Agata Kulesza doceniła talent Heleny Englert, z którą miała okazję się poznać. Doświadczona aktorka powiedziała wprost, co o niej sądzi

Helena Englert od miesięcy znajduje się w centrum zainteresowania mediów.

Jedni doceniają jej talent i odwagę w podejmowaniu kolejnych zawodowych wyzwań, inni wciąż wypominają jej znane nazwisko i rodziców związanych z teatrem oraz filmem.

Ostatnio o młodej aktorce znów zrobiło się głośno za sprawą szczerego wyznania w „Tańcu z gwiazdami”.

Na jej słowa zareagowała Agata Kulesza, która miała okazję poznać Helenę z zupełnie innej strony — jako studentkę warszawskiej szkoły teatralnej.

Doświadczona aktorka nie ukrywała, co myśli o sytuacji swojej młodszej koleżanki.

Jej wypowiedź była mocna, ale przede wszystkim pokazała, jak trudno czasem oddzielić ocenę artystycznych umiejętności od rodzinnego nazwiska.

Kulesza wróciła do tematu podczas rozmowy w podcaście Małgorzaty Rozenek „Z bliska”. Opowiadała między innymi o swojej córce Mariannie, która nie zdecydowała się pójść w jej ślady i wybrała weterynarię.

Właśnie przy okazji rozmowy o dzieciach znanych rodziców pojawił się wątek Heleny Englert.

Agata zna ją nie tylko z publikacji i występów. Przez pewien czas była jej wykładowczynią, dlatego mogła obserwować ją w pracy i przekonać się, jak radzi sobie z aktorskimi zadaniami.

Kulesza nie pozostawiła wątpliwości, że wysoko ocenia jej możliwości.

Nazwała Helenę niezwykle zdolną i pracowitą dziewczyną, a sytuację, w której młodzi artyści są nieustannie oceniani przez pryzmat pochodzenia, uznała za przykrą i niesprawiedliwą.

Jej wypowiedź przyciągnęła uwagę również dlatego, że padły w niej ostre słowa.

Aktorka stwierdziła, że żenujące jest to, z czym musi mierzyć się Helena i jak wiele emocji wywołuje jej rodzinne nazwisko. Sens jej wypowiedzi nie sprowadzał się jednak do krytyki samej Englert.

Kulesza mówiła przede wszystkim o problemie, który pojawia się wtedy, gdy publiczność zamiast oceniać pracę artystki, skupia się na tym, kim są jej rodzice.

Dla Heleny ta sprawa nie jest abstrakcyjną dyskusją o przywilejach w świecie rozrywki. Jest częścią jej codzienności od momentu, gdy zaczęła coraz śmielej wchodzić w świat filmu, teatru i muzyki.

Urodziła się 14 czerwca 2000 roku w Warszawie jako córka Jana Englerta i Beaty Ścibakówny.

Dorastała w domu, w którym aktorstwo nie było odległym marzeniem, lecz zwyczajną częścią życia.

Znała kulisy teatru, obserwowała przygotowania do spektakli i od najmłodszych lat miała kontakt ze środowiskiem artystycznym.

Taki początek daje wiele możliwości, ale niesie ze sobą również ryzyko, że każdy sukces będzie tłumaczony rodzinnymi znajomościami.

Przed kamerą pojawiła się już jako małe dziecko, w filmie „Superprodukcja” Juliusza Machulskiego.

Później wystąpiła między innymi w „Układzie zamkniętym”, serialach „Barwy szczęścia” i „Diagnoza”, a także w produkcjach „Pokusa” oraz „#BringBackAlice”.

Szczególnie dużo uwagi przyniosła jej rola w „Pok usie”, gdzie dostała okazję pokazania się w znacznie odważniejszym repertuarze.

Nie chciała jednak ograniczać się do jednego rodzaju działalności. Oprócz aktorstwa rozwija się muzycznie, a występ na Open’er Festival stał się kolejnym krokiem w stronę kariery, którą zamierza budować również poza planem filmowym.

Jej droga edukacyjna również nie przebiegała całkiem prosto. Helena rozpoczęła naukę w Tisch School of the Arts w Nowym Jorku, ale po pewnym czasie wróciła do Polski i kontynuowała kształcenie aktorskie w Warszawie.

