Kiedy urodził się w Warszawie w chłodny jesienny dzień 6 października 1953 roku, nikt nie miał pojęcia, że ten chłopiec o żywych oczach i niesfornych włosach pewnego dnia stanie się symbolem dobra w Polsce.
Jego ojciec był oficerem, matka pracowała w banku. Wychowywali syna w surowej dyscyplinie, ale z miłością — i być może właśnie dlatego od najmłodszych lat cechowała go niezwykła kombinacja cech: zorganizowania i serca, które zawsze biło dla innych.
W młodości Jerzy marzył o zostaniu psychologiem, artystą, a nawet perkusistą w zespole rockowym. Ale los miał inne plany.
Zawsze pociągały go ludzie — ci, którzy potrzebowali pomocy, zrozumienia, wsparcia. Właśnie z tego zrodziła się później jego życiowa misja.
Początkowo pracował jako terapeuta, organizował zajęcia artystyczne dla młodzieży, a następnie zaczął prowadzić audycje radiowe, w których brzmiała nie tylko muzyka, ale i szczerość.

Ludzie czuli, że za mikrofonem jest ktoś prawdziwy. W 1993 roku jego pomysł, który początkowo pojawił się niemal spontanicznie, przekształcił się w coś wielkiego — Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.
Miało to być po prostu jednodniowe wydarzenie charytatywne, aby pomóc szpitalom dziecięcym. Ale to, co zrodziło się z dobrego impulsu, stało się największą inicjatywą charytatywną we współczesnej Polsce.

Każdego roku, w styczniu, Polska zaczyna bić jednym sercem — czerwone serca WOŚP wypełniają ulice, a miliony ludzi otwierają portfele, ale co ważniejsze — serca.

Gdyby ktoś zapytał, skąd bierze tyle siły i wiary w ludzi, Jerzy odpowiedziałby po prostu: „Od niej”.
Od Lidii.
Nazywa się Lidia Niedźwiedzka-Owsiak i jest z nim już ponad czterdzieści lat. Jest nie tylko żoną, ale także
współautorką jego życia, jego oparciem i współtwórczynią Orkiestry.

Poznali się, gdy oboje pracowali w dziedzinie pomocy dzieciom. Ona jest spokojna, rozważna, z tą kobiecą mądrością, która widzi dalej niż krok przed siebie. On jest wybuchowy, energiczny, pełen pomysłów i marzeń.
Są różni, ale właśnie w tej różnicy zrodziła się harmonia.

Ludzie mówią, że kiedy są razem, to jakby widzą dwa bieguny jednego świata — on z błyskiem w oczach i szybkim słowem, ona — z łagodnym uśmiechem i spokojem, który rozprasza burze.
Czasami, podczas występów Orkiestry, można zauważyć, jak on, w wirze wydarzeń, szuka jej wzrokiem. A kiedy ją znajduje — w jego oczach pojawia się spokój. Bo obok jest Lidia.

Ich dom zawsze był przestrzenią nie dla ostentacyjnego bogactwa, ale dla szczerości. Jest tam dużo światła, kolorów i ludzi, którzy potrzebują wsparcia. Oboje przyzwyczaili się do życia „z otwartymi drzwiami”.
Kiedy Jerzy przychodził z nowymi pomysłami, ona zawsze pytała nie „czy to możliwe”, ale „jak mogę ci pomóc”.

I właśnie dlatego Wielka Orkiestra nie tylko istnieje – ona żyje, rozwija się i gra już od ponad trzech dekad.
Ich małżeństwo to historia partnerstwa, zaufania i wspólnego celu. Bez skandali, bez sensacji, bez pozoru blasku. Po prostu dwoje ludzi, którzy uwierzyli w dobro i w siebie nawzajem.
Lidia nie lubi być w centrum uwagi, ale wszyscy, którzy znają Jerzego, wiedzą: bez niej jego świat nie byłby tak harmonijny.
Ona zarządza finansami fundacji, organizuje logistykę i robi to z niesamowitą precyzją.

A on zawsze mówi o niej z ciepłem. W jednym z wywiadów przyznał:
„Lidia to mój największy dar od życia. Bez niej nic by się nie udało”.
Ich miłość nie jest z tych, które się pokazuje. Jest cicha, prawdziwa, sprawdzona przez lata, wspólne wyzwania i małe radości.
Przeżyli razem wszystko – wzloty, ataki krytyków, zmęczenie, bezsenne noce po finałach Orkiestry, ale także ciepłe świty, kiedy po prostu siedzieli razem przy kawie, patrząc, jak zaczyna się nowy dzień.
Dzisiaj, kiedy Jerzy Owsiak świętuje swoje urodziny, często dziękuje mu się za lata dobra. Ale wydaje się, że największa wdzięczność, jaką sam mógłby wyrazić, jest skierowana do niej.
Bo za wszystkimi kamerami, scenami i czerwonymi sercami zawsze stoi ich miłość.
Cicha, prawdziwa, niepozorna — inspirująca nie mniej niż jakiekolwiek działanie Orkiestry.
I być może właśnie dlatego nadal ma ten młodzieńczy błysk w oku, kiedy mówi o życiu.
Bo dla Jerzego Owsiaka dobro nie jest pracą. To jego sposób na życie.
A miłość to muzyka, do której bije jego serce.
Kobiety Zbigniewa Wodeckiego, które odegrały ważną rolę w jego życiu. Miłość i dramaty szły w parze