Edward Linde-Lubaszenko to aktor o charakterystycznej barwie głosu, z delikatną ironią w spojrzeniu i biografią, w której miłość splatała się z teatrem równie naturalnie jak scena z kulisami.
Urodził się w 1939 roku w Białymstoku — w czasie, gdy Europa pogrążała się w wojnie.
Jego dzieciństwo nie było łatwe: zmieniające się granice, powojenna rzeczywistość, Polska odbudowująca się z ruin.
Matka miała szwedzkie korzenie, ojciec był Polakiem — w jego żyłach od początku płynęła historia kilku kultur.
Być może właśnie ta wewnętrzna wielowymiarowość uczyniła go później tak interesującym aktorem.
Aktorstwo nie było przypadkiem. Studiował w krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej i szybko stał się rozpoznawalny na scenie.
Grał w teatrach Wrocławia, Krakowa i Warszawy. Kamera pokochała go nie za urodę, lecz za prawdę.
W latach 90. szeroka publiczność zapamiętała go dzięki rolom w filmach Władysława Pasikowskiego — „Psy”, „Kroll” — gdzie potrafił być surowy, ale nie jednowymiarowy.
Później przyszły dziesiątki ról filmowych i serialowych, w tym w popularnym „Ranczu”. Jego twarz stała się bliska kilku pokoleniom widzów.
Jeśli scena wymagała od niego dyscypliny, serce żyło według własnych zasad.
Nie ukrywał, że miłość zawsze odgrywała w jego życiu ogromną rolę. „Nigdy nie umiałem powiedzieć kobiecie ‘nie’” — przyznawał z uśmiechem, w którym było trochę autoironii, a trochę szczerości.
Był czterokrotnie żonaty. Każde z tych małżeństw było próbą zbudowania czegoś prawdziwego.
Jego pierwszą żoną była aktorka Ewa Szykulska. Oboje byli młodzi, ambitni, zanurzeni w teatrze.
Jednak dwie silne osobowości nie zawsze potrafią iść razem przez długie lata. Po rozstaniu zachowali wzajemny szacunek — a to w artystycznym świecie znaczy wiele.
Później w jego życiu pojawiały się kolejne kobiety — każda zostawiła swój ślad.
Nigdy nie mówił o swoich małżeństwach z goryczą. Raczej z akceptacją. „Miłość jest darem, nawet jeśli trwa krótko” — powtarzał.
Został ojcem. Jego dzieci dorastały w atmosferze teatru, rozmów o sztuce, prób i wyjazdów.
Syn, Olaf Lubaszenko, poszedł jego śladem i został znanym aktorem oraz reżyserem. Dla Edwarda było to szczególne doświadczenie — obserwować, jak scena trwa w kolejnym pokoleniu.
„Nigdy go nie pchałem do zawodu. To była jego decyzja” — podkreślał.
Ma także córkę związaną ze środowiskiem artystycznym. A dziś jest również dziadkiem — jego wnuczka od najmłodszych lat widzi, że teatr to nie tylko blask reflektorów, lecz przede wszystkim ciężka praca. W tej rodzinie scena to nie zawód, lecz sposób życia.
Z biegiem lat w jego spojrzeniu pojawiło się więcej spokoju. Nie próbował tłumaczyć przeszłości ani usprawiedliwiać czterech małżeństw.
Życie jest bardziej skomplikowane niż nagłówki gazet. Pozostał mężczyzną, który zakochiwał się szczerze i za każdym razem wierzył, że to na zawsze.
Jego kariera trwa dekady. Grał ojców, generałów, księży, zwykłych mężczyzn z prowincji. W każdej roli było coś osobistego — może doświadczenie miłości, straty, zaczynania od nowa.
Kiedy przegląda się kolejne rozdziały jego życia, widać nie tylko aktora znanego z głośnych ról.
Widać mężczyznę, który nie bał się zaczynać od nowa — ani w sztuce, ani w uczuciach. Widać ojca, który pozwolił dzieciom wybrać własną drogę, nawet jeśli prowadziła tam, gdzie on kiedyś poszedł.
Być może właśnie w tym tkwi jego prawda: nie potrafił mówić „nie” miłości, ale zawsze mówił „tak” życiu — z całym jego ciężarem, błędami i nowymi scenami do odegrania.
Najważniejsi mężczyźni w życiu Beaty Szydło. Jak znana Polka poznała swojego przyszłego męża
Był moment, gdy wydawało się, że ma wszystko. Miliony sprzedanych płyt, koncerty wypełnione po brzegi,…
Nie buduje wokół siebie skandali, nie walczy o pierwsze strony kolorowych magazynów i od lat…
Dla jednych jest ikoną polskiego kina, dla innych symbolem odwagi i niezależności. Krystyna Janda od…
Nie każda serialowa postać zapisuje się w pamięci widzów na długie lata. Są jednak bohaterowie,…
Nazwisko Martyniuk od lat kojarzy się przede wszystkim z Zenkiem – królem disco polo, którego…
Nie każda legenda polskiego kina i teatru po kilkudziesięciu latach kariery nadal z taką samą…