorka później sprostowała te informacje. Nie chodziło o całkowite zakończenie pracy prawniczej.
Jak wyjaśniła, nadal będzie prowadzić kancelarię, ale zdecydowanie mniej pracować, ponieważ zmienia swoje priorytety i chce więcej czasu poświęcać domowi oraz innym obszarom życia.
To ważne, bo pokazuje, że jej historia nie jest opowieścią o jednej wielkiej zmianie zawodu. Joanna nie porzuciła prawa, podobnie jak przez lata nie porzuciła aktorstwa.
Raczej zaczęła inaczej ustawiać proporcje.I być może właśnie dlatego jej życiorys jest dziś ciekawszy niż wtedy, gdy była po prostu młodą gwiazdą „Na Wspólnej”.
Przez lata Jabłczyńska bardzo pilnowała także prywatnej części swojego życia. W przeciwieństwie do wielu osób z show-biznesu nie budowała popularności na pokazywaniu wszystkiego.
Z przykrością stwierdzam, iż wygrane postępowania czy też idealnie wynegocjowane umowy nie dają satysfakcji w świecie, w którym obecnie funkcjonujemy. Większość sądów posiada zdecydowanie zbyt wiele postępowań sądowych, więc trwają one wiele lat.
W 2017 roku wzięła ślub z mężczyzną związanym z branżą prawniczą i zrobiła to w tajemnicy przed mediami.
Para starała się, by informacja nie przedostała się do prasy. Do dziś aktorka niechętnie opowiada o małżeństwie i życiu domowym.
Nie ma dzieci, a szczegóły dotyczące jej związku pozostają poza światem, który pokazuje publicznie.
To zresztą jedna z rzeczy, które odróżniają ją od wielu innych polskich celebrytów.
Jabłczyńska nie ma potrzeby komentowania każdego wydarzenia ze swojego życia. Kiedy kończy pracę, chce wrócić do własnego świata.
Przez pewien czas nie było to jednak łatwe. Aktorka opowiadała, że w okresie największej popularności paparazzi potrafili obserwować ją pod domem i znać miejsca, w których pracowała.
Zdarzało się, że zwykłe wyjście z psami na spacer stawało się problemem. Po latach przyznała, że właśnie wtedy zrozumiała, jak ważne jest postawienie wyraźnej granicy między osobą publiczną a człowiekiem, który chce mieć normalne życie.
Dziś tę granicę stawia jeszcze wyraźniej. W grudniu 2025 roku, gdy świętowała 40. urodziny, mówiła o tym, że prywatność jest dla niej miejscem, w którym znajduje się prawdziwe życie.
Nie interesuje jej już uczestniczenie w każdym wydarzeniu branżowym ani bycie wszędzie tylko dlatego, że pojawiają się tam kamery.
Znacznie łatwiej jest jej powiedzieć „nie” i wybrać miejsca oraz ludzi, z którymi rzeczywiście chce spędzać czas.
Nie oznacza to jednak, że Joanna odsunęła się od aktorstwa. W „Na Wspólnej” pozostaje od pierwszego odcinka.
To już ponad dwie dekady obecności w jednym z najdłużej emitowanych polskich seriali. Marta zmieniała się razem z nią, a scenarzyści wielokrotnie stawiali bohaterkę przed kolejnymi życiowymi wydarzeniami.
Jabłczyńska potrafi więc spojrzeć na tę postać jak na kawał własnej historii zawodowej.
Ostatnio jej nazwisko ponownie pojawiło się w mediach także przy okazji planowanej kontynuacji „Nigdy w życiu!”.
Jabłczyńska potwierdziła, że nie wróci do roli Tośki. Sprawa wzbudziła sporo emocji, ponieważ aktorka ujawniła kulisy rozmów dotyczących jej udziału w projekcie, a wokół produkcji szybko zrobiło się głośno.
Ale nawet w takich sytuacjach widać, że dzisiejsza Joanna Jabłczyńska jest już daleko od dziewczynki, która zaczynała w „Fasolkach”.
Tamta ośmiolatka miała przed sobą kamerę i dziecięcą ciekawość. Dorosła Joanna ma za sobą prawo na Uniwersytecie Warszawskim, aplikację radcowską, własną kancelarię, doświadczenie wykładowczyni, dziesiątki ról i ponad dwadzieścia lat spędzonych w „Na Wspólnej”.
Jej życie potoczyło się więc w dwóch kierunkach jednocześnie. Jeden prowadził przez plan filmowy, drugi przez kancelarię i sale sądowe.
I choć dziś aktorka chce nieco zwolnić w jednym z tych światów, trudno powiedzieć, że którykolwiek z nich był przypadkowy.
Joanna Jabłczyńska nigdy nie została wyłącznie aktorką. I właśnie to może być największym zaskoczeniem w jej historii.
Za ekranową Martą od dawna stała kobieta, która chciała mieć drugi fach, własną wiedzę i własne życie poza kamerami.
Dziś ma 40 lat i najwyraźniej coraz mniej interesuje ją udowadnianie czegokolwiek innym. Nie musi już nikomu tłumaczyć, że potrafi być jednocześnie aktorką i prawniczką. Przez lata zrobiła to własną pracą.
A kiedy kamera gaśnie, zostaje już nie Marta z „Na Wspólnej”, lecz Joanna — kobieta, która dawno temu wybrała prawo z ciekawości, została radczynią z konsekwencji, a teraz próbuje znaleźć dla wszystkich swoich ról trochę więcej miejsca na zwyczajne życie.
Śmierć Adriana Szymaniaka miała być początkiem ciszy. Jego żona Anita prosiła rodzinę, znajomych i media…
Za zamkniętymi drzwiami Pałacu Prezydenckiego nie wszystko wygląda tak, jak moglibyśmy sobie wyobrażać. Są oficjalne…
Śmierć Adriana Szymaniaka przyszła po miesiącach walki z ciężką chorobą, ale dla jego najbliższych żałoba…
Natalia Kukulska miała tego wieczoru stanąć przed publicznością w Jarocinie. Zespół był już przygotowany, odbyła…
Jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić Ewę Chodakowską bez Lefterisa Kavoukisa. Przez 17 lat byli…
Przy tym filmie od początku było więcej emocji niż przy większości nowych polskich produkcji. „Nigdy…