Anna Jantar przyszła na świat 10 czerwca 1950 roku w Poznaniu jako Anna Maria Szmeterling.
Gdy dziś wymawia się jej nazwisko, w powietrzu jakby natychmiast zaczyna brzmieć melodia – ciepła, liryczna, trochę nostalgiczna.
Była jedną z tych artystek, które nie tylko śpiewały piosenki, ale opowiadały nimi własne życie.
A to życie – choć na scenie pełne blasku – prywatnie wcale nie było tak spokojne i szczęśliwe, jak mogłoby się wydawać.
Dorastała w domu, w którym muzyka była czymś naturalnym. Już jako dziewczynka uczyła się gry na fortepianie w poznańskiej szkole muzycznej.

Miała w sobie wrażliwość, która kazała jej przeżywać świat intensywniej niż inni. W jednym z wywiadów wspominała: „Muzyka to dla mnie nie zawód.
To sposób oddychania”. I rzeczywiście – gdy wychodziła na scenę, zdawało się, że oddycha pełniej.

Zanim stała się Anną Jantar, była po prostu Anią – młodą dziewczyną z marzeniami. Nazwisko sceniczne przyjęła na początku lat 70., gdy rozpoczęła współpracę z zespołem Waganci.
To wtedy jej głos zaczął być rozpoznawalny w całej Polsce. Delikatny, ale mocny. Ciepły, a zarazem przenikliwy.

Publiczność pokochała ją za autentyczność. Nie grała divy. Była „jedną z nas”.
Przełom przyszedł szybko. „Tyle słońca w całym mieście” stało się hymnem radości, a jej uśmiech – symbolem nadziei.

Kolejne utwory – „Nic nie może wiecznie trwać”, „Radość najpiękniejszych lat”,
„Moje jedyne marzenie” – ugruntowały jej pozycję jako jednej z największych gwiazd polskiej sceny lat 70.
Występowała na festiwalach w Opolu i Sopocie, koncertowała za granicą, nagrywała płyty, które rozchodziły się w tysiącach egzemplarzy.

Ale za kulisami sukcesu toczyło się życie, które nie zawsze było harmonijne.
W 1971 roku wyszła za mąż za Jarosława Kukulskiego – kompozytora, autora wielu jej przebojów. Byli piękną, artystyczną parą.

On – utalentowany twórca, ona – głos, który potrafił jego muzyce nadać duszę. W 1976 roku na świat przyszła ich córka, Natalia.
Anna wielokrotnie podkreślała, że macierzyństwo było dla niej jednym z najważniejszych doświadczeń.
„Gdy urodziła się Natalia, zrozumiałam, że wszystko inne może poczekać” – mówiła.

Jednak ich małżeństwo nie było wolne od burz. Intensywne życie artystyczne, ciągłe wyjazdy, presja środowiska – to wszystko oddalało ich od siebie.
W kręgach towarzyskich mówiło się o zdradach Jarosława Kukulskiego. Anna miała świadomość plotek, a z czasem także faktów.

Była kobietą wrażliwą, ale też dumną. Bliscy wspominali, że bardzo przeżywała kryzysy w związku, choć na zewnątrz starała się zachować spokój.
W pewnym momencie sama zaczęła szukać bliskości gdzie indziej. Nie była już tylko żoną kompozytora.

Była kobietą spragnioną ciepła, rozmowy, zrozumienia. Jej relacje pozamałżeńskie stały się tematem szeptów w środowisku artystycznym.

Dla wielu było to zaskoczenie – przecież Anna Jantar kojarzyła się z łagodnością i romantyzmem. A jednak jej życie osobiste było znacznie bardziej skomplikowane.
Nie oznacza to jednak, że przestała kochać męża. Ich relacja była pełna sprzeczności – namiętności i żalu, bliskości i dystansu.

Łączyła ich muzyka i córka. Łączyła ich wspólna droga, której nie dało się łatwo przekreślić. Jednak Anna nawiązała bliższą relację z perkusistą zespołu Perfect, Wojciechem Morawskim.
Pod koniec lat 70. Anna coraz częściej myślała o karierze międzynarodowej. Wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie koncertowała dla Polonii.

Marzyła o nowych wyzwaniach, o rozwoju. W jednym z wywiadów powiedziała: „Nie chcę stać w miejscu. Artysta musi iść do przodu, nawet jeśli się boi”.
14 marca 1980 roku wracała z USA do Polski. Samolot Ił-62 „Mikołaj Kopernik” rozbił się podczas
podchodzenia do lądowania na warszawskim Okęciu.
Zginęła mając zaledwie 29 lat. Wiadomość o jej śmierci wstrząsnęła całą Polską. Dla wielu był to koniec pewnej epoki – epoki niewinności, w której jej głos niósł nadzieję.
Po jej śmierci Jarosław Kukulski przez lata pielęgnował pamięć o niej, choć ich małżeństwo było pełne trudnych momentów.

Córka Natalia Kukulska dorastała w cieniu legendy matki, a z czasem sama stała się uznaną artystką.
Wielokrotnie mówiła, że dopiero jako dorosła kobieta zaczęła rozumieć złożoność relacji swoich rodziców.
Dziś Anna Jantar pozostaje ikoną. Jej piosenki wciąż są grane w radiu, śpiewane przez kolejne pokolenia.
Ale za każdym refrenem kryje się historia kobiety z krwi i kości – zakochanej, zranionej, ambitnej, poszukującej szczęścia.
Nie była tylko „uśmiechniętą blondynką z mikrofonem”. Była artystką, która – jak sama mówiła – „śpiewała o tym, co czuje”.
A czuła intensywnie: miłość, zazdrość, spełnienie, rozczarowanie. Jej życie nie było usłane różami. Było prawdziwe.
I może właśnie dlatego jej głos wciąż tak bardzo porusza.
Dariusz Siatkowski był gwiazdą filmu „Kogel mogel”. Co stało się z aktorem kultowego serialu