W domu Marty i Karola Nawrockich nie ma podziału na rodzica dobrego i złego policjanta. Jest za to dużo rozmów, wspólnego czasu i — jak przyznała pierwsza dama — sporo respektu wobec ojca.
Kiedy Marta Nawrocka została zapytana o to, co uważa za najważniejsze w wychowaniu dzieci, nie zaczęła od ocen, kar ani zakazów.
Powiedziała o czymś znacznie bardziej podstawowym: dziecko powinno czuć, że jest ważne, kochane i że zawsze ma do kogo wrócić ze swoim problemem.
To podejście szczególnie mocno wybrzmiało w jej najnowszej rozmowie z Bogdanem Rymanowskim.
Pierwsza dama opowiedziała nie tylko o wychowaniu, ale też o codzienności rodziny, która w ciągu ostatniego roku musiała nauczyć się życia w zupełnie nowych warunkach.

Marta i Karol Nawroccy wychowują troje dzieci. Najstarszy Daniel ma 23 lata, Antoni jest nastolatkiem, a najmłodsza Katarzyna ma osiem lat.
Każde z nich znajduje się więc na zupełnie innym etapie życia. Daniel mieszka w Trójmieście, gdzie studiuje i rozwija działalność medialną. Antoni chodzi do liceum, natomiast Kasia dopiero rozpoczęła szkolną przygodę.
Dla rodziny ostatni czas oznaczał ogromną zmianę. Przeprowadzka z Gdańska do Warszawy wiązała się nie tylko z nowym miejscem zamieszkania.

Dzieci musiały zmienić szkoły, przyzwyczajenia i codzienny rytm. Wszystko to wydarzyło się w momencie, kiedy ich ojciec został prezydentem Polski, a prywatne życie rodziny zaczęło być znacznie bardziej widoczne.
Marta Nawrocka przyznała jednak, że dzieci stosunkowo dobrze odnalazły się w nowej rzeczywistości. Jak mówiła, są otwarte i towarzyskie.
Trzeba pamiętać, aby dziecko czuło się ważne, kochane. Trzeba mu poświęcać czas i być blisko, żeby nie umknęła żadna chwila, ani żaden zwrotny moment, który w wieku dorastania może się pojawić u młodego człowieka. Żeby dziecko zawsze wiedziało, że może przyjść do mamy, do taty, ze swoim problemem, wyżalić mu się, opowiedzieć o wszystkim. Żeby nie było tematów tabu, żeby wiedziało, że rodzic jest jego przyjacielem i u nas tak jest – mówiła.
Dla Kasi szczególnie ważny okazał się kontakt z rówieśnikami. Dziewczynka weszła w nowe środowisko w Warszawie, jednocześnie mając świadomość, że jej tata pełni najważniejszy urząd w państwie.
Rodzice starają się przy tym zachować możliwie dużo normalności. Marta pilnuje, aby nadal mieć czas na zwyczajne obowiązki.

Stara się organizować pracę tak, żeby około godziny 16 móc odebrać córkę ze szkoły.
Jak sama podkreślała, zależy jej na tym, żeby Kasia nie miała poczucia, że wraz ze zmianą sytuacji rodzinnej straciła mamę, która wcześniej była obecna w jej codzienności.
To zdanie sporo mówi o sposobie, w jaki Nawrocka patrzy na macierzyństwo. Nie chodzi wyłącznie o zapewnienie dziecku odpowiednich warunków. Chodzi o obecność.
O odebranie ze szkoły. O rozmowę przy stole. O zauważenie, że dziecko ma gorszy dzień. O wiedzę, kiedy coś się zmieniło, nawet jeśli młody człowiek sam jeszcze nie potrafi tego nazwać.

Właśnie dlatego, zapytana przez Rymanowskiego o najważniejszą zasadę wychowania, Nawrocka mówiła o bliskości i zaufaniu.
Nigdy nie staraliśmy się być kimś innym, niż jesteśmy. Mój mąż jest prezydentem, ale gdy wracamy do domu, zrzucamy garnitury, siadamy z dziećmi, oglądamy filmy, rozmawiamy, śmiejemy się. Gdy jesteśmy razem, nie siedzimy nad ustawami, tylko nad klockami, szkolnymi zeszytami i planami na przyszłość – mówiła.
Podkreślała, że dziecko powinno wiedzieć, że może przyjść do mamy albo taty z problemem, wyżalić się i opowiedzieć o wszystkim. W jej domu — jak zaznaczyła — nie powinno być tematów tabu.
„U nas tak jest” — podkreśliła. W ich domu rodzice dzielą obowiązki wychowawcze. Marta przyznała jednak, że dzieci mają większy respekt przed ojcem.
Nie oznacza to, że Karol Nawrocki jest człowiekiem, który wychowuje poprzez kary.
Jak wynika z jej relacji, gdy dziecko zrobi coś niewłaściwego, ponosi konsekwencje, ale w rodzinie nie ma zwyczaju częstego karania. Podstawą ma być rozmowa.

