Mama Adriana Szymaniaka wydała przejmujący apel. Nie może zgodzić się z miejscem spoczynku swojego syna

Śmierć Adriana Szymaniaka przyszła po miesiącach walki z ciężką chorobą, ale dla jego najbliższych żałoba dopiero się zaczyna.

39-letni uczestnik „Ślubu od pierwszego wejrzenia” odszedł 5 września 2026 roku.

Jego żona Anita poinformowała o wszystkim w wyjątkowo trudnym komunikacie, prosząc, by rodzina mogła pożegnać go z dala od kamer i zainteresowania mediów.

Niedługo później głos zabrała mama Adriana. Jej słowa dotyczyły już nie samej ceremonii, lecz miejsca, w którym — jak twierdzi — jej jedyny syn powinien spocząć.

Adrian Szymaniak przez kilka ostatnich dni swojego życia był przede wszystkim mężem, ojcem i synem. Dopiero wcześniej nauczył się żyć z tym, że jego prywatność przestała być całkowicie prywatna.

Widzowie poznali go w 2018 roku, kiedy pojawił się w trzeciej edycji „Ślubu od pierwszego wejrzenia”. To właśnie tam spotkał Anitę Szydłowską.

Nie znali się wcześniej. Zgodnie z zasadami programu pierwszy raz zobaczyli się dopiero w dniu ślubu. Nikt wtedy nie mógł wiedzieć, że telewizyjny eksperyment zamieni się w prawdziwe małżeństwo.

Ich historia szybko przestała być jedynie historią z programu. Adrian i Anita zdecydowali się zostać razem także po zakończeniu emisji.

Z czasem stworzyli dom i rodzinę. Doczekali się dwojga dzieci — syna Jerzego i córki Bianki.

Przez lata pokazywali w mediach społecznościowych przede wszystkim zwyczajne życie: rodzinne chwile, wspólne wyjazdy i kolejne rocznice.

Dla widzów stali się jedną z tych par, które udowodniły, że uczucie znalezione w telewizyjnym eksperymencie może przetrwać znacznie dłużej niż zainteresowanie programem.

W marcu 2025 roku Anita wspominała ich siódmą rocznicę ślubu. Pisała wówczas o dniu, w którym jechała na ślub z człowiekiem, którego właściwie nie znała, a także o swoich dawnych marzeniach o rodzinie, domu i szczęśliwym życiu.

Po siedmiu latach większość z tych planów rzeczywiście udało im się zrealizować. Byli małżeństwem, mieli dzieci i wspólne życie, którego początek dla wielu osób wydawał się niemal niewiarygodny.

Los bardzo szybko postawił jednak przed nimi coś, czego nie dało się zaplanować.

Latem 2025 roku Adrian nagle zaczął mieć poważne problemy ze zdrowiem. W lipcu lekarze postawili diagnozę — glejak wielopostaciowy IV stopnia, jeden z najbardziej agresywnych nowotworów mózgu. Choroba oznaczała natychmiastową walkę o czas.

Adrian przeszedł operacje i rozpoczął leczenie onkologiczne. Później pojawiła się kolejna zmiana, a wraz z nią następne etapy terapii.

Anita przez cały ten okres była przy mężu. Ich życie, które jeszcze niedawno składało się z pracy, dzieci, planów i zwyczajnych rodzinnych problemów, zostało podporządkowane badaniom, leczeniu i kolejnym decyzjom lekarzy.

Para nie ukrywała przed obserwatorami, że sytuacja jest trudna. Jednocześnie starali się zachować choć część normalności.

W pewnym momencie przeprowadzili się nawet z okolic Krakowa do Bydgoszczy, aby Adrian mógł korzystać z pomocy specjalistów zajmujących się nowotworami mózgu.

Na jego leczenie zorganizowano zbiórkę, którą wsparły tysiące osób. W styczniu 2026 roku rozpoczął terapię TT Fields Optune, a wcześniej przeszedł kolejne etapy leczenia.

Jeszcze w marcu, przy okazji rocznicy ślubu, małżonkowie przekazywali, że wyniki badań były stabilne.

W ich życiu pojawiło się wtedy także marzenie o drugim ślubie. Pierwszy odbył się przed kamerami programu.

Ten drugi miał być już świadomą decyzją dwojga ludzi, którzy po latach wiedzieli dokładnie, kim dla siebie są.

Jako Mama mojego jedynego kochanego SYNA Adriana bardzo proszę wszystkich o pomoc oraz uszanowanie Jego ostatniej woli i pochowanie Adriana w rodzinnym grobowcu w Policach z uczestnictwem Księdza – napisała.

Ceremonię zaplanowano na grudzień 2025 roku i rzeczywiście 12 grudnia Adrian i Anita wzięli ślub kościelny.

