Piotr i Wojciech Cugowski długo pracowali razem. Dlaczego Wojciech postanowił opuścić zespół Bracia i czy zamierza powtórzyć swój sukces

Przez lata występowali razem, nagrywali płyty i zdobywali publiczność, która wierzyła, że nazwisko Cugowskich jeszcze długo będzie kojarzyć się ze wspólną muzyczną drogą.

Piotr i Wojciech stworzyli zespół Bracia, a ich utwory na dobre zapisały się w pamięci słuchaczy. W pewnym momencie wszystko jednak zaczęło się zmieniać.

W 2018 roku Wojciech postanowił odejść, a rok później grupa zakończyła działalność. Dla fanów był to koniec ważnego rozdziału polskiego rocka.

Dla samego muzyka — początek drogi, na której musiał udowodnić, że potrafi odnaleźć się również bez brata u boku.

Dopiero po latach coraz otwarciej zaczął mówić o tym, dlaczego podjął taką decyzję i co naprawdę oznaczała dla niego kariera na własny rachunek.

Wojciech Cugowski dorastał w rodzinie, w której muzyka była czymś naturalnym.

Jego ojcem jest Krzysztof Cugowski, legendarny wokalista Budki Suflera, a młodszy brat Piotr również wybrał scenę.

Można było przypuszczać, że taka rodzinna tradycja ułatwi im wspólny start. Z drugiej strony znane nazwisko oznaczało także porównania i oczekiwania, od których trudno było uciec.

Wojciech od początku chciał znaleźć własne brzmienie, a nie tylko korzystać z rozpoznawalności ojca.

Pod koniec lat 90. bracia założyli w Lublinie zespół Bracia. Szybko okazało się, że łączy ich nie tylko nazwisko, lecz także muzyczna wrażliwość.

Grali rocka, koncertowali i stopniowo budowali własną publiczność. Ich kariera nabrała tempa, a kolejne lata przyniosły występy, nagrania i sukcesy, o których wcześniej mogli jedynie marzyć.

W repertuarze grupy znalazły się utwory „Nad przepaścią”, „Niepisane” i „Wierzę w lepszy świat”.

Zespół zdobył również platynową płytę, a jego muzyka dotarła do słuchaczy poza granicami Polski.

Najlepszy okres przyszedł około 2012 i 2013 roku. Wydawało się, że przed braćmi otwierają się kolejne możliwości, a ich wspólna historia może potrwać jeszcze wiele lat.

Później dołączył do nich ojciec. Projekt „Zaklęty krąg” miał być kolejnym ważnym etapem, a początkowo muzycy zakładali, że wspólne koncertowanie potrwa około roku.

Ostatecznie współpraca rozciągnęła się na trzy lata. Nagrali album studyjny, a później także płytę koncertową.

Zawodowo działo się więc bardzo dużo, ale za kulisami narastało zmęczenie, a podejmowanie kolejnych wspólnych decyzji stawało się coraz trudniejsze.

Wojciech po latach przyznał, że nie była to decyzja podjęta pod wpływem jednej chwili.

Przez długi czas myślał o własnej płycie, jednak intensywna praca w zespole nie pozostawiała mu wystarczająco dużo przestrzeni.

Chciał sam decydować o kierunku muzycznym, sprawdzić się w nowych warunkach i zobaczyć, co potrafi stworzyć bez konieczności uzgadniania wszystkiego z innymi.

Po niemal dwóch dekadach wspólnego grania doszedł do wniosku, że dalsza współpraca nie jest już dla niego właściwą drogą.

„Jak się współpracuje 20 lat w ramach jednego zespołu, to muszą być kompromisy, decyzje, które nie zawsze odpowiadają jednej czy drugiej stronie.

Tego zrobiło się tak dużo, że postanowiłem odejść” — wyjaśnił w podcaście „Przełomy” Moniki Richardson.

Miał wówczas 42 lata i, jak sam przyznał, pomyślał, że jeśli chce spróbować czegoś nowego, to właśnie teraz jest na to odpowiedni moment.

Nie ukrywał, że odejście z zespołu odnoszącego sukcesy wiązało się z ryzykiem. W końcu Bracia mieli już wypracowaną pozycję, własną publiczność i dorobek, na który pracowali przez lata.

Kariera solowa oznaczała konieczność rozpoczęcia kolejnego etapu niemal od początku. Tym razem nie wystarczało być częścią znanej formacji. Trzeba było pokazać, kim Wojciech Cugowski jest jako samodzielny artysta.

Pierwsze kroki na nowej drodze nie były jednak przypadkowe. Muzyk od dawna wiedział, że chce nagrać własny materiał.

W 2021 roku ukazał się jego solowy album „Nie czekaj na znak”, na którym znalazły się kompozycje napisane w języku polskim.

Płyta pozwoliła mu zaprezentować bardziej osobiste spojrzenie na muzykę i pokazać, że po latach spędzonych w zespole nadal ma własne pomysły. Później kontynuował koncertowanie i pracę nad kolejnymi projektami.

Nie oznacza to jednak, że znane nazwisko automatycznie ułatwiło mu życie. W rozmowie z Rock Radiem Wojciech zwracał uwagę, że rozpoznawalność może otwierać niektóre drzwi, ale jednocześnie zamykać inne.

Ludzie często mają już wyobrażenie o artyście, zanim zdążą posłuchać jego własnych utworów. Dlatego po odejściu z Braci musiał udowadniać, że potrafi tworzyć muzykę, śpiewać i występować również na własnych warunkach.