Nawrocka zapytana wprost o klapsy odpowiedziała, że w ich domu ich nie było. Zamiast tego rodzice stawiają na kontakt.
To podejście widać również w relacji z nastoletnim Antkiem. Marta mówiła, że są sprawy, które syn woli omawiać z ojcem.
Nie zdradziła szczegółów, zaznaczając jedynie, że czasami sama odsyła go z konkretnym tematem do Karola.
Ważnym elementem ich życia rodzinnego są również rozmowy o zdrowiu i sprawach dorastania.
Marta uważa, że tematy dotyczące intymności powinny być przede wszystkim omawiane w domu, przez rodziców. Jak sama powiedziała, w ich rodzinie takie rozmowy się odbywają.
Nie oznacza to jednak, że rodzina nie stawia dzieciom granic. Dobrym przykładem są telefony.
Ośmioletnia Kasia nie ma smartfona. Antoni korzysta z telefonu, ale nie zabiera go do szkoły.
Marta uważa, że ograniczenie obecności smartfonów podczas lekcji może pozytywnie wpłynąć na relacje między młodymi ludźmi i pomóc w ograniczeniu problemu uzależnienia od urządzeń.
W przypadku Nawrockich ważna jest też relacja między rodzeństwem. Daniel, najstarszy z dzieci, jest już dorosły i prowadzi własne życie w Trójmieście.
Studiował prawo i administrację na Uniwersytecie Gdańskim, a obecnie rozwija się również w kierunku dziennikarstwa. Marta opowiadała, że choć syn został w Gdańsku, rodzina pozostaje w stałym kontakcie.
Przyjeżdża do Warszawy, a rodzice regularnie się z nim widują. Między rodzeństwem również ma być blisko. Marta mówiła, że Daniel dla najmłodszej Kasi jest trochę jak drugi rodzic.
To szczególna relacja, zwłaszcza że między dziećmi jest duża różnica wieku.
Daniel nie jest przy tym biologicznym synem Karola Nawrockiego. Marta poznała przyszłego męża, gdy jej syn był mały, a później Karol go adoptował.
W rozmowie z magazynem „Viva!” pierwsza dama mówiła, że Daniel od drugiego roku życia wychowywał się z Karolem i nie miał innego ojca.
Ta historia jest jednym z ważniejszych fragmentów życia rodzinnego Nawrockich, choć przez lata pozostawała poza codziennym zainteresowaniem mediów.
Marta sama nie miała typowej drogi do dzisiejszej roli. Urodziła się w Gdyni w 1986 roku, a jako nastolatka przez pięć lat uczęszczała do szkoły baletowej w Gdańsku.
Później studiowała na Uniwersytecie Gdańskim, a przez 18 lat pracowała w Służbie Celnej i Krajowej Administracji Skarbowej.
Zajmowała się między innymi zwalczaniem nielegalnego hazardu, przestępczością zorganizowaną oraz nielegalnym obrotem wyrobami tytoniowymi i spirytusowymi.
Macierzyństwo towarzyszyło jej więc równolegle z nauką i pracą zawodową. Dziś sama mówi o tym doświadczeniu, kiedy rozmawia z młodymi kobietami.
W najnowszym wywiadzie wspominała, że została mamą stosunkowo wcześnie, a mimo różnych trudności ukończyła szkołę, studia i pracowała. Macierzyństwo określiła jako największe szczęście, jakie ją spotkało.
Jednocześnie Nawroccy musieli nauczyć swoje dzieci funkcjonowania w świecie, w którym ich rodzina stała się rozpoznawalna praktycznie z dnia na dzień.
Szczególnie trudnym tematem był hejt. Marta mówiła wcześniej o sytuacjach, w których negatywne komentarze dotykały również jej dzieci.
W przypadku Kasi zwróciła uwagę na coś, co dla wielu rodziców może być szczególnie bolesne — dziewczynka zaczęła słyszeć słowo „hejt”, zanim właściwie wiedziała, co ono oznacza.
Dlatego Nawrocka angażuje się w działania związane z przeciwdziałaniem przemocy słownej wobec dzieci.
To zresztą jeden z głównych obszarów jej działalności społecznej. Nieprzypadkowo więc, kiedy mówi o wychowaniu własnych dzieci, wraca do rozmowy i poczucia bezpieczeństwa.
Bo dla niej dziecko nie powinno bać się powiedzieć rodzicowi, że coś je boli, że czegoś nie rozumie albo że wydarzyło się coś, z czym samo nie potrafi sobie poradzić.
W rodzinie Nawrockich różnice wieku między dziećmi sprawiają, że rodzicielstwo wygląda dziś inaczej niż kilkanaście lat temu. Daniel jest już dorosły i układa własne życie.
Antoni jest w wieku, w którym coraz mocniej zaznacza własną niezależność. Kasia dopiero poznaje szkolny świat.
A Marta musi być dla każdego z nich inną mamą — nie dlatego, że któregoś kocha bardziej, ale dlatego, że każde dziecko potrzebuje czegoś innego.
I chyba właśnie w tym najlepiej widać jej podejście do wychowania. Nie mówi o idealnym domu. Nie opowiada o dzieciach, które nigdy nie sprawiają problemów.
Mówi o tym, żeby być blisko, rozmawiać i nie przegapić momentu, w którym dziecko naprawdę potrzebuje rodzica.
Pałac Prezydencki może być miejscem oficjalnych spotkań, kamer i protokołu. Ale kiedy drzwi się zamykają, zostaje rodzina.
Dziecko z zeszytem. Nastolatek z własnymi pytaniami. Dorosły syn, który dzwoni z Gdańska. I mama, która chce wiedzieć, co wydarzyło się w ich życiu.
Właśnie tak Marta Nawrocka opowiada o swoim domu — bez wielkich słów, za to z naciskiem na coś, co dla niej wydaje się najważniejsze: żeby dzieci zawsze wiedziały, że mają dokąd wrócić.