Zamiast spokojnego świętowania pojawił się kolejny rozdział historii, która od kilku tygodni dzieli jego nazwisko od Budki Suflera.
Zespół, z którym jeszcze niedawno występował na scenie, złożył mu publiczne życzenia.
Wpis był utrzymany w pojednawczym tonie, pojawiła się prośba, by pamiętać przede wszystkim dobre chwile. Kawalec postanowił odpowiedzieć.
I zrobił to w sposób, który nie pozostawia większych wątpliwości, że zawodowy etap związany z zespołem uważa za zakończony.
Cała historia zaczęła się od pozornie niewinnego scenicznego żartu. Jacek Kawalec od lat łączy aktorstwo z muzyką i podczas swoich solowych występów wykonywał parodię kojarzoną z Zenonem Martyniukiem i disco polo.
Jak później tłumaczył, utwór powstał jeszcze zanim dołączył do Budki Suflera i przez lata był elementem jego własnych koncertów.
Nie wykonywał go podczas występów zespołu. Problem pojawił się w sierpniu 2026 roku, kiedy po jednym z jego występów Tomasz Zeliszewski, związany z Budką Suflera, publicznie odniósł się do parodii i przeprosił Zenona Martyniuka.
Kawalec nie zamierzał jednak przyjąć tej sytuacji bez komentarza. W swoim oświadczeniu przekazał, że nie zgadza się na ingerowanie w jego działalność artystyczną poza zespołem.
Podkreślał, że kiedy w 2022 roku został zaproszony do Budki Suflera, jednocześnie zachował własną działalność sceniczną.
Z jego perspektywy właśnie ta zasada została naruszona. Ostatecznie sam poinformował o zakończeniu współpracy.
Później, w rozmowie z Kubą Wojewódzkim, jeszcze raz podkreślił, że nie został wyrzucony z zespołu — to on zdecydował, że odchodzi.
W tej historii szczególnie mocno wybrzmiewa fakt, że Kawalec nigdy nie był wyłącznie wokalistą. Zanim pojawił się na scenie z mikrofonem, zbudował sobie mocną pozycję jako aktor.
Ukończył łódzką szkołę filmową, a pierwsze zawodowe kroki stawiał w warszawskich teatrach. W jego dorobku znalazły się role teatralne, filmowe, serialowe i dubbingowe.
Widzowie znają go między innymi z „Rancza”, gdzie wcielał się w polonistę Tomasza Witebskiego, a także z „Na Wspólnej”.
Jednym z najważniejszych momentów jego telewizyjnej kariery była „Randka w ciemno”. Program prowadził w latach 1992–1998 i właśnie wtedy jego twarz na dobre zadomowiła się w polskich domach.
Był to czas, gdy telewizja miała zupełnie inne tempo niż dziś, a prowadzący popularnego programu szybko stawał się częścią codzienności widzów. Kawalec wykorzystał tę popularność, ale nigdy nie porzucił aktorstwa.
Muzyka również nie była dla niego późnym kaprysem. Już wcześniej rozwijał tę stronę swojej działalności.
W 1995 roku wydał album „Be My Love, Shakespeare”, na którym znalazły się interpretacje sonetów Williama Szekspira.
Później koncertował z własnymi projektami, między innymi z programem „Niezapomniany Joe Cocker”. Gdy w 2022 roku dołączył do
Budki Suflera, nie zaczynał więc muzycznej przygody od zera. Trafił do zespołu jako aktor, który od dawna traktował śpiewanie jako ważną część swojego artystycznego życia.
Przez kilka lat ten układ funkcjonował. Kawalec występował z Budką Suflera, nagrywał z zespołem i pojawiał się na koncertach.
Co by się wokół nas nie wydarzyło, to na pewno nie jest to ciąg wydarzeń takich samych. Obok dnia, gdzie wszystko jest pod górkę jest następny, pozytywny i radosny. Nasze życie nie jest gładkim blatem stołu i, jak by to powiedział zielony ludzik Shrek, ma warstwy. Niech nasza pamięć podsuwa nam chwile, który były dobre i radosne, pełne wartościowych brzmień. Zwłaszcza w dzień urodzin pamiętajmy tylko te pozytywne warstwy, momenty i zdarzenia. Te pozostałe odsuńmy na bok – napisano na profilu zespołu.
Oficjalna strona grupy przypomina, że dołączył do niej na początku 2022 roku, a jednym z jego pierwszych nagrań był utwór „O tobie myślę w zimną noc”, wykonany wspólnie z Ireną Michalską.
