Jak syn Violetty Villas ocenił Sandrę Drzymalską. Aktorka nie mogła powstrzymać emocji po premierze

Sandra Drzymalska stanęła przed zadaniem, którego przez długi czas sama się obawiała.

Miała wcielić się w Violettę Villas – kobietę o niezwykłym głosie, wielkiej scenicznej charyzmie, ale też życiu pełnym zakrętów, samotności i trudnych relacji.

Co ciekawe, pierwszą propozycję zagrania tej postaci dostała już niemal dziewięć lat temu. Wtedy jednak wycofała się z castingu.

Uznała, że nie jest jeszcze gotowa, by zmierzyć się z tak wielką osobowością. Kiedy po latach projekt wrócił z nowym scenariuszem i producentem, poczuła, że tym razem może spróbować.

Dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że ta rola kosztowała ją znacznie więcej niż tylko godziny spędzone na planie.

Sandra Drzymalska urodziła się 24 lipca 1993 roku w Wejherowie. Nie dorastała w rodzinie związanej z filmem czy teatrem.

Jej ojciec jest mechanikiem samochodowym, mama pracuje jako pielęgniarka, a dwóch młodszych braci również związało swoje życie z branżą motoryzacyjną.

Ona sama wybrała zupełnie inną drogę. Jeszcze w liceum występowała w szkolnym teatrze i brała udział w konkursach recytatorskich.

Po maturze zdecydowała się na studia aktorskie w Krakowie, które ukończyła w 2017 roku.

Nie miała za sobą znanego nazwiska ani rodzinnych kontaktów w środowisku. Kolejne role budowała stopniowo, od mniejszych produkcji po coraz poważniejsze projekty.

Z czasem nazwisko Drzymalskiej zaczęło pojawiać się przy produkcjach, o których mówiła cała Polska.

Była między innymi Moniką Nowicką w „Sexify”, zagrała w „IO” Jerzego Skolimowskiego, „Białej odwadze” i „Simonie Kossak”.

Za swoje role otrzymywała nagrody i wyróżnienia, a jej aktorstwo coraz częściej zwracało uwagę nie tylko widzów, ale również krytyków.

W 2026 roku pojawiła się także jako Izabela Łęcka w serialowej „Lalce”. W tym samym czasie przyszło jej zmierzyć się z postacią zupełnie innego rodzaju – ikoną polskiej estrady, której życie do dziś budzi ogromne emocje.

Praca nad filmem „Violetta Villas” nie była dla niej zwykłym zadaniem aktorskim.

Drzymalska godzinami oglądała archiwalne nagrania piosenkarki, czytała o jej życiu, ćwiczyła śpiew i pracowała nad sposobem poruszania się oraz sceniczną ekspresją.

W przygotowaniach pomagała jej trenerka wokalna Agnieszka Hekiert. Aktorka musiała też przejść wymagającą charakteryzację.

Na jej twarzy pojawiały się elementy protetyczne, między innymi sztuczny nos i modelowane policzki, a silikonowe elementy obejmowały także szyję i dekolt.

Jak opowiadała, po wielu godzinach na planie nie było to ani lekkie, ani wygodne.

Najtrudniejsze okazało się jednak coś zupełnie innego. Nie chodziło o charakteryzację ani o nauczenie się piosenek.

Drzymalska musiała znaleźć własną drogę do kobiety, której nie mogła już poznać osobiście. Sama przyznała, że początkowo bardzo się bała.

Z czasem jednak zaczęła patrzeć na Villas z coraz większą czułością. Mówiła, że podczas pracy nad filmem w pewnym sensie się z nią „zaprzyjaźniła” i zostawiła w tej postaci dużą część siebie.

Dopiero po zakończeniu zdjęć dotarło do niej, jak mocno ta historia ją obciążyła.

Podczas pierwszego publicznego pokazu filmu w Gdyni emocje wróciły ze zdwojoną siłą. Kiedy Sandra zaczęła opowiadać o swojej drodze do roli Violetty Villas, nagle zamilkła.

W oczach pojawiły się łzy. Nie potrafiła dokończyć zdania, bo wzruszenie okazało się silniejsze. Prowadząca spotkanie dała jej chwilę, a publiczność odpowiedziała ciepłymi brawami.

To nie wyglądało jak przygotowany element promocji filmu. Raczej jak moment, w którym po miesiącach pracy aktorka po raz pierwszy mogła naprawdę wypuścić z siebie emocje związane z historią, którą tak długo nosiła w sobie.

