Rozrywka

Podczas ostatniego pożegnania kilka słów na temat Jana Frycza powiedziała Krystyna Janda. Każde jej słowo chwytało za serce

Na warszawskich Powązkach trudno było znaleźć słowa, które mogłyby naprawdę wystarczyć.

7 września 2026 roku bliscy, przyjaciele i artyści pożegnali Jana Frycza, który zmarł 15 sierpnia w wieku 72 lat.

Wśród osób, które stanęły przy mównicy, była Krystyna Janda. Nie próbowała tworzyć podniosłego pomnika.

Zamiast tego opowiedziała o człowieku, którego znała z pracy, rozmów i chwil, o których publiczność nigdy wcześniej nie słyszała.

Mówiła o Fryczu jak o aktorze niezwykłym, ale też trudnym do jednoznacznego opisania.

W jej wspomnieniu był artystą „niespodziewanym, kapryśnym, niekonwencjonalnym”, takim, który na scenie nie wyglądał, jakby wykonywał zawód.

Janda powiedziała, że grał tak, jakby oddychał. To jedno zdanie właściwie wystarczyło, by opisać sposób, w jaki Frycz funkcjonował na scenie — bez widocznego wysiłku, bez potrzeby udowadniania swojej wielkości.

Potem zrobiło się jeszcze bardziej osobliwie. Janda wspomniała, że uwielbiała sposób, w jaki Frycz myślał. Ironia mieszała się u niego z inteligencją, żart z powagą, złość z czułością.

Ich rozmowy nie zawsze dotyczyły aktorstwa. I właśnie to, jak mówiła, było w ich relacji wyjątkowe. Pracowali razem, ale nie musieli bez końca rozmawiać o teatrze. Czasami wystarczało, że byli obok siebie i potrafili się śmiać.

Najbardziej poruszające wspomnienie dotyczyło jednak telefonu, który Frycz wykonał do niej mniej więcej miesiąc przed śmiercią.

Zadzwonił niespodziewanie. Nie miał konkretnej sprawy. Kiedy Janda zapytała, co się dzieje, odpowiedział, że po prostu dzwoni. Bez powodu. Dziś właśnie ta pozornie zwyczajna rozmowa nabrała zupełnie innego znaczenia.

Janda opowiedziała też o jego niepokojach. Frycz miał pytać ją, czy jest z nim coś nie tak, dlaczego nie potrafi porozumieć się z ludźmi i pogodzić ze światem.

Jej odpowiedź była bardzo charakterystyczna. Nie uważała, że potrzebuje lekarstwa.

Widziała w nim człowieka o wyjątkowo szerokiej wrażliwości, który właśnie dlatego czasem był dla innych zbyt surowy, a dla siebie — jeszcze bardziej.

„Nie wiedział, jak jest wspaniały” — powiedziała podczas ceremonii. I chyba właśnie te słowa najbardziej zostały w pamięci uczestników pogrzebu.

Bo Frycz przez lata należał do aktorów, których nie dało się pomylić z nikim innym.

Miał charakterystyczną obecność, głos, sposób patrzenia i tę trudną do uchwycenia cechę, dzięki której nawet pozornie niewielka rola zostawała w pamięci.

Jego droga do aktorstwa nie była prostą historią o sławie. Urodził się w 1954 roku w Krakowie i ukończył krakowską szkołę teatralną.

Związany był m.in. ze Starym Teatrem w Krakowie, a później przez lata z Teatrem Narodowym w Warszawie.

Na ekranie pojawiał się w filmach i serialach, które z czasem stały się ważnymi punktami polskiej popkultury.

Widzowie pamiętają go m.in. z „Wielkiego Szu”, „Pręg”, „Nigdy w życiu!”, „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy” oraz „Ślepnąc od świateł”.

Co ważne, Frycz pracował niemal do końca. Na początku sierpnia rozpoczął próby do „Orestei” w reżyserii Luka Percevala w Teatrze Narodowym.

Miał również wrócić jako Tomasz Kozłowski w kontynuacji „Nigdy w życiu!”. Pierwszy dzień zdjęciowy zaplanowano na 26 sierpnia. Nie zdążył już stanąć przed kamerą.

Za sceniczną legendą kryło się jednak życie pełne zakrętów. Frycz był trzykrotnie żonaty i miał sześcioro dzieci.

Najstarsza córka Gabriela, której matką była jego pierwsza żona, aktorka Grażyna Laszczyk, również została aktorką.

Z drugiego małżeństwa z Agatą Frycz miał pięcioro dzieci: Olgę, Marię, Michała, Wojciecha i Antoniego. Trzecia żona, Małgorzata, była kobietą, u której boku pozostał do końca życia.

Rodzinne życie aktora nie zawsze było spokojne. Po rozpadzie drugiego małżeństwa doszło do trudnego konfliktu dotyczącego dzieci, a przez pewien czas Frycz nie utrzymywał kontaktu z częścią rodziny.

Z czasem relacje udało się odbudować. Dziś wiadomo, że pozostawił po sobie nie tylko dorobek artystyczny, ale przede wszystkim dużą rodzinę, w której każdy poszedł własną drogą.

Historia Krystyny Jandy wygląda zupełnie inaczej, ale z Fryczem łączyło ją coś, co dla aktorów bywa ważniejsze niż wspólne nazwisko na afiszu — doświadczenie wielu lat spędzonych w tym samym świecie.

Janda sama przeszła drogę od młodej aktorki do jednej z najważniejszych postaci polskiego teatru i kina.

