Życie nie zawsze gra melodię, którą wybieramy. I nawet jeśli urodziłeś się w rodzinie, w której muzyka gra od rana do nocy, nie oznacza to, że w sercu nie zagości cisza.
Tak stało się z Danielem Martyniukiem — synem legendarnego Zenka, którego cała Polska zna jako „króla dyskopolu”.
Jego dzieciństwo wydawało się bajką, ale w rzeczywistości była to historia poszukiwania siebie w świecie, w którym wszyscy patrzą nie na ciebie, ale na nazwisko.
Zenek Martyniuk rzadko bywał w domu. Scena była jego drugim oddechem, a piosenki — modlitwami, które śpiewał ludziom.
„Mój syn dorastał szybko, zbyt szybko” – powiedział później w jednym z wywiadów.

Kiedy Daniel chodził do szkoły, ojciec był gdzieś w trasie koncertowej, kiedy miał pierwszą miłość – znowu koncerty.
Zenek próbował to później zrekompensować, ale czas jest wrogiem, który nie przyjmuje przeprosin.

Kiedy Daniel poznał Faustynę, wszyscy uwierzyli, że w końcu znalazł swoje miejsce. Młoda para wydawała się szczęśliwa: ślub, zdjęcia w magazynach, uśmiechy.
Ale za tym wszystkim kryło się coś kruchego — zbyt szybkie dorastanie, zbyt wiele oczekiwań i zbyt mało spokoju.

Życie pod okiem prasy nie wybacza błędów. Każda kłótnia, każdy krok — temat na nagłówki. „Nie wytrzymaliśmy tej presji” — szczerze powie później Daniel.
A ostatnio napisał krótko: „Rozstaję się. Proszę nie pytać”.
Kilka słów, ale za nimi stoją lata.
Zenek dowiedział się o tym z internetu. Telefon od znajomego dziennikarza, a potem — chwila ciszy.
„Nie chcę w to wierzyć” – powiedział wtedy tylko. W tych słowach nie było oburzenia, ale ból ojca, który rozumie, że nie potrafił ochronić swojego syna nawet przed samym życiem.
Daniel oficjalnie powiedział „Doszliśmy do wniosku razem z Faustyną, że do siebie nie pasujemy i się rozstajemy. W szacunku i pokoju. Bez zbędnych komplikacji”.

Faustyna i Daniel byli podziwiani, potem dyskutowani, a później zapomniani. Ale dla Zenka to nie była tylko historia z gazety. To był jego syn, jego nadzieja, jego cień.
„Może byłem zbyt daleko. Może powinienem był być przy nim nie tylko w niedzielę” – powiedział kiedyś, a wtedy w jego głosie po raz pierwszy usłyszano nie artystę, ale człowieka.
Daniel stara się teraz żyć spokojniej. Mówi, że nie chce już być „synem Zenka”. Chce być po prostu sobą – mężczyzną, który popełnia błędy, ale się uczy.
Faustyna buduje nowe życie, a czas, być może, zrobi swoje – da spokój obojgu.
A Zenek, kiedy wychodzi na scenę, czasami jednak spogląda w dal, jakby szukał w tłumie twarzy znanej z dzieciństwa.
„Zawsze będę wierzył, że znajdzie swoją drogę” — mówi cicho.
I chyba w tej wierze tkwi cała jego ojcowska miłość, która nie potrzebuje głośnych słów.
Ryszard Rynkowski odwołał trasę koncertową. Szczegóły podał menedżer piosenkarza