Wśród osób, które oglądały film, był Krzysztof Gospodarek, jedyny syn Violetty Villas. Jego obecność miała szczególne znaczenie, bo nie patrzył na ekran wyłącznie jak widz.

Czy ja widziałem fizyczną postać identyczną z moją mamą? Nie. Ale jeżeli chodzi o postać typu charakter, ruch. Głos to tak. Sandra spełniła tutaj rolę i to świetnie — podkreślał.

To była historia jego matki. Kobiety, którą znał nie z archiwalnych nagrań, lecz z własnego życia. I właśnie dlatego jego opinia o Sandrze Drzymalskiej mogła dla aktorki znaczyć więcej niż niejeden zawodowy komplement.

Gospodarek nie powiedział, że zobaczył na ekranie fizyczną kopię swojej matki. Wręcz przeciwnie – przyznał, że podobieństwo nie było dosłowne.

Zwrócił jednak uwagę na charakter postaci, ruch i głos. Jego zdaniem Sandra bardzo dobrze oddała te elementy i sprostała zadaniu.

Dla Drzymalskiej musiało to być szczególnie ważne. Przez lata Violetta Villas była postacią, którą próbowano opisywać na wiele sposobów – jako wielką gwiazdę, kobietę ekscentryczną, artystkę o niezwykłym głosie, ale również osobę, której życie prywatne było dalekie od scenicznego blasku.

Jej kariera prowadziła od polskich festiwali aż po zagraniczne sceny, a jej charakterystyczny wizerunek i głos sprawiły, że stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej muzyki.

Villas była również aktorką i występowała poza Polską, między innymi w Paryżu i Las Vegas. Jej życie prywatne było jednak znacznie bardziej skomplikowane.

Sama relacja Violetty Villas z synem przez lata pozostawała trudna. Krzysztof Gospodarek przyszedł na świat w 1956 roku, kiedy artystka była jeszcze bardzo młoda.

Później ich drogi wielokrotnie się rozchodziły i znów spotykały. Dziś to właśnie on współtworzył historię filmu o swojej matce, przekazując twórcom materiały i wspomnienia.

Produkcja nie powstała więc wyłącznie na podstawie odległych opowieści – jej punktem wyjścia stała się także perspektywa człowieka, który znał Villas od najbardziej prywatnej strony.

To dlatego słowa Krzysztofa o Sandrze Drzymalskiej wybrzmiały tak mocno. Nie musiał widzieć na ekranie dokładnej kopii swojej matki.

Ważniejsze było dla niego to, czy aktorka potrafiła uchwycić jej sposób bycia, energię, ruch i głos. A właśnie te elementy uznał za udane.

Sandra Drzymalska z kolei nie próbuje udawać, że stworzyła Violettę Villas jeden do jednego. Jej zadaniem było raczej wejście w świat kobiety, której historia jest pełna sprzeczności.

I być może właśnie dlatego podczas premiery tak trudno było jej powstrzymać łzy.

Przez dziewięć lat ten projekt pozostawał gdzieś na obrzeżach jej zawodowego życia – najpierw jako rola, której się bała, później jako ogromne wyzwanie, a w końcu jako postać, z którą zdążyła się emocjonalnie związać.

Film „Violetta Villas” w reżyserii Karoliny Bielawskiej trafi do polskich kin 27 listopada 2026 roku.

Dla Sandry Drzymalskiej będzie to kolejny ważny rozdział kariery, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że tym razem chodzi o coś więcej niż kolejną rolę.

Po premierowym pokazie zostały łzy, słowa syna wielkiej artystki i świadomość, że przez kilka lat pracy młoda aktorka próbowała nie tyle naśladować legendę, ile zrozumieć kobietę ukrytą za jej scenicznym wizerunkiem.

Czy Mandaryna planuje zamieszkać z Michałem Wiśniewskim. Artystka podała nawet datę

Beata Tyszkiewicz oceniła Julię Wieniawę w roli jurorki w programie „Taniec z gwiazdami”. Aktorka nie przebierała w słowach i jasno wyraziła swoją opinię

Beata Tyszkiewicz oceniła Julię Wieniawę w roli jurorki w programie „Taniec z gwiazdami”. Aktorka nie przebierała w słowach i jasno wyraziła swoją opinię