Jej kariera nabrała rozpędu po roli Agnieszki w „Człowieku z marmuru” Andrzeja Wajdy. Później przyszły kolejne ważne filmy, role teatralne i reżyserskie.

W 2005 roku założyła w Warszawie Teatr Polonia, który stał się jednym z najważniejszych przedsięwzięć w jej zawodowym życiu.

Później dołączył do niego Och-Teatr. Janda nie tylko występuje na scenie, ale również reżyseruje i kieruje artystycznie teatrami.

Jej życie prywatne także zostało naznaczone przez ludzi teatru. Pierwszym mężem Jandy był aktor Andrzej Seweryn.

Ich małżeństwo trwało od 1974 do 1979 roku. Mieli córkę Marię Seweryn, która również została aktorką.

Kilka lat później Janda wyszła za operatora filmowego Edwarda Kłosińskiego. Pobrali się w 1981 roku i doczekali dwóch synów — Adama i Jędrzeja.

Kłosiński był dla niej kimś więcej niż mężem i partnerem zawodowym. Janda po latach mówiła, że był miłością jej życia.

Wspólnie wychowywali dzieci, pracowali, podróżowali. Kiedy w 2008 roku Edward Kłosiński zmarł na raka płuc, aktorka została z ogromną stratą, o której przez długi czas mówiła bardzo niewiele.

W późniejszych wywiadach przyznawała, że do końca wierzyła, iż wydarzy się cud. Dziś Janda jest również babcią.

Jej dzieci wybrały różne drogi. Maria Seweryn została aktorką, natomiast synowie z Edwardem Kłosińskim nie poszli wprost śladami rodziców — jeden zajmuje się fizyką, drugi grafiką komputerową.

Aktorka podkreślała, że zawsze szanowała ich wybory i nie próbowała narzucać im własnego świata.

Dlatego jej pożegnanie Jana Frycza miało w sobie coś więcej niż wspomnienie kolegi z planu czy sceny. Janda mówiła o człowieku, którego znała od strony, jakiej widzowie nie mogli zobaczyć.

O jego niepokoju, przekorze, poczuciu humoru, samotności i niezwykłej inteligencji. O artyście, który nie zawsze zdawał sobie sprawę z własnej wartości.

Na koniec powiedziała, że przez ostatnie lata Fryczowi udało się znaleźć spokój i pogodzić z samym sobą.

A potem wspomniała jego śmiech. Ten, który — jak przyznała — bez jego obecności będzie naprawdę trudno zastąpić.

Jan Frycz odszedł, ale zostawił po sobie role, których nie da się wymazać z pamięci. Zostawił też ludzi, którzy pamiętają go nie z ekranów, lecz z rozmów, prób, telefonów i wspólnie spędzonych chwil.

Krystyna Janda przypomniała podczas jego ostatniego pożegnania właśnie tę drugą twarz aktora. Mniej oficjalną, bardziej ludzką.

I może dlatego jej słowa zabrzmiały tak mocno. Bo zamiast mówić o legendzie, pożegnała Jana.

Człowieka, który czasem dzwonił „po nic”, który miał swoje lęki, śmiał się, złościł, żartował i próbował znaleźć dla siebie miejsce w świecie.

A przede wszystkim — człowieka, który, jak powiedziała Janda, nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo był wspaniały.

Aby pożegnać Jana Frycza, przybyli jego fani i przyjaciele. Wszyscy spełnili wolę rodziny aktora

Jakie wykształcenie ma Joanna Jabłczyńska. Nikt by nie pomyślał, że ta aktorka ma taką przeszłość i mogłaby pracować w zupełnie innej branży

Kucharz Karola Nawrockiego opowiedział o kulinarnych upodobaniach dzieci prezydenta. Co lubi sama pierwsza dama i jej mąż

Valentyna Tkach

Recent Posts

Aby pożegnać Jana Frycza, przybyli jego fani i przyjaciele. Wszyscy spełnili wolę rodziny aktora

Warszawa pożegnała dziś Jana Frycza. Na Powązkach pojawili się bliscy, przyjaciele, aktorzy i widzowie, którzy…

1 godzinę ago

Jakie wykształcenie ma Joanna Jabłczyńska. Nikt by nie pomyślał, że ta aktorka ma taką przeszłość i mogłaby pracować w zupełnie innej branży

Joanna Jabłczyńska od ponad dwóch dekad pojawia się w polskich domach jako Marta z „Na…

9 godzin ago

Żona Adriana Szymaniaka postanowiła odpowiedzieć na słowa swojej teściowej. Zapowiada podjęcie pewnych kroków

Śmierć Adriana Szymaniaka miała być początkiem ciszy. Jego żona Anita prosiła rodzinę, znajomych i media…

24 godziny ago

Kucharz Karola Nawrockiego opowiedział o kulinarnych upodobaniach dzieci prezydenta. Co lubi sama pierwsza dama i jej mąż

Za zamkniętymi drzwiami Pałacu Prezydenckiego nie wszystko wygląda tak, jak moglibyśmy sobie wyobrażać. Są oficjalne…

1 dzień ago

Mama Adriana Szymaniaka wydała przejmujący apel. Nie może zgodzić się z miejscem spoczynku swojego syna

Śmierć Adriana Szymaniaka przyszła po miesiącach walki z ciężką chorobą, ale dla jego najbliższych żałoba…

1 dzień ago

Natalia Kukulska wydała ważny komunikat. Piosenkarka jest zasmucona, ponieważ doszło do sytuacji, na którą nie była przygotowana

Natalia Kukulska miała tego wieczoru stanąć przed publicznością w Jarocinie. Zespół był już przygotowany, odbyła…

1 dzień ago