Krystyna Janda opowiedziała, że w jej domu było niespokojnie. Aktorka musiała wezwać księdza

Krystyna Janda od lat mieszka w domu w Milanówku, który jest dla niej czymś więcej niż tylko miejscem odpoczynku po pracy.

To właśnie tam spędzała czas z rodziną, wychowywała dzieci i budowała swoją codzienność z dala od teatralnych reflektorów.

Niewielu jednak wie, że historia tej posiadłości kryje w sobie niezwykłe opowieści.

Aktorka przyznała, że przez pewien czas w domu dochodziło do sytuacji, których nie potrafiła wyjaśnić.

W nocy słychać było kroki, przedmioty spadały, a psy zachowywały się niespokojnie. W pewnym momencie zdecydowała się poprosić o pomoc księdza.

O sprawie opowiedziała w programie „Daję słowo” Macieja Orłosia, a także we wspomnieniach opublikowanych na swojej stronie internetowej.

Jak wyjaśniła, dom, który kupiła z rodziną, miał za sobą długą i niełatwą historię.

Zbudował go Stanisław Gruszczyński, śpiewak operowy, który w przeszłości występował nawet na scenie mediolańskiej La Scali.

Artysta cieszył się powodzeniem i był zamożnym człowiekiem, jednak później stracił głos, a jego życie zakończyło się tragicznie. Według opowieści Jandy zmarł w Milanówku, zapomniany i pozbawiony dawnej pozycji.

Z czasem aktorka dowiedziała się również, że podczas II wojny światowej budynek miał służyć jako skład broni, a w czasie powstania warszawskiego funkcjonował w nim szpital.

Nie znała tych szczegółów, kiedy wprowadzała się do domu. Dopiero później zaczęła zwracać uwagę na wydarzenia, które – jak opowiadała – budziły niepokój domowników.

Najwięcej działo się nocą. Janda wspominała, że słyszała odgłosy przypominające bieganie po schodach.

Zdarzało się, że coś spadało, tłukła się porcelana, a psy wyły. Szczególnie zapadła jej w pamięć sytuacja związana z kobietą, która pomagała jej i mamie w opiece nad dziećmi.

Aktorka dziękowała jej za nocne wstawanie i schodzenie po schodach, sądząc, że przychodziła ją zastąpić. Usłyszała jednak odpowiedź, że kobieta wcale nie opuszczała swojego pokoju.

W nocy spadła półka z całą naszą najpiękniejszą porcelaną. (…) Oglądałam serwantkę z mamą cały poranek. Nie było powodu. Wszystko jest w porządku. Nic się w meblu nie zepsuło, nie ułamało. Dziwne — dodała.

Niepokój wzbudziła również historia z porcelaną. Pewnej nocy z mebla spadła półka wraz z cennymi przedmiotami.

Następnego dnia Janda i jej mama dokładnie obejrzały serwantkę, próbując znaleźć przyczynę zdarzenia.

Według relacji aktorki nie zauważyły żadnego uszkodzenia, które mogłoby wyjaśnić upadek.

W końcu postanowiła zareagować. Najpierw odnalazła grób dawnego właściciela domu na warszawskich Powązkach i zapaliła tam świeczkę.

Później zaprosiła księdza z pobliskiej parafii. Jak opisywała, duchowny przeszedł z nią przez kolejne pomieszczenia, trzymając krucyfiks, a ona wraz z pomagającą jej kobietą święciła wodą święconą poszczególne kąty domu.

Janda twierdziła, że od tego momentu niepokojące sytuacje ustały. Nie przedstawiała jednak tych wydarzeń jako dowodu na istnienie zjawisk nadprzyrodzonych – opowiadała o własnych doświadczeniach i o tym, jak próbowała poradzić sobie z atmosferą, która ją wówczas przytłaczała.

Ta historia pokazuje mniej znaną stronę aktorki, której nazwisko od dziesięcioleci kojarzy się przede wszystkim z polskim kinem i teatrem.

Krystyna Janda urodziła się 18 grudnia 1952 roku w Starachowicach. Zanim trafiła na największe sceny, ukończyła Państwowe Liceum Plastyczne w Warszawie, a następnie Państwową Wyższą Szkołę Teatralną.

Dyplom uzyskała w 1975 roku. Już wtedy było jasne, że aktorstwo nie będzie dla niej jedynie zawodem, lecz drogą, której poświęci znaczną część życia.

