Co się dzieje z Bogusławem Lindą. Dlaczego coraz rzadziej można go zobaczyć w miejscach publicznych

Bogusław Linda przez dziesięciolecia był jednym z tych aktorów, których nie dało się pomylić z nikim innym.

Franz Maurer z „Psów”, Jacek Soplica z „Pana Tadeusza”, Petroniusz z „Quo vadis” — jego bohaterowie mieli w sobie twardość, ironię i charakterystyczny chłód.

Linda również poza ekranem nigdy nie należał do ludzi, którzy zabiegają o sympatię za wszelką cenę.

Dziś, mając ponad 70 lat, mówi jeszcze bardziej otwarcie: nie potrzebuje tłumu. Wystarcza mu kilka osób, którym naprawdę ufa.

Podczas spotkania na festiwalu Mastercard OFF Camera aktor opowiedział o swoim obecnym życiu i o tym, jak zmieniło się jego podejście do ludzi.

Okazuje się, że jego grono przyjaciół jest wyjątkowo małe. Linda przyznał, że ma zaledwie trzech bliskich znajomych.

Nie są to jednak przypadkowe znajomości z planów filmowych czy wieloletnich imprez branżowych. To ludzie, których — jak sam określił — „sprawdził w boju”.

Dla Lindy liczba nie ma większego znaczenia. Liczy się lojalność. Nie interesuje go kolekcjonowanie kontaktów ani bywanie wszędzie tam, gdzie pojawiają się kamery.

W jego opowieści o przyjaźni najważniejsze jest jedno: żeby w trudnym momencie nie odwrócić się od drugiego
człowieka.

To podejście dobrze pasuje do jego publicznego wizerunku — od zawsze bardziej cenił szczerość niż grzeczne słowa.

Nie oznacza to jednak, że aktor całkowicie odciął się od ludzi. Bardziej wygląda to na świadomy wybór spokojniejszego życia.

Po latach funkcjonowania w świecie, w którym niemal każdy gest może zostać zauważony, Linda coraz wyraźniej zaznacza granicę między tym, co chce zachować dla siebie, a tym, co pokazuje publicznie.

Największe rozczarowanie budzi w nim dziś nie tyle samo życie wśród ludzi, ile sposób, w jaki zaczęli się ze sobą komunikować.

Aktor bardzo krytycznie mówi o uzależnieniu od internetu i telefonów. Jego zdaniem technologia zabrała część zwykłych, bezpośrednich rozmów.

Zamiast spojrzeć drugiej osobie w oczy, wiele osób automatycznie szuka odpowiedzi w sieci.

Linda wspominał przy tym okres, kiedy pracował z młodymi ludźmi w szkole filmowej. Zadawał studentom pytania dotyczące emocji i ludzkich zachowań, ale zauważał, że zamiast zastanowić się nad odpowiedzią, sięgali po internet.

To właśnie wtedy doszedł do wniosku, że nie chce już tak pracować. „Spojrzeć w oczy komuś. Nie w komputer” — mówił, wyjaśniając, dlaczego ostatecznie przestał uczyć.

Trudno się dziwić, że dla człowieka z jego pokolenia taka zmiana jest szczególnie widoczna. Linda zaczynał karierę w czasach, gdy aktor musiał przede wszystkim wejść na scenę albo przed kamerę.

Nie było mediów społecznościowych, telefonów z aparatami ani nieustannego komentowania życia gwiazd. Popularność przychodziła z filmów, a nie z liczby obserwujących.

Sam Linda przez lata stał się symbolem polskiego kina przełomu lat 80. i 90. Największą sławę przyniosła mu rola Franza Maurera w „Psach” Władysława Pasikowskiego.

Później pojawiły się kolejne ważne produkcje, między innymi „Kroll”, „Tato”, „Demony wojny według Goi”, „Pan Tadeusz” czy „Quo vadis”.