W ostatnich latach coraz częściej mówił także o tym, jak wyglądała współpraca z bratem i dlaczego nie udało im się utrzymać wspólnego projektu.

W rozmowach podkreślał, że po tak długim czasie wspólnego grania różnice zdań i konieczność ciągłych kompromisów mogą stać się trudne do pogodzenia.

Nie chodziło wyłącznie o muzykę. Z czasem zawodowe nieporozumienia zaczęły łączyć się z problemami w relacjach rodzinnych.

W październiku 2026 roku Wojciech ponownie wrócił do tej historii w podcaście „Przełomy”. Przyznał, że od ponad ośmiu lat nie ma kontaktu z bratem Piotrem ani z ojcem Krzysztofem Cugowskim.

Nie ukrywał, że jest to dla niego bolesna sytuacja. Jednocześnie zaznaczył, że nie postrzega jej jako jednostronnego zerwania z jego strony.

„Myśmy ze sobą zerwali wszyscy” — powiedział, wyjaśniając, że przez długi czas miał nadzieję, iż wspólne doświadczenia pozwolą rodzinie ponownie się do siebie zbliżyć.

Szczególnie gorzkie jest to, że muzyka, która przez lata łączyła ojca i synów, nie wystarczyła, by utrzymać bliskie relacje.

Wspólny projekt „Zaklęty krąg” dawał Wojciechowi nadzieję, że praca nad albumem i koncerty pomogą rodzinie odnaleźć wspólny język.

Tak się jednak nie stało. Muzyk nie chciał publicznie roztrząsać wszystkich szczegółów konfliktu, ale przyznał, że rozluźnienie więzi rodzinnych nie było dla niego łatwe.

Wojciech Cugowski nie jest jednak wyłącznie muzykiem znanym z rodzinnych napięć. Prywatnie założył własną rodzinę i od lat pozostaje związany z Lublinem, gdzie mieszka i pracuje.

„Tego nie wiem, bo tego się nigdy nie wie, ale muzykę kocham, nie wyobrażam sobie, żebym miał robić coś innego, więc po prostu idę tą drogą” – zapowiada Wojciech.

Stara się oddzielać życie osobiste od zawodowego, a o najbliższych mówi znacznie rzadziej niż o muzyce.

„Myśmy mieli tak rozłożone siły w zespole i ani jeden, ani drugi niczego sobie nie zabraniał. Po prostu tak było. Ale też co jest ważne, myśmy zawsze mieli wspaniałych muzyków i nie podejmowaliśmy decyzji arbitralnie, że tak ma być i koniec. Ostatnie zdanie należało do nas zwykle, ale zawsze też słuchaliśmy tego, co mówią koledzy i zawsze z kolegami byliśmy na stopie przyjacielskiej” – tłumaczył.

W jego przypadku publiczna rozpoznawalność zawsze wiązała się z nazwiskiem ojca i historią zespołu Bracia, ale dziś coraz wyraźniej widać, że chce być oceniany przede wszystkim za własne dokonania.

Czy uda mu się powtórzyć sukces, który osiągnął z bratem? Wojciech nie ukrywa, że kariera solowa wymaga innego podejścia i większej odpowiedzialności za każdą decyzję.

„Wiadomo, jak się współpracuje 20 lat w ramach jednego zespołu, to muszą być kompromisy, muszą być decyzje, które nie zawsze odpowiadają czy jednej, czy drugiej stronie i tego się zrobiło tak dużo, że postanowiłem odejść z zespołu” – podsumował.

Nie ma już zespołu, za którym mógłby się schować, ale ma za to swobodę tworzenia na własnych zasadach.

Właśnie tę wolność uważa za jedną z największych zalet samodzielnej pracy, choć nie zapomina, że budowanie wszystkiego od nowa potrafi być trudne.

Historia Braci pokazuje, że sukces zawodowy nie zawsze wystarcza, by utrzymać wspólną drogę.

Przez lata Piotr i Wojciech tworzyli muzykę, która przyciągała tysiące słuchaczy. Później każdy z nich zdecydował się rozwijać osobno.

Dziś Wojciech nie zamierza wracać do przeszłości za wszelką cenę. Koncentruje się na własnych projektach i nie ukrywa, że podjęta przed laty decyzja była dla niego ważnym krokiem.

Najtrudniejszym rozdziałem tej historii nie jest jednak samo zakończenie działalności zespołu, lecz fakt, że wraz z muzycznym rozstaniem oddalili się od siebie również najbliżsi.

Wojciech ma nadzieję, że kiedyś rodzinne relacje uda się odbudować, ale nie udaje, że jest to proste.

Na razie pozostaje mu własna droga, własna muzyka i publiczność, przed którą chce udowodnić, że nazwisko Cugowski oznacza nie tylko wielką przeszłość, lecz także artystę, który wciąż ma coś do powiedzenia.

Paulina Smaszcz nie zamierzała już dłużej milczeć na temat swojego byłego męża. W ostatnim wywiadzie opowiedziała, jakie wykształcenie ma Maciej Kurzajewski

Irena Santor została zauważona późnym wieczorem w towarzystwie Jolanty Kwaśniewskiej. O czym te dwie znane osobistości mogły rozmawiać o tej porze

Artur Barciś przez pewien czas mieszkał i pracował w Stanach Zjednoczonych. Pomimo dobrych zarobków musiał zmierzyć się z wieloma próbami, o których opowiedział