Przełom nastąpił bardzo szybko. W 1976 roku zagrała Agnieszkę w „Człowieku z marmuru” Andrzeja Wajdy. Film przyniósł jej rozpoznawalność i otworzył drzwi do kolejnych ważnych produkcji.

Współpraca z Wajdą okazała się jednym z najistotniejszych rozdziałów jej kariery. Wystąpiła między innymi w „Człowieku z żelaza”, „Bez znieczulenia”, „Dyrygencie” i „Tataraku”.

Jedną z najważniejszych ról w jej dorobku była Antonina Dziwisz w „Przesłuchaniu” Ryszarda Bugajskiego.

Film przez lata nie mógł być normalnie rozpowszechniany z powodu politycznej cenzury, a jego kopie krążyły nieoficjalnie.

Kiedy wreszcie trafił do szerszej publiczności, kreacja Jandy została doceniona również poza Polską.

W 1990 roku aktorka otrzymała w Cannes nagrodę za najlepszą rolę kobiecą. To jedno z najważniejszych wyróżnień w jej zawodowej biografii.

Nie ograniczyła się jednak do pracy przed kamerą. Z czasem zaczęła reżyserować spektakle teatralne i telewizyjne, pisać felietony oraz książki.

W 2005 roku otworzyła Teatr Polonia, a pięć lat później, wspólnie z Fundacją Krystyny Jandy na Rzecz Kultury, uruchomiła Och-Teatr.

Obie sceny stały się ważnym miejscem na teatralnej mapie Warszawy. Janda nie tylko występuje na scenie, ale również angażuje się w prowadzenie instytucji i przygotowywanie kolejnych przedstawień.

Za sukcesami zawodowymi kryje się także bogate życie prywatne, naznaczone zarówno miłością, jak i stratą. Jej pierwszym mężem był aktor Andrzej Seweryn.

Z tego małżeństwa pochodzi córka Maria, która również wybrała aktorską drogę. Związek Jandy i Seweryna nie przetrwał, a po rozstaniu aktorka związała się z operatorem filmowym Edwardem Kłosińskim.

Ich relacja trwała około trzydziestu lat. Janda wspominała później Kłosińskiego jako najważniejszego mężczyznę swojego życia.

Wspólnie wychowali dwóch synów, Adama i Andrzeja. Rodzina przez pewien czas mieszkała za granicą, a później wróciła do Polski.

Kłosiński był nie tylko jej partnerem, lecz także cenionym operatorem filmowym i współtwórcą Teatru Polonia. Zmarł 5 stycznia 2008 roku. Jego odejście było dla aktorki ogromnym ciosem.

Szczególne miejsce w jej historii zajmuje film „Tatarak” Andrzeja Wajdy, zrealizowany po śmierci Kłosińskiego.

Dla Jandy stał się on nie tylko kolejną ważną rolą, ale również osobistym sposobem zmierzenia się z żałobą i zachowania pamięci o mężu.

W swoich wspomnieniach podkreślała, jak mocno to doświadczenie wpłynęło na jej życie.

Mimo trudnych przeżyć nie wycofała się z pracy. Nadal występowała, reżyserowała i rozwijała prowadzone przez siebie teatry.

W życiu prywatnym ceni spokój, a od lat jej ważnym miejscem pozostaje właśnie dom w Milanówku.

Własna strona internetowa, na której od dawna publikuje dziennik i dzieli się refleksjami, stała się dla niej przestrzenią do bezpośredniego kontaktu z odbiorcami.

Opowieść o dziwnych wydarzeniach w domu pokazuje, że nawet miejsce kojarzone z bezpieczeństwem i rodzinnym ciepłem może mieć historię, która budzi niepokój.

Krystyna Janda nie ukrywa, że tamte doświadczenia były dla niej trudne. Dziś dom w Milanówku pozostaje jej ukochanym azylem, a historia z księdzem jest jednym z tych wspomnień, które po latach wciąż potrafią przyciągnąć uwagę.

Mandaryna miała bardzo bliską relację z ojcem. Piosenkarka spędziła wiele miłych chwil z najbliższą jej osobą

Magda Steczkowska potwierdziła informacje dotyczące Anny Dymnej. Miała bowiem do przekazania ważną wiadomość

Michał i Pola Wiśniewscy na wspólnym zdjęciu w dobrym nastroju. To rodzinne ujęcie budzi duże nadzieje