Helena Englert wystąpiła wraz z tatą w programie „Taniec z gwiazdami”. Co ta utalentowana aktorka powiedziała po występie

Helena Englert długo zapamięta wieczór w „Tańcu z gwiazdami”. Nie tylko dlatego, że dostała wysokie noty i po raz kolejny pokazała, że na parkiecie czuje się znacznie swobodniej, niż można było się spodziewać.

Tym razem obok niej pojawił się ktoś wyjątkowy — jej ojciec Jan Englert.

W rodzinnym odcinku programu stworzyli z Romanem Osadchiy taneczne trio, a widzowie zobaczyli coś, czego wcześniej nie mieli okazji oglądać: znanego aktora i reżysera w zupełnie innej roli, wyraźnie zaangażowanego w występ własnej córki.

Jan Englert podszedł do tego z charakterystycznym dla siebie dystansem. Kiedy zdjął marynarkę, widzowie zobaczyli na koszuli ogromny napis „GO HELA”.

Po występie żartował, że przede wszystkim powinien podziękować córce za załatwienie mu udziału w programie.

Na parkiecie nie chodziło jednak wyłącznie o dowcip. Widać było, że ten występ był dla niego czymś osobistym.

Rafał Maserak zwrócił później uwagę przede wszystkim na relację między ojcem a córką i na to, jak wyraźnie było widać jego wsparcie dla Heleny.

Dzień później Helena sama zabrała głos. Nie napisała długiego podsumowania ani nie próbowała budować wokół występu wielkiej historii.

Podziękowała widzom za świetny odbiór i wsparcie, a potem przyznała, że cały poprzedni tydzień treningów i wspólny taniec z ojcem potraktowali jako coś, co zostanie z nimi na lata.

Dodała, że mają nadzieję, iż w zamian dali publiczności choć trochę dobrej rozrywki. W tych kilku zdaniach było więcej niż zwykłe podziękowanie.

Helena pokazała, że tym razem nie patrzyła na program wyłącznie jak na zawodową rywalizację. Chodziło również o wspólny czas z ojcem.

To szczególny moment także dlatego, że Helena od lat próbuje znaleźć własne miejsce w świecie, w którym jej nazwisko od początku było doskonale znane.

Urodziła się 14 czerwca 2000 roku w Warszawie jako córka Jana Englerta i Beaty Ścibakówny.

Dorastała w domu, w którym teatr nie był odświętnym wydarzeniem, ale częścią codzienności.

Od dziecka bywała za kulisami Teatru Narodowego, znała aktorów, oglądała spektakle i miała kontakt ze sceną dużo wcześniej, zanim sama stanęła przed kamerą.

Jej dzieciństwo nie było jednak ograniczone do teatru. Helena uczyła się baletu, francuskiego, jeździła konno, grała na fortepianie i ukończyła szkołę muzyczną pierwszego stopnia.

Wakacje spędzała z rodzicami w Juracie, gdzie — jak wspominała — miała więcej swobody niż w Warszawie.

Zanim weszła na dobre do aktorstwa, miała więc doświadczenie różnych dziedzin sztuki i rozwijała się w środowisku, które od początku mocno ją kształtowało.

Przed kamerą pojawiła się jako małe dziecko, ale nie od razu pokochała zawód aktorki.

Jej pierwszą poważniejszą pracą był serial „Barwy szczęścia”, do którego trafiła jako piętnastolatka. Sama po latach mówiła, że początkowo plan był dla niej trudnym miejscem.

Godziny pracy, nadgodziny, szkoła i przygotowania do matury sprawiały, że nie wszystko wyglądało tak romantycznie, jak mogłoby się wydawać z zewnątrz.

Z czasem jednak oswoiła się z tym światem i doszła do wniosku, że właśnie tym chce się zajmować.

Potem przyszły kolejne role. Helena pojawiła się między innymi w „Diagnozie”, „W rytmie serca”, „Wojennych dziewczynach”, „Znakach” oraz innych serialach. W 2023 roku dostała dwie role, które mocno przyspieszyły jej karierę.

Zagrała główną bohaterkę Alicję Stec w serialu „#BringBackAlice” oraz Inez w filmie „Pokusa”.

W obu przypadkach przestała być już wyłącznie „córką znanych aktorów”, a zaczęła być oceniana za własną pracę.
Równolegle bardzo poważnie podeszła do edukacji.

Po maturze wyjechała do Stanów Zjednoczonych i rozpoczęła naukę w Tisch School of the Arts na Uniwersytecie Nowojorskim.

Później wróciła do Polski i ukończyła Akademię Teatralną w Warszawie, zdobywając dyplom w 2024 roku. Nie jest więc aktorką, która opiera swoją drogę wyłącznie na rodzinnym nazwisku.

Przez lata uczyła się zawodu i konsekwentnie poszerzała doświadczenie, choć sama doskonale wie, że nazwisko Englert będzie jej towarzyszyć zawsze.

Chcę podziękować mojej córce, że załatwiła mi udział w tym programie – zażartował.

Właśnie z tym nazwiskiem wiąże się jeden z najważniejszych tematów jej dorosłego życia.

Helena nie ukrywa, że jest dzieckiem dwojga bardzo znanych artystów, ale jednocześnie od dawna mówi o potrzebie zbudowania własnej autonomii.

Hej! W imieniu „trio nr. 4” dziękujemy Wam wszystkim za tak wspaniały odbiór naszego wczorajszego show i wsparcie level master. Ktoś dużo mądrzejszy ode mnie zawsze mówi, że w życiu trzeba brać i dawać tyle samo. My pobraliśmy sobie cały zeszły tydzień zwieńczony wczorajszym tańcem, co by mieć wspomnienie na lata. Mamy nadzieję, że daliśmy Wam w zamian choć odrobinę dobrej rozrywki. Bo na koniec dnia po to tu jesteśmy – napisała.

