Na parkiecie rozbrzmiewały utwory, które od dziesięcioleci należą do najważniejszych przebojów polskiej piosenki, a sama artystka mogła zobaczyć, jak jej muzyka inspiruje kolejne pokolenia.
Dzień później głos zabrała Dorota Goldpoint, projektantka i wieloletnia znajoma wokalistki.
Jej relacja pokazała, jak wiele znaczył dla 91-letniej piosenkarki ten wieczór. Okazało się, że nawet po zakończeniu nagrań emocje wcale szybko nie opadły.
Podczas specjalnego odcinka programu Irena Santor znalazła się w centrum uwagi.
Uczestnicy przygotowali choreografie do jej największych przebojów, a wśród tanecznych interpretacji pojawiły się również polskie tańce ludowe.
Artystka obserwowała występy z honorowego miejsca, a towarzyszyła jej Dorota Goldpoint. Projektantka nie tylko przygotowała dla niej kreację, ale również spędziła z nią cały wieczór.
Jak później opowiedziała w rozmowie z Plejadą, dla Santor był to pierwszy raz, kiedy oglądała „Taniec z gwiazdami” na żywo.
Nie chodziło jednak wyłącznie o występy. Wokalistka zwracała uwagę na scenografię, światła, muzykę i sposób, w jaki przygotowano dla niej miejsce w studiu.
Szczególnie poruszyło ją to, że produkcja zdecydowała się tak mocno zaakcentować polską tradycję taneczną. Krakowiak, oberek, barwne stroje i muzyka wykonywana na żywo zrobiły na niej duże wrażenie.
Dorota Goldpoint przekazała, że artystka doceniła pomysł pokazania rodzimej kultury szerokiej publiczności.
Projektantka opowiedziała również o drodze powrotnej do domu. Rozmowa wciąż dotyczyła kolejnych występów i atmosfery wieczoru.
Santor była radosna, podekscytowana i wracała myślami do tego, co zobaczyła na parkiecie. Dopiero po pewnym czasie przyznała, że zaczyna odczuwać zmęczenie.
Emocje były jednak na tyle silne, że — jak relacjonowała Goldpoint — trudno było zakończyć rozmowę.
To właśnie ta wypowiedź stała się najważniejszą wiadomością po telewizyjnym występie legendarnej piosenkarki.
Dla wielu widzów spotkanie z Ireną Santor było nie tylko telewizyjną atrakcją, ale także przypomnieniem historii polskiej muzyki rozrywkowej.
Jej droga na scenę rozpoczęła się bardzo wcześnie. Urodziła się 9 grudnia 1934 roku w Papowie Biskupim, a dzieciństwo spędziła między innymi w Solcu Kujawskim.
Początkowo nic nie zapowiadało, że jej nazwisko będzie przez kolejne dekady kojarzone z największymi przebojami polskiej estrady.
Przełom przyszedł w 1951 roku, gdy jako młoda Irena Wiśniewska trafiła do Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze”.
O jej talencie zdecydował między innymi przypadek i spotkanie z dyrygentem Zdzisławem Górzyńskim.
Zauważył muzykalność młodej dziewczyny i skierował ją do Tadeusza Sygietyńskiego, twórcy „Mazowsza”.
Zespół stał się dla niej szkołą śpiewu, pracy scenicznej i dyscypliny. Spędziła w nim osiem lat, podróżując, występując i zdobywając pierwsze doświadczenia.
Właśnie z tego okresu pochodzi piosenka „Ej, przeleciał ptaszek”, która przyniosła jej pierwszą dużą rozpoznawalność.
W tamtym czasie w jej życiu pojawił się również Stanisław Santor, skrzypek Orkiestry Polskiego Radia.
Pobrali się, a nazwisko męża pozostało z artystką na całe życie — także wtedy, gdy ich małżeństwo dobiegło końca.
Stanisław był związany z muzycznym środowiskiem, w którym rozwijała się kariera Ireny, towarzyszył jej również podczas pracy estradowej i nagrań.
Po rozwodzie utrzymywali przyjazne relacje. Później ważną osobą w życiu piosenkarki był aktor, satyryk i reżyser Zbigniew Korpolewski.
Ich wieloletni związek trwał aż do jego śmierci w 2018 roku. Santor zawsze raczej oszczędnie opowiadała o prywatnych sprawach, dlatego wiele szczegółów tej części jej życia pozostawało poza zainteresowaniem mediów.
Po odejściu z „Mazowsza” w 1959 roku rozpoczęła samodzielną karierę. Szybko udowodniła, że nie jest jedynie utalentowaną solistką zespołu ludowego.
