Kiedy Mikołaj Bukrewicz pojawił się na ekranie jako młody Jan Borysewicz, niewielu widzów wiedziało, że to jego aktorski debiut.
Nie ukończył szkoły teatralnej, nie miał za sobą lat spędzonych na planach filmowych, a mimo to dostał rolę, o której niejeden młody aktor mógłby marzyć.
Wystarczyło, że wziął do ręki gitarę i pokazał, że muzyka legendarnego Lady Pank nie jest dla niego obcym światem.
Dziś jego nazwisko pojawia się w mediach nie tylko ze względu na występ w filmie „Mniej obcy”.
Mikołaj jest także synem Pawła Bukrewicza, byłego prezentera „Teleexpressu”, którego głos przez lata znały miliony Polaków.

Choć wychował się blisko świata mediów, sam postanowił wybrać własną drogę. I właśnie muzyka, a nie sławne nazwisko ojca, okazała się jego największym atutem.
Mikołaj Bukrewicz urodził się 28 lipca 2003 roku w Warszawie. Ma dziś 23 lata i od dawna interesuje się muzyką. Jego ojciec, Paweł Bukrewicz, jest lektorem, aktorem dubbingowym i prezenterem telewizyjnym.
W latach 2007–2011 był jednym z charakterystycznych głosów „Teleexpressu”, a widzowie kojarzą go również z programu „Kawa czy herbata?”.

Pracował także przy polskich wersjach zagranicznych produkcji filmowych i animowanych. Dla Mikołaja świat mediów nie był więc czymś zupełnie obcym.
Nie oznacza to jednak, że od początku marzył o występach przed kamerą. Znacznie bardziej pociągało go to, co działo się za kulisami jego własnej pasji — dźwięk gitary, komponowanie i możliwość opowiadania historii za pomocą muzyki.
Pierwszy instrument, którego się uczył, to skrzypce. Z czasem coraz mocniej zainteresowała go gitara. Miał osiem albo dziewięć lat, kiedy zaczął samodzielnie poznawać jej możliwości.
Nie ograniczał się do odtwarzania prostych melodii. Słuchał ulubionych wykonawców, próbował rozgryzać ich partie gitarowe i rozwijał własne umiejętności.
Z biegiem lat zaczął także śpiewać i komponować. W 2019 roku regularnie publikował w internecie nagrania, w których prezentował własne interpretacje znanych utworów.
W ten sposób stopniowo zdobywał pierwszych odbiorców. Nie robił tego jako syn rozpoznawalnego prezentera, lecz jako młody muzyk, który chciał pokazać, co potrafi.

