Syn Stanisława Sojki wspominał ostatnie chwile życia swojego ojca. Ujawnił nowe fakty dotyczące muzyka

Stanisław Sojka przez całe życie śpiewał o rzeczach, których nie da się łatwo nazwać. O miłości, samotności, przemijaniu, bliskości i potrzebie bycia z drugim człowiekiem.

Kiedy 21 sierpnia 2025 roku niespodziewanie odszedł w Sopocie, miał jeszcze wystąpić przed publicznością.

Kilka godzin wcześniej był na próbie. Nikt nie przypuszczał, że to będą jego ostatnie chwile związane ze sceną.

Dziś do tamtego dnia wraca jego syn Antoni. W rozmowie opowiedział o tym, co wydarzyło się po próbie i jak wyglądały ostatnie godziny życia muzyka.

Jego słowa rzucają nowe światło na wydarzenia, które dla rodziny do dziś pozostają niezwykle trudnym wspomnieniem.

Stanisław Soyka przebywał w Sopocie w związku z występami podczas Top of the Top Sopot Festival. Artysta miał pojawić się na scenie 21 sierpnia.

Wcześniej uczestniczył w próbie. Jak wspominał później jego syn, po powrocie do hotelu muzyk poczuł się słabiej.

Przy artyście był road manager, który zaniepokoił się, gdy Soyka nie schodził na umówione spotkanie. Poszedł więc sprawdzić, co się dzieje.

Wtedy okazało się, że muzyk nie żyje. Antoni Sojka podkreślił, że nie było przy ojcu rodziny.

Sam w tym czasie przebywał na wakacjach i właśnie tam otrzymał wiadomość o jego śmierci.

To właśnie ten szczegół szczególnie mocno wybrzmiał we wspomnieniach syna. Stanisław Sojka przez dziesięciolecia występował przed tysiącami ludzi, ale w najważniejszym momencie nie było przy nim najbliższych.

Dla rodziny wiadomość o jego odejściu była ogromnym ciosem. Muzyk miał 66 lat. Jeszcze kilka dni wcześniej występował przed publicznością.

Jego ostatni koncert odbył się 13 sierpnia, a podczas sopockiego festiwalu planowano kolejny występ. Ostatecznie zamiast niego artyści pojawili się na scenie, by wspólnie oddać hołd zmarłemu koledze.

Stanisław Sojka nie był artystą, którego można było zamknąć w jednej szufladzie. Śpiewał, komponował, grał na instrumentach i pisał.

Potrafił poruszać się między jazzem, soulem, muzyką popularną i poezją śpiewaną. Jego charakterystyczny głos sprawił, że już po kilku pierwszych dźwiękach można było rozpoznać, kto stoi przy mikrofonie.

Nie potrzebował wielkich scenografii ani efektownych widowisk. Najczęściej wystarczała muzyka. To właśnie ona przez lata była jego najważniejszym językiem.

Jednym z najbardziej znanych utworów w jego dorobku pozostaje „Tolerancja”, piosenka, która z czasem stała się czymś znacznie większym niż zwykły przebój.

Dla wielu słuchaczy była komentarzem do podziałów, niechęci i braku zrozumienia między ludźmi.

Sojka potrafił śpiewać o sprawach poważnych bez patosu. Jego muzyka miała w sobie spokój, ale pod tym spokojem kryły się emocje. Być może dlatego przez lata trafiała do kolejnych pokoleń.

Jedną z najbardziej osobistych części wspomnienia Antoniego Soyki była opowieść o relacji z ojcem.

Antoni przez lata nie był związany ze Stanisławem Sojką wyłącznie jako syn. W pewnym momencie zaczął również pracować przy jego działalności muzycznej.

Ich relacja przeszła więc kilka etapów. Jak podsumował Antoni, przez pierwsze 20 lat życia Stanisław był dla niego przede wszystkim tatą, później przez kolejne lata stał się pracodawcą, a po zakończeniu zawodowej współpracy znów był po prostu ojcem.