W szkole teatralnej nie chciała uczyć się bezpośrednio w grupie prowadzonej przez ojca. Za zgodą uczelni trafiła więc do grupy Agaty Kuleszy.

To właśnie wtedy doświadczona aktorka mogła lepiej poznać jej pracę i podejście do zawodu.

Dziś, kiedy publiczne dyskusje często sprowadzają Helenę do określenia „nepo baby”, ta osobista znajomość ma szczególne znaczenie.

„(…) Patrzę z wielką przykrością na to, co się teraz dzieje z Heleną Englert. Ja ją uczyłam i wiem, jaka to jest zdolna dziewczyna. I dla mnie to jest żenujące, co ona ostatnio mówi, że ona musi się borykać, bo ma rodziców aktorów i nagle znowu (…) [ta krytyka – przyp. aut.] wraca. Ona jest niezwykle zdolną, pracowitą dziewczyną. Z czym ona musi się borykać? Jakie to musi być trudne i niesprawiedliwe” – powiedziała.

Termin ten odnosi się do osób, którym przypisuje się łatwiejszy start dzięki rodzicom posiadającym znane nazwisko lub wpływy w branży.

W przypadku Englert dyskusję dodatkowo podsyciły wydarzenia związane z warszawskim Teatrem Narodowym.

Jan Englert, kończąc swoją wieloletnią dyrekcję, przygotował spektakl „Hamlet”, w którym wystąpiły również jego córka i żona.

Część internautów odebrała ich udział jako przykład rodzinnych powiązań decydujących o obsadzie.

Podobne komentarze pojawiły się po występie Heleny na Open’erze, gdy niektórzy sugerowali, że obecność młodej artystki na festiwalu zawdzięcza ojcu.

Takie oskarżenia nie pozostały bez wpływu na aktorkę. W jednym z odcinków „Tańca z gwiazdami” zdecydowała się opowiedzieć, jak mocno dotknął ją hejt.

Przyznała, że obraźliwe komentarze i ciągłe podważanie jej osiągnięć odbiły się na jej samopoczuciu, relacjach rodzinnych oraz związku.

Mówiła również, że trudno jej pogodzić się z sytuacją, w której zaczęła odczuwać wstyd związany z domem, z którego pochodzi.

„Bardzo się cieszę, i mówię to szczerze, że ona nie jest aktorką. (…) Ja jestem tak zadowolona, że Marianka wybrała inny zawód” – dodała Agata Kulesza.

Jej wyznanie pokazało, że za wizerunkiem pewnej siebie młodej kobiety kryje się ktoś, kto także przeżywa słowa obcych ludzi.

Helena zaznaczyła przy tym, że nie chce stawiać się w roli największej ofiary. Nie twierdzi, że jej doświadczenia są najtrudniejsze, ale chciała zwrócić uwagę, że na hejt nie da się całkowicie uodpornić.

To właśnie ten fragment jej wypowiedzi wywołał kolejne komentarze. Dla części widzów była to szczerość, dla innych — następny powód, by dyskutować o jej przywilejach.

W ten sposób nawet próba wyjaśnienia własnych emocji ponownie stała się tematem publicznej oceny.

W obronie córki stanął również Jan Englert. Kiedy wystąpił z nią w rodzinnym odcinku „Tańca z gwiazdami”, pozwolił sobie na żart, nawiązując do zarzutów, że Helena zawdzięcza mu zawodowe szanse.

Po wspólnym występie powiedział z przekąsem, że chce podziękować córce, ponieważ to ona załatwiła mu udział w programie.

Żart wywołał śmiech publiczności, ale miał też drugie znaczenie: pokazywał, jak dobrze rodzina zna powracające oskarżenia i jak próbuje na nie odpowiadać.

Sama Helena rzadko odsłania prywatną stronę swojego życia. Zazwyczaj skupia się na pracy, projektach artystycznych i kolejnych rolach.

W „Tańcu z gwiazdami” pokazała jednak więcej emocji niż podczas typowych wywiadów promocyjnych. Wspomniała, że sytuacja związana z hejtem dotknęła także jej relację uczuciową.

Nie zdradzała szczegółów związku ani nie próbowała zamieniać osobistych problemów w medialną opowieść.

Chciała raczej wyjaśnić, że ciągłe komentarze mogą wpływać na człowieka także wtedy, gdy ten stara się zachować dystans.