Był to zupełnie inny moment niż ten sprzed lat — tym razem nie eksperyment telewizyjny, ale rodzinna uroczystość dwojga ludzi, którzy zdążyli przeżyć razem wiele.

Jeszcze w 2026 roku Adrian wracał wspomnieniami do początku swojej historii z Anitą.

Wiedział już, że ich życie potoczyło się zupełnie inaczej, niż ktokolwiek mógł przewidzieć tamtego dnia w 2018 roku. Była żona, dzieci, wspólny dom, pies, chomik i wreszcie choroba, która zmieniła wszystko.

Ostatnią wolą syna było złożenie ciała w grobowcu rodzinnym w Policach z dziadkiem i Jerzym oraz pożegnanie w hotelu Dobosz w Policach z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi – napisała.

5 września 2026 roku tej historii zabrakło już kolejnego rozdziału.

Adrian zmarł w wieku 39 lat. O jego odejściu poinformowała Anita, która wraz z rodziną poprosiła o spokój.

Bliscy wyraźnie zaznaczyli, że pogrzeb ma mieć charakter prywatny i rodzinny.

Prosili media o niepojawianie się na ceremonii, a osoby postronne o niefotografowanie i nienagrywanie ostatniego pożegnania. Chcieli przeżyć ten moment bez kamer, telefonów i publicznego komentowania.

Błagam oddajcie hołd i cześć mojemu Synowi Adrianowi, wzywam was jako cierpiąca matka w bólu i rozpaczy do uszanowania jego ostatniej woli – zaapelowała.

Właśnie w tym momencie pojawił się kolejny, bardzo bolesny temat. Mama Adriana opublikowała w mediach społecznościowych apel dotyczący miejsca pochówku syna.

Kobieta twierdzi, że Adrian chciał zostać pochowany w rodzinnym grobowcu w Policach, obok dziadka i Jerzego.

Według jej relacji miał również określić, jak powinno wyglądać jego ostatnie pożegnanie — z udziałem rodziny, przyjaciół, znajomych i księdza.

Zdaniem matki miejsce pogrzebu miało zostać ustalone w Żołędowie, gdzie Adrian mieszkał w ostatnim okresie choroby.

Kobieta podkreśla, że — w jej ocenie — decyzja ta została podjęta bez porozumienia z nią. To właśnie dlatego zdecydowała się publicznie poprosić o pomoc i o uszanowanie tego, co uważa za ostatnią wolę syna.

Dla matki, która straciła jedynego syna, nie jest to wyłącznie kwestia miejsca na mapie. W jej słowach widać przede wszystkim rozpacz po stracie i potrzebę zachowania bliskości z dzieckiem także po jego śmierci.

Chce, aby Adrian spoczął w miejscu związanym z jego rodziną i aby mogła mieć możliwość odwiedzania jego grobu.

Jej publiczny apel stał się kolejnym, niezwykle trudnym rozdziałem historii, która jeszcze kilka miesięcy wcześniej wyglądała zupełnie inaczej.

Jest w tej historii szczególnie bolesny paradoks. Adrian Szymaniak przez ostatnie miesiące walczył o życie, a jego bliscy robili wszystko, by mieć przy sobie jak najwięcej wspólnych chwil.

Jeszcze niedawno planowali przyszłość, wychowywali dzieci i wracali do wspomnień z dnia, kiedy po raz pierwszy stanęli przed sobą jako zupełnie obcy ludzie.

Dziś zostały fotografie, nagrania, wspomnienia i dwoje dzieci, które będą dorastać z historią ojca poznanego przez widzów w telewizji, ale przede wszystkim zapamiętanego przez nich jako człowieka obecnego w ich codziennym życiu.

Adrian miał zaledwie 39 lat. Za sobą zostawił żonę, dwoje dzieci, rodzinę i ludzi, którzy przez lata obserwowali jego niezwykłą historię.

Dla mamy pozostanie przede wszystkim synem — tym jedynym, którego teraz próbuje pożegnać tak, jak, według jej relacji, sam sobie tego życzył.

I właśnie dlatego jej apel nie jest kolejnym medialnym komunikatem. To głos matki, która w chwili największego bólu próbuje jeszcze raz zawalczyć o coś, co uważa za ważne dla swojego dziecka.

Natalia Kukulska wydała ważny komunikat. Piosenkarka jest zasmucona, ponieważ doszło do sytuacji, na którą nie była przygotowana

Ewa Chodakowska po rozstaniu zwróciła się do fanów. Jednoznacznie odpowiedziała na pytania, które pojawiły się po ogłoszeniu decyzji

Reżyser „Nigdy w życiu 2” zabrał głos. Co było największym wyzwaniem dla całej ekipy filmowej i co mogło uniemożliwić pracę nad filmem