To zdanie mówi o ich relacji więcej niż niejeden długi wywiad. Praca z najbliższą osobą może bowiem połączyć, ale może też skomplikować zwyczajne rodzinne więzi.

W ich przypadku wspólna droga zawodowa była jednym z ważnych rozdziałów, ale nie stanowiła całej historii.

Stanisław Soyka miał czterech synów: Jana, Jakuba, Marcina i Antoniego. Po jego śmierci każdy z nich musiał na swój sposób zmierzyć się z utratą ojca.

Podczas wspomnień o muzyku synowie nie ukrywali, że był człowiekiem mającym swoje mocne strony, ale również popełniającym błędy.

Za spokojnym wizerunkiem artysty kryła się również skomplikowana historia osobista. Soyka był ojcem czwórki dzieci z pierwszego małżeństwa.

W latach 90. jego życie uczuciowe stało się przedmiotem zainteresowania mediów, gdy związał się z aktorką Grażyną Trelą.

Ta relacja zakończyła się rozwodem i była jednym z najbardziej komentowanych epizodów w jego prywatnej historii.

Z czasem muzyk znalazł szczęście u boku Ewy Żmijewskiej. Ich związek trwał przez niemal dwie dekady.

Powstała rodzina patchworkowa, w której ważne miejsce znalazły zarówno dzieci Sojki, jak i córka jego partnerki.

Ewa Żmijewska podczas pogrzebu artysty wspominała, że w jego sercu zawsze pozostawały pierwsza żona i dzieci.

Jej słowa pokazały, że mimo skomplikowanej przeszłości potrafił z czasem uporządkować rodzinne relacje i stworzyć nowy dom.

Stanisław Sojka nie należał do artystów, którzy po latach kariery po prostu znikają ze sceny. Pracował i występował niemal do końca.

Jeszcze w sierpniu 2025 roku spotykał się z publicznością, przygotowywał kolejne występy i pozostawał aktywny zawodowo.

Dlatego jego odejście było dla wielu osób tak trudne do przyjęcia. Wszystko wydarzyło się nagle, w momencie, gdy wydawało się, że przed artystą są jeszcze kolejne koncerty i kolejne spotkania ze słuchaczami.

Podczas sopockiego koncertu poświęconego pamięci Soyki jego muzykę wykonali inni artyści. Ze sceny popłynęły dźwięki „Tolerancji”, a nieobecność autora była tego wieczoru szczególnie odczuwalna.

Dziś o Stanisławie Sojce mówi się przede wszystkim przez pryzmat jego muzyki. Ale słowa Antoniego przypominają, że za wielkim artystą zawsze był człowiek — ojciec, partner, przyjaciel, pracodawca i czasem ktoś, kto popełniał błędy.

Jego syn nie próbuje tworzyć idealnego obrazu ojca. Wspomina go takim, jaki był. Z jego talentem, charakterem, decyzjami i wszystkimi trudnymi momentami, które przyniosło życie.

„Tata wrócił z próby do hotelu, słabiej się poczuł i zmarł. To nie jest żadna tajemnica. (…) Ktoś po niego poszedł, żeby go wziąć, bo był tam road manager, który go pilnował. On poszedł zaniepokojony, że nie schodzi, no i się okazało, że nie żyje”— stwierdził Antoni.

Może właśnie dlatego te wspomnienia brzmią tak prawdziwie. Stanisław Sojka pozostawił po sobie setki muzycznych śladów, ale dla swoich dzieci najważniejszy pozostanie nie jako wielki wokalista stojący przed publicznością, lecz jako człowiek, którego nazywali tatą.

Michał Szpak skomentował powrót Mandaryny i Wiśniewskiego do siebie. Piosenkarz ma swój przepis na szczęście i opowiedział, co sądzi o takich związkach

Dorota Chotecka i Radosław Pazura 36 lat razem. Na czym polega sukces ich związku i jak udaje im się zachować miłość przez tyle lat

Pola Wiśniewska długo udawała, że wszystko jest w porządku, i trzymała się dzielnie. Teraz postanowiła opowiedzieć o tym, jak naprawdę wygląda sytuacja