Pola Raksa, ikona polskiego kina lat 60. i 70., kobieta o niepowtarzalnej urodzie i magnetycznej obecności, przez lata wydawała się jedną z tych gwiazd, które unoszą się ponad codziennością, jakby chronione niewidzialną taflą szkła.
Jednak jej życie osobiste, tak samo jak życie każdej wielkiej artystki, pełne było cieni, niespełnionych oczekiwań i uczuć, które bardziej raniły, niż budowały.
Jedną z najważniejszych historii w jej biografii był związek – a może raczej emocjonalna więź – z Andrzejem Żuławskim, już wtedy jednym z najbardziej wyrazistych i niepokornych reżyserów swojego pokolenia.
Ich relacja była spotkaniem dwóch silnych osobowości, dwóch wizji świata i dwóch wrażliwości, które nigdy nie potrafiły zsynchronizować się na tyle, by stworzyć coś trwałego.
Poznali się w czasach, gdy Raksa była u szczytu popularności, a Żuławski dopiero rozpędzał się jako twórca.

W jego oczach była ucieleśnieniem kobiecości – niepokojącej, dumnej i delikatnej jednocześnie. W jej spojrzeniu on jawił się jako artysta nie z tego świata – błyskotliwy, intensywny, zamknięty w swoim wewnętrznym chaosie.
Zafascynowali się sobą niemal natychmiast, a mimo że ich relacja nie miała klasycznych ram związku, było między nimi coś, co trudno opisać – przyciąganie oparte na podobnej wrażliwości i zupełnie różnych oczekiwaniach.

Raksa bardzo pragnęła stabilności, ciepła, poczucia bycia wybraną. Żuławski natomiast kochał, ale w sposób destrukcyjny, trudny, pełen wewnętrznych napięć i nieustannego pędu.
Dla niej był kimś, kto mógłby stać się partnerem, dla niego – jedną z muz, choć niezwykle ważną. Z biegiem czasu stało się jasne, że ich drogi nigdy nie będą mogły naprawdę się zejść.

On nie potrafił dać jej tego, na co czekała – prostego „jestem”, zwykłej obecności, emocjonalnego bezpieczeństwa.
Żuławski żył w nieustannym ruchu, podsycany twórczą gorączką i skłonnością do dramatów; Raksa – choć otoczona blaskiem kina – pragnęła zwyczajnych uczuć, które nie będą bolały.
Mimo to jego obecność odcisnęła na niej ślad. Był kimś, kto naprawdę ją dostrzegł jako człowieka, a nie tylko rozpoznawalną twarz z ekranu.

Z kolei ona stała się dla niego symbolem czegoś nieuchwytnego – ucieleśnieniem piękna, którego nie można zatrzymać.
Ich historia, choć niespełniona, mówi więcej o naturze miłości niż niejeden wieloletni związek. Pokazuje, jak często najważniejsze uczucia są właśnie tymi, które nigdy nie znajdują pełnego spełnienia.
Po latach, gdy Raksa wycofała się z kina, wciąż wspominano jej urodę i talent, ale ona sama coraz częściej znikała z życia publicznego.

Jej wybór ciszy, dystansu i świadomego odcięcia od medialnego świata był decyzją dojrzewającą w niej przez lata – być może również pod wpływem doświadczeń takich jak relacja z Żuławskim.
On natomiast poszedł dalej, tworząc swoje najbardziej znane, często kontrowersyjne dzieła, pozostając wierny swojej artystycznej naturze.
Jednak historia ich emocjonalnej bliskości przetrwała, bo była jedną z tych, które nie potrzebują dokumentów ani deklaracji – zapisała się w atmosferze tamtych lat, w spojrzeniach uchwyconych na zdjęciach, w niedopowiedzianych zdaniach i w przestrzeniach między ludźmi, którzy spotkali się za wcześnie, za późno lub po prostu nie na ten sposób, którego oboje potrzebowali.
To opowieść nie o rozstaniu, ale o pewnej delikatnej nici, która łączy ludzi tylko na chwilę, choć zostaje w sercu na zawsze.