Jej głos i sposób interpretowania piosenek zaczęły przyciągać coraz większą publiczność.
W 1961 roku zdobyła nagrody na festiwalu w Sopocie za wykonanie utworów „Embarras” i „Walczyk na cztery ręce”.
Kilka lat później przyszło jedno z najważniejszych wydarzeń w jej karierze — występ z piosenką „Powrócisz tu”.
W 1966 roku utwór został nagrodzony na festiwalu w Opolu, a jego popularność na trwałe połączyła nazwisko Santor z polską piosenką.
Przez następne dekady nagrywała kolejne płyty, występowała w kraju i za granicą, pojawiała się w telewizji, teatrze i kabarecie.
Jej repertuar obejmował zarówno nastrojowe utwory, jak i piosenki, które na długo zostawały w pamięci słuchaczy.
„Tych lat nie odda nikt”, „Już nie ma dzikich plaż” czy „Powrócisz tu” stały się częścią muzycznej historii kilku pokoleń.
W latach siedemdziesiątych koncertowała również dla Polonii w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Australii.
Nie brakowało też trudniejszych momentów. W 2000 roku artystka zachorowała na raka piersi. Po leczeniu wróciła do aktywności i zaangażowała się w działania promujące badania profilaktyczne.
Nie ograniczyła się do opowiadania o własnym doświadczeniu — wspierała inicjatywy związane z profilaktyką nowotworową i działalność społeczną.
Jej biografia pokazuje więc nie tylko historię sukcesów estradowych, ale również zaangażowanie w sprawy, które wykraczały poza muzykę.
Choć w 1991 roku zapowiadała zakończenie zawodowej kariery estradowej, nie zniknęła z życia publicznego na długo. W 2002 roku wróciła do koncertowania.
W kolejnych latach otrzymywała ważne wyróżnienia, w tym Złotego Fryderyka i Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
W 2017 roku Akademia Muzyczna w Łodzi przyznała jej tytuł doktora honoris causa. Rok później w Solcu Kujawskim otwarto salę koncertową noszącą jej imię.
W tym roku Irena Santor obchodzi 75-lecie pracy artystycznej. Niedzielny wieczór w „Tańcu z gwiazdami” był więc czymś więcej niż kolejną wizytą znanej osoby w telewizyjnym studiu.
Jej piosenki zabrzmiały w nowych aranżacjach, a publiczność mogła zobaczyć, jak utwory powstałe wiele lat temu nadal inspirują młodszych wykonawców.
Z relacji Doroty Goldpoint wynika, że sama artystka przyjęła ten gest z dużym wzruszeniem i radością.
Irena Santor przez lata przyzwyczaiła publiczność do tego, że najważniejszym sposobem opowiadania o sobie pozostaje dla niej muzyka.
Pani Irena była z tego naprawdę dumna. Uważa, że to bardzo piękny gest ze strony produkcji, bo przecież mamy tak bogatą tradycję muzyczną i taneczną, którą warto przypominać, szczególnie młodszym pokoleniom. – potwierdziła Santor.
Tym razem jednak po występie to nie ona zabrała głos, lecz bliska znajoma, która opisała emocje towarzyszące jej za kulisami.
Cały czas była pod ogromnym wrażeniem tego, co zobaczyła. Była radosna, podekscytowana, wracała w rozmowie do poszczególnych występów i do atmosfery całego wieczoru. W pewnym momencie powiedziała, że zaczyna już odrobinę odczuwać zmęczenie, ale emocje były wciąż tak żywe, że trudno było nam zakończyć rozmowę. To było naprawdę piękne obserwować w niej tyle radości. – dodała na koniec Goldpoint.
Jej słowa przypomniały, że za legendarnym nazwiskiem i wielkimi przebojami wciąż stoi człowiek, dla którego spotkanie z publicznością i żywa reakcja na muzykę mają ogromne znaczenie.
Danuta Holecka przez lata przyzwyczaiła widzów do opanowania i spokojnego tonu, nawet gdy na antenie…
Beata Kozidrak nie zamierza znikać ze sceny. Po koncercie „Beata Unplugged” w Dąbrowie Górniczej wokalistka…
Przez lata pozostawała z dala od blasku fleszy. Nie szukała popularności i rzadko pojawiała się…
Joanna Kulig należy do grona polskich aktorek, których kariera rozwijała się stopniowo, bez jednego prostego…
Czasami scena z serialu sprzed lat zaczyna brzmieć zupełnie inaczej, kiedy zestawi się ją z…
Jolanta Kwaśniewska od lat należy do tych osób, które nie muszą zabiegać o uwagę, żeby…