Agata Kulesza dobrze wie, jak wygląda życie w zawodzie, w którym aktor oceniany jest nie tylko za role, lecz także za prywatne decyzje i wizerunek.

„Trochę się cieszę, bo jakby Marianka była aktorką, musiałaby też być ciągle porównywana ze mną, czy jej załatwiłam pracę, czy nie załatwiłam. To jest paskudne. (…) Ona [Helena] jest super, że śpiewa, jest pracowita, jest artystką” – podsumowała.

Czytaj więcej na https://pomponik.pl/plotki/news-agata-kulesza-bez-ogrodek-o-helenie-englert-dla-mnie-to-jest,nId,23562039#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Sama przez lata zbudowała pozycję dzięki różnorodnym kreacjom filmowym i teatralnym. Uznanie przyniosły jej między innymi „Róża” Wojciecha Smarzowskiego oraz „Ida” Pawła Pawlikowskiego.

Za rolę w „Idzie” zdobyła międzynarodowe uznanie, a jej kariera od dawna jest przykładem konsekwentnej pracy nad własnym warsztatem.

Nie jest więc przypadkowe, że w rozmowie o Helenie zwróciła uwagę właśnie na talent i pracowitość, a nie na nazwisko jej rodziców.

W życiu prywatnym Kulesza także chroni granice. Ma córkę Mariannę, która wybrała zupełnie inną drogę niż matka i związała swoją przyszłość z weterynarią.

Aktorka przyznała, że cieszy się z tej decyzji, bo gdyby Marianna została aktorką, musiałaby nieustannie mierzyć się z porównaniami i pytaniami o to, czy matka pomaga jej zdobywać role.

Właśnie dlatego tak dobrze rozumie, jak obciążające może być dorastanie w cieniu znanego nazwiska.

Dla niej to nie tylko problem Heleny Englert, ale szersze zjawisko, które potrafi odebrać młodym ludziom prawo do samodzielnego budowania zawodowej tożsamości.

Słowa Kuleszy nie rozstrzygają, czy Helena otrzymała w życiu jakieś możliwości dzięki rodzinie. Znane pochodzenie niewątpliwie daje kontakt ze środowiskiem, którego inni muszą dopiero szukać.

Nie oznacza jednak automatycznie, że każda rola jest zasługą rodziców ani że młody artysta nie musi pracować nad własnym warsztatem.

Kulesza, która uczyła Englert, wyraźnie zaznaczyła, że widzi w niej zdolną i pracowitą osobę. To ważne rozróżnienie w dyskusji, która zbyt często zamienia się w ocenianie człowieka przez pryzmat jego rodziny.

Helena nadal rozwija się jako aktorka i wokalistka, a udział w „Tańcu z gwiazdami” pozwala widzom zobaczyć ją poza rolami, z którymi dotąd ją kojarzyli.

Nie wszystkie komentarze są przychylne, ale nie brakuje też osób, które doceniają jej umiejętności i wspierają ją po szczerym wyznaniu.

Niezależnie od tego, jak potoczy się jej dalsza kariera, jedno jest pewne: nazwisko Englert jeszcze długo będzie wzbudzać emocje.

Agata Kulesza zabrała głos, bo zna Helenę nie tylko jako córkę słynnych aktorów, lecz także jako swoją studentkę. Jej słowa nie były prostą deklaracją, że młoda artystka nie ma żadnych przywilejów.

Były przypomnieniem, że za rozpoznawalnym nazwiskiem stoi konkretny człowiek, który może mieć talent, ambicje, słabsze chwile i prawo do własnej drogi.

W świecie, w którym jeden komentarz potrafi przykryć lata pracy, takie rozróżnienie jest szczególnie istotne.

Pojawił się komunikat w sprawie Cezarego Żaka. Jego żona nie ukrywała prawdy i podzieliła się nią ze swoimi obserwatorami

Michał Wiśniewski i Mandaryna znów są razem po prawie 20-letniej przerwie. Co lider zespołu „Ich Troje” sądzi o wspólnym życiu z byłą partnerką

Jerzy Antczak i Jadwiga Barańska przez prawie 70 lat żyli w szczęśliwym małżeństwie. Aktorowi nie udało się jednak pochować ukochanej w Polsce