W wywiadach podkreślała, że nie chce wypierać się rodziców ani udawać, że ich pozycja nie ma znaczenia.

Chciałaby po prostu dostać szansę na to, by widzowie oceniali ją również przez pryzmat jej własnych decyzji i pracy.

To nie zawsze było łatwe. Helena otwarcie opowiadała o zjawisku określanym jako „nepo baby”.

Wskazywała, że jej nazwisko z jednej strony wzbudza zainteresowanie i otwiera drzwi, z drugiej może też stać się ciężarem.

Sama mówiła, że po początkowych rolach nagłe zainteresowanie mediów jej nazwiskiem sprawiło, iż później przez pewien czas przestała dostawać zaproszenia na castingi.

Można było równie dobrze dać dziesięć, ale powiem, dlaczego nie. Dzisiaj dla mnie Mandaryna odstawała od wszystkich i tylko ona dostała cztery „dziesiątki”. Więc troszkę nie chciałam, żeby ktoś inny był na tym samym miejscu, co ona, może tak powiem. (…) Uważam, że dzisiaj Helena była oczko niżej od Mandaryny – tłumaczyła.

Miała świadomość, że za każdym sukcesem będzie pojawiało się pytanie, czy dostała szansę dzięki sobie, czy dzięki rodzicom.

Helena nie udaje również, że jej rodzina nie pomagała jej w życiu. W 2026 roku odniosła się do zarzutów dotyczących finansowego wsparcia rodziców.

Powiedziała, że kiedy studiowała w Stanach, rzeczywiście dostawała od nich niewielkie kieszonkowe, ale większość wydatków pokrywała z pieniędzy, które wcześniej sama zarobiła.

Nie przedstawiała się więc ani jako osoba całkowicie odcięta od rodzinnego zaplecza, ani jako ktoś, kto wszystko zawdzięcza rodzicom. Jej wypowiedzi były znacznie bardziej zniuansowane.

W życiu prywatnym aktorka pozostaje dużo bardziej powściągliwa. Rzadko opowiada o relacjach i nie buduje popularności na szczegółach dotyczących życia uczuciowego.

Znacznie częściej mówi o pracy, aktorstwie, muzyce i projektach zawodowych. Nawet o rodzinie stara się wypowiadać ostrożnie.

Jeszcze kilka lat temu mówiła, że ona i rodzice mają zasadę, by nie komentować wzajemnie swojego życia w mediach. Jak sama tłumaczyła, właśnie w ten sposób próbują chronić swoją relację.

Tym bardziej wymowny był więc ostatni odcinek „Tańca z gwiazdami”. Helena, która tak często podkreśla potrzebę własnej niezależności, tym razem świadomie zaprosiła ojca do swojego świata. Nie próbowała go od niego oddzielać.

Przeciwnie — zrobiła dla niego miejsce na parkiecie. Jan Englert nie wystąpił tam jako wielki aktor czy reżyser. Wyszedł jako tata swojej córki, z napisem „GO HELA” na koszuli.

W pewnym sensie był to obraz, który dobrze zamyka jeden etap jej życia. Helena od lat próbuje wyjść z cienia nazwiska rodziców, ale nie oznacza to odcięcia od nich.

Własna droga nie musi zaczynać się od rodzinnego konfliktu. Może wyglądać inaczej — jako świadomość, że rodzice są częścią biografii, ale człowiek chce dopisać do niej własne rozdziały.

Dzisiaj Helena Englert ma już za sobą szkołę teatralną, doświadczenia z Nowego Jorku, kilka ważnych ról, serial, film i coraz większą obecność w popkulturze.

„Taniec z gwiazdami” pokazuje jeszcze jedną stronę jej osobowości — sceniczną, lekką i znacznie bardziej bezpośrednią niż ta, którą można zobaczyć w jej filmowych rolach.

A jednak chyba najbardziej zapamiętany zostanie nie sam wynik punktowy, lecz widok Jana Englerta stojącego obok córki.

W świecie, w którym każde nazwisko szybko zostaje zamienione w nagłówek, ten jeden wieczór pozwolił zobaczyć coś prostszego.

Aktorka nie musiała udowadniać, że jest niezależna od ojca. Po prostu zatańczyła z nim na jednym parkiecie.

A potem napisała, że chcieli przede wszystkim mieć wspomnienie na lata. Może właśnie takie wspomnienia są dla Heleny ważniejsze niż wszystkie komentarze o tym, czy jest „córką Englerta”, czy już samodzielną gwiazdą.

Bo zawodowa kariera dopiero się rozkręca, a rodzina pozostaje rodziną niezależnie od tego, ile razy padają słowa o własnej drodze.

Tym razem Helena nie próbowała nikomu niczego tłumaczyć. Zaprosiła ojca do swojego świata, zatańczyła z nim i zostawiła po tym wieczorze kilka prostych słów. Resztę dopisze już jej własna kariera.

Jaka była ostatnia rola Jana Frycza. Kto go zastąpi w tej roli, aby premiera odbyła się zgodnie z planem

Syn Zygmunta Chajzera, podobnie jak jego ojciec, prowadzi życie publiczne. Jednak niewiele wiadomo o córkach prezentera telewizyjnego

Marta Nawrocka porównana do Jolanty Kwaśniewskiej. Czy obecna pierwsza dama ma szansę na świetlaną przyszłość