W życiu prywatnym Kawalec od dawna wybierał jednak zupełnie inną drogę niż na scenie. O swoim małżeństwie mówił niewiele i wyraźnie zaznaczał, że nie chce epatować prywatnością. Przez lata był związany z teatrolożką Joanną Kawalec.
Para wychowała dwoje dzieci — córkę Kalinę i syna Kajetana. Sam aktor w rozmowach podkreślał, że rodzina zna go także od tej muzycznej strony i że jego bliscy wspierali kolejne zawodowe decyzje.
Dzieci również wybrały artystyczne ścieżki, choć każda z nich poszła w inną stronę.
Córka Kalina pracuje w branży filmowej i mieszka w Londynie. Kawalec wspominał, że miała udział w pracy zespołu odpowiedzialnego za efekty wizualne filmu „Księga dżungli”, który otrzymał Oscara w tej kategorii.
Jego syn Kajetan studiował w Londynie produkcję muzyczną, zajmuje się tworzeniem bitów i miksowaniem muzyki. Ojciec mówił o nim z dumą, choć przyznawał, że jego muzyczne zainteresowania są dalekie od tego, czego sam słucha.
Sam Kawalec również przez lata pozostawał aktywny i nie wyglądał na człowieka, który zamierza zamknąć się w jednej dziedzinie.
W jednym z wcześniejszych wywiadów opowiadał, że niemal codziennie jeździł na rowerze, pokonując około 30 kilometrów, a czas spędzony podczas jazdy wykorzystywał między innymi na naukę nowych piosenek.
Swoje 60. urodziny świętował natomiast trzygodzinnym rockowym koncertem dla przyjaciół.
Dlatego jego historia z Budką Suflera jest czymś więcej niż kolejnym medialnym spięciem muzyków.
W przypadku Kawalca chodzi o człowieka, który przez całe zawodowe życie poruszał się pomiędzy kilkoma światami — teatrem, telewizją, filmem i muzyką.
Kiedy więc konflikt dotknął jego działalności scenicznej, nie potraktował go wyłącznie jako nieporozumienia wewnątrz zespołu. Sam przedstawił go jako sprawę dotyczącą jego prawa do własnej twórczości.
I właśnie dlatego późniejsze życzenia od Budki Suflera zostały przyjęte z dużą uwagą. 29 września, w dniu jego 65. urodzin, zespół opublikował w mediach społecznościowych wpis, w którym pojawiły się życzenia oraz apel, aby pamiętać przede wszystkim pozytywne momenty wspólnej pracy.
Były wokalista odpowiedział na ten gest, ale nie potraktował go jako sygnału powrotu do zespołu. Z jego wypowiedzi wynika, że rozdział ten uważa za zamknięty.
To dość symboliczne zakończenie historii, która zaczęła się od muzyki, a skończyła na publicznej wymianie stanowisk.
Jacek Kawalec pozostaje aktorem, wokalistą i człowiekiem, który przez dziesięciolecia przyzwyczaił widzów do tego, że potrafi odnaleźć się w różnych rolach.
Jedną z nich przez kilka lat był także frontman Budki Suflera. Dziś tę rolę ma już za sobą.
Zamiast kolejnego występu z zespołem czeka go więc następny etap własnej drogi. Bez Budki Suflera, ale z dorobkiem, który budował znacznie dłużej niż przez ostatnie cztery lata.
A jego ostatnia odpowiedź pokazuje przede wszystkim, że nawet po zakończeniu współpracy nie zamierza udawać, że nic się nie wydarzyło. Pewne rozdziały można zamknąć, zachowując dla siebie wspomnienia z tych dobrych.
Zygmunt Chajzer poruszył temat różnicy wieku między swoim synem a jego młodą żoną Bianką
Przez lata byli jedną z tych par, których historię śledziła niemal cała Polska. Poznali się…
Przez ponad dwadzieścia lat jego życie miało jeden rytm. Trening, walizka, lot samolotem, hotel, skocznia…
Zygmunt Chajzer przez lata przyzwyczaił widzów do tego, że przed kamerą potrafi mówić bez zbędnego…
Agata i Paulina Młynarskie przez lata były postrzegane jako siostry, które wybrały podobny świat. Obie…
Joanna Krupa przez lata przyzwyczaiła się do tego, że jej wygląd, ubrania i każdy publiczny…
Premiera nowej „Lalki” zgromadziła w Warszawie prawdziwy tłum gwiazd. W Teatrze Wielkim pojawili się aktorzy,…