Jego bohaterowie często byli dalecy od oczywistych postaci. Mieli swoje słabości, brutalność, poczucie humoru i trudny charakter.

Linda nie był jednak wyłącznie aktorem. Próbował swoich sił również jako reżyser. Stanął za kamerą między innymi przy filmach „Seszele”, „Tato” i „Sezon na leszcza”.

W ten sposób jego zawodowa droga zaczęła zataczać coraz szersze koło — od aktorstwa po samodzielne opowiadanie historii.

W życiu prywatnym od ponad trzech dekad pozostaje związany z Lidią Popiel. Poznali się na przyjęciu ambasady Indii.

Modelka i fotografka wspominała po latach, że od początku zwróciła uwagę na jego energię i charyzmę. Para stworzyła rodzinę i wychowała córkę Aleksandrę.

Ich związek również nigdy nie był typową historią celebryckiego małżeństwa. Popiel mówiła, że ważne jest dla nich pozostawianie sobie przestrzeni i wolności, a zazdrość nie jest elementem ich relacji.

Linda i Popiel przez lata rzadko wystawiali swoje życie na pokaz, mimo że oboje doskonale znają mechanizmy funkcjonowania świata mediów.

Ich córka Aleksandra również spróbowała swoich sił w aktorstwie. Zagrała między innymi w „Psach 3. W imię zasad”. Co ciekawe, sama zgłosiła się na casting i nie powiedziała ojcu o swoich planach.

Linda dowiedział się o jej udziale dopiero wtedy, gdy znalazła się w obsadzie. Ich wspólna obecność na planie była więc dla obojga czymś wyjątkowym.

Dzisiaj Linda patrzy na świat z zupełnie innej perspektywy niż wtedy, gdy jego nazwisko elektryzowało polskie kina.

Mam na palcach jednej ręki licząc trzech. Ale to są goście, że tak powiem, sprawdzeni w boju. W jednym przypadku naprawdę, a w innych prawie – powiedział.

Nie musi już nikomu niczego udowadniać. Ma za sobą dziesiątki ról, własne filmy, wielkie sukcesy i status jednej z najważniejszych postaci polskiego kina.

Jednocześnie jego życie nie jest dziś tak głośne jak dawniej. Aktor coraz wyraźniej wybiera małe grono ludzi, własne zasady i święty spokój.

Spojrzeć w oczy komuś. Nie w komputer, bo jak patrzę, wiesz, na ludzi, którzy przychodzą do szkoły i mówię tak: „Co ty sądzisz? Czy potrafisz kogoś nienawidzić?” I on zaraz patrzy w internet, czy potrafi kogoś nienawidzić. Ja mówię: „Nie, spójrz mi w oczy”. Dlatego przestałem uczyć – przekazał.

Nie chodzi nawet o samotność w dosłownym znaczeniu. Bardziej o świadome odsunięcie się od tego, co uważa za niepotrzebny hałas.

I chyba właśnie dlatego jego najnowsze słowa brzmią inaczej niż zwykła deklaracja gwiazdy, która znudziła się sławą.

Linda po prostu mówi, że po latach nauczył się rozpoznawać różnicę między obecnością człowieka obok a prawdziwą bliskością.

Na ekranie przez lata grał twardych facetów, którzy niewiele mówili, ale dokładnie wiedzieli, czego chcą. Dziś sam wydaje się żyć według podobnej zasady.

Mniej ludzi, mniej hałasu, więcej prawdziwego kontaktu. I zaledwie kilku tych, o których może powiedzieć, że naprawdę są „sprawdzeni w boju”.

Kuba Wojewódzki nagle zaczął mówić o teściowej i publicznie zwrócił się do niej. Prezenter telewizyjny nie przebierał w słowach

Życie prywatne Andrzeja Piasecznego nabiera tempa. Teraz wyszło na jaw, że piosenkarz planuje ślub

Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel pojawili się razem na uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego. Wszystko było widać przed kamerą