W marcu 2025 roku postanowił wykonać kolejny krok i zadebiutował jako autor własnego utworu. Singiel „To jest moje kocham cię” wydał pod pseudonimem Jackson Podlasky.
To ważny szczegół w jego biografii, bo pokazuje, że nie ogranicza się do grania cudzej muzyki. Chce tworzyć własne piosenki i rozwijać się jako samodzielny artysta.
Współpracował również przy muzyce do kampanii społecznej „Odważysz się?”, przygotowanej razem z Aleksandrą Uznańską-Wiśniewską.
Wszystko wskazywało na to, że jego droga będzie prowadzić przede wszystkim przez muzykę. Tymczasem niespodziewanie pojawiła się propozycja, która otworzyła przed nim zupełnie nowy rozdział.
Chodziło o film „Mniej obcy”, inspirowany życiem i wspomnieniami Jana Borysewicza, lidera Lady Pank. Produkcja przenosi widzów do czasów, w których rock oznaczał coś więcej niż muzyczny styl.
Był również sposobem na wyrażenie niezależności, sprzeciw wobec narzuconych reguł i próbą wyrwania się z szarej rzeczywistości.
Historia młodego gitarzysty prowadzi przez pierwsze marzenia o scenie, początki kariery i drogę na szczyt polskiego rocka.
Nie pomija przy tym rodzinnych dramatów, osobistych błędów ani konfliktów z władzą, które towarzyszyły tamtej epoce.
Twórcy potrzebowali aktora, który nie tylko będzie przypominał młodego Borysewicza, ale przede wszystkim potrafi wiarygodnie zachowywać się z gitarą w rękach.
Mikołaj nie miał doświadczenia aktorskiego, lecz znał świat muzyki, w którym dorastał przyszły lider Lady Pank.
Na casting trafił dzięki rekomendacji znajomego, który przesłał reżyserowi Kristofferowi Rusowi jego profil w mediach społecznościowych.
Początkowo sam pomysł zagrania głównej roli w filmie wydawał mu się abstrakcyjny. Nie planował przecież kariery aktorskiej.
Ostatecznie zdecydował się spróbować i podczas przesłuchania sięgnął po gitarę. Kiedy zagrał „Mniej obcego”, okazało się, że ma w sobie coś, czego szukali twórcy.
To właśnie muzyczne doświadczenie odróżnia go od wielu aktorów, którzy przygotowują się do biografii znanych artystów, poznając ich twórczość dopiero na potrzeby filmu.
Bukrewicz od dawna słuchał Lady Pank. Znał piosenki, gitarowe partie i charakterystyczne brzmienie zespołu.
W rozmowie z RMF FM przyznał, że nie musiał zaczynać od przeszukiwania internetu, by dowiedzieć się, kim był Borysewicz i co wniósł do polskiej muzyki.
Wśród jego ulubionych utworów znajduje się „Mała wojna”. Wspominał również, że szczególnie porusza go długie gitarowe intro do „Wciąż bardziej obcy”.
Takie detale pokazują, że jego relacja z muzyką zespołu jest czymś więcej niż zawodowym przygotowaniem.
Przed kamerą nie próbował jednak stworzyć dokładnej kopii legendarnego gitarzysty.
Zamiast naśladować każdy gest i sposób mówienia, chciał zbudować postać na podstawie własnych doświadczeń muzycznych oraz tego, co wiedział o Borysewiczu.
Taka decyzja była ryzykowna, bo widzowie mają wobec filmowych portretów znanych osób konkretne oczekiwania.
Fani Lady Pank doskonale pamiętają młodego Jana, jego wygląd, energię sceniczną i sposób trzymania gitary.
Każdy szczegół może więc zostać porównany z oryginałem. Z drugiej strony zwykłe kopiowanie ruchów nie wystarczyłoby, by oddać charakter człowieka, który za scenicznym wizerunkiem miał również trudną rodzinną historię.
Przygotowania do produkcji nie ograniczały się do samego Bukrewicza. Pozostali młodzi aktorzy, którzy wcielili się w muzyków Lady Pank, również musieli poznać instrumenty i twórczość swoich ekranowych bohaterów.
Wspólne próby muzyczne pomagały im zbudować relacje, które później miały być widoczne na ekranie.
Filmowa grupa musiała przekonać widzów, że nie oglądają pięciu osób przebranych za rockmanów, ale zespół, który rzeczywiście gra razem i czuje muzykę.
Mikołaj miał w tym względzie przewagę: gitara była dla niego naturalnym narzędziem, nie rekwizytem trzymanym wyłącznie na potrzeby zdjęć.
„Mniej obcy” trafił na Netfliksa 7 października 2026 roku. Reżyserem filmu jest Kristoffer Rus, a scenariusz napisali Wiktor Piątkowski i Joanna Kozłowska.
Produkcja opowiada o młodości Borysewicza i początkach jego drogi, ale nie jest wyłącznie kroniką sukcesów Lady Pank.
Pokazuje także cenę, jaką artysta płacił za własną niezależność. W centrum pozostaje człowiek, którego talent prowadził go na szczyt, a jednocześnie nie chronił przed dramatami i błędami.
Dla Bukrewicza była to okazja, żeby wejść w skórę postaci znacznie bardziej skomplikowanej niż rockman z plakatów.
Czy udało mu się oddać wszystkie niuanse? To pytanie, na które nie da się odpowiedzieć wyłącznie na podstawie podobieństwa fizycznego czy kilku scen koncertowych.
Część recenzentów zwracała uwagę na jego naturalną charyzmę i wiarygodność w scenach muzycznych.
W jednej z ocen pojawiła się jednak uwaga, że film nie zagłębia się wystarczająco w sam fenomen gitarowego talentu Borysewicza i zbyt często wraca do powtarzających się motywów rodzinnych.
To ważne rozróżnienie: nawet dobrze obsadzony aktor nie może samodzielnie wypełnić wszystkich luk w scenariuszu.
Bukrewicz miał za zadanie zagrać bohatera w ramach opowieści stworzonej przez filmowców, a nie przedstawić pełną, ostateczną prawdę o życiu muzyka.
Dla samego Mikołaja udział w filmie jest jednak wyraźnym przełomem. Wcześniej kojarzyli go przede wszystkim odbiorcy jego internetowych nagrań i osoby zainteresowane muzyką.
Teraz poznała go znacznie szersza publiczność. We wrześniu 2026 roku podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni otrzymał Nagrodę GQ Poland Filmowego Wizjonera za rolę Borysewicza.
Wyróżnienie było szczególnie znaczące, ponieważ doceniono artystę, który po raz pierwszy stanął przed kamerą w tak dużej produkcji.
Nie oznacza to jeszcze, że porzuci muzykę na rzecz aktorstwa. Na razie można powiedzieć, że oba światy spotkały się w jednym projekcie.
Poza ekranem Mikołaj nadal rozwija własną twórczość. Nie ma długiej listy aktorskich ról ani rozbudowanej filmografii, ale ma coś, czego nie da się szybko nauczyć: wieloletnie doświadczenie z instrumentem i prawdziwe zainteresowanie muzyką.
To ono pomogło mu zdobyć rolę, a później zbudować jej ekranową wiarygodność. Jego historia nie jest więc opowieścią o synu znanego prezentera, który dostał szansę tylko dzięki nazwisku.
Owszem, jego rodzinne pochodzenie przyciąga uwagę, ale droga do tej roli prowadziła przez lata ćwiczeń, internetowe nagrania, własne kompozycje i casting, podczas którego musiał pokazać konkretną umiejętność.
Dla Pawła Bukrewicza, którego głos przez lata towarzyszył widzom „Teleexpressu”, to zapewne szczególny moment — syn pojawia się w świecie mediów, choć wybrał zupełnie inną drogę niż ojciec.
Jeden budował rozpoznawalność głosem, drugi zwrócił uwagę dzięki gitarze i ekranowej postaci rockowej legendy.
Mikołaj nie musi jednak iść śladami rodzica. Ma własne nazwisko, własny pseudonim muzyczny i dopiero zaczyna poznawać możliwości, jakie daje mu praca artystyczna.
Najciekawsze w tej historii jest właśnie to, że do roli Jana Borysewicza doprowadziła go pasja, którą rozwijał od dzieciństwa.
Nie musiał udawać, że zna świat rocka — był jego fanem na długo przed castingiem. Teraz widzowie mogą ocenić, jak wykorzystał tę wiedzę i czy udało mu się pokazać nie tylko młodego gitarzystę, lecz także człowieka stojącego za legendą.
A sam Bukrewicz ma przed sobą coś, co dla każdego początkującego artysty jest bezcenne: pierwszą dużą rolę, własną muzykę i możliwość udowodnienia, że nie zamierza żyć wyłącznie w cieniu znanego nazwiska.