Kalina Jędrusik i Władysław Kowalski mieli tylko grać zakochanych. Z jej powodu porzucił rodzinę, ale nigdy nie doczekali się happy endu

Mieli tylko zagrać zakochanych. W marcu 1964 roku Kalina Jędrusik i Władysław Kowalski spotkali się w Teatrze Telewizji przy „Pożegnaniach”.

Na scenie wszystko było zapisane w tekście. Dwoje ludzi miało stworzyć historię miłosną, a potem zejść ze sceny i wrócić do własnego życia.

Stało się odwrotnie. Między aktorami pojawiło się uczucie, które szybko przestało mieścić się w ramach przedstawienia.

Kowalski był wtedy młodym aktorem i od pewnego czasu mężem Elżbiety Kępińskiej. Jędrusik była już wielką gwiazdą, kobietą o niezwykłej sile przyciągania.

Ich romans miał wstrząsnąć środowiskiem artystycznym, rozbić pierwsze małżeństwo Kowalskiego, a kilka lat później pozostawić po sobie przede wszystkim niedosyt i żal.

Kiedy spotkali się po raz pierwszy, dzieliło ich sześć lat. Dziś nie wydaje się to wielką różnicą, ale w ówczesnym
środowisku teatralnym Kalina była już nazwiskiem, które znała cała Warszawa. Władysław dopiero budował swoją pozycję.

Uczył się aktorstwa w warszawskiej szkole teatralnej, którą ukończył w 1959 roku, a jego zawodowa droga zaczynała się na scenach Wybrzeża.

Był człowiekiem o charakterystycznym głosie, delikatnej urodzie i ogromnej wrażliwości aktorskiej. Kalina natomiast miała opinię kobiety, która potrafiła podporządkować sobie uwagę całego pomieszczenia.

Władysław już podczas studiów zakochał się w Elżbiecie Kępińskiej, swojej koleżance z roku. Pobrali się jeszcze przed otrzymaniem dyplomów.

„Władysław Kowalski stworzył serię ról ludzi młodych, niedoświadczonych, wchodzących w życie”.

Po studiach zamieszkali w Sopocie i zaczynali wspólne życie bez pieniędzy, za to z poczuciem, że najważniejsze są teatr i praca.

Kowalski wspominał później tamte lata jako skromne, ale szczęśliwe. Nie mieli luksusów, lecz mieli młodość, wspólne ambicje i poczucie, że dopiero zaczynają.

Nie przypuszczali, że kilka lat później ich małżeństwo znajdzie się w centrum jednej z najgłośniejszych historii środowiska artystycznego.

Romans Jędrusik i Kowalskiego rozwinął się szybko. Po „Pożegnaniach” spotkali się ponownie przy pracy nad „Śniadaniem u Tiffany’ego”.

„Pokój miał ze cztery metry. Ubrania układaliśmy po prostu na podłodze, to była nasza garderoba. Zdumiewające, ale uważaliśmy to za normę. Pensji miałem 1100 złotych plus jakieś grosze za każdy spektakl, ale na tyle dobrze nam się powodziło, że na obiady chodziło się do Grandu, kotlet schabowy, pamiętam, kosztował 12 złotych. Wspaniałe czasy, trochę dlatego, że człowiek był młody, ale jednocześnie, że nie było żadnych pokus materialnych. Wiadomo było, że nie zarobię na samochód ani na mieszkanie. Liczyła się tylko sztuka, praca” – wspominał po latach.

W spektaklu Kalina wcieliła się w Holly Golightly, a Kowalski zagrał Freda. Co ciekawe, adaptację przygotował dla niej jej mąż, Stanisław Dygat.

Na scenie mieli więc stworzyć kolejną historię uczuciową, a poza nią sami zaczęli żyć własnym romansem. Według relacji przywoływanych w biografiach właśnie podczas tych prób ich relacja stała się naprawdę bliska.

Kowalski chciał zachować wszystko w tajemnicy. Jędrusik miała zupełnie inne podejście. Nie należała do osób, które przeżywały uczucia po cichu.

O romansie szybko wiedziało środowisko. Spotykali się między innymi w mieszkaniu Zofii Czerwińskiej na warszawskiej Sadybie.

„Pamiętam Kalinę zupełnie inną niż tę, o której po latach pisała prasa. Moja Kalina była delikatna, szczuplutka, malutka. Jakaś zagubiona. Bardzo wrażliwa. Przypominała mi wątłą brzózkę targaną przez wiatr. Była dziewczyną z klasą. Nigdy nikomu nie zazdrościła. Nie plotkowała”.

Wspólne wyjazdy poza Warszawę również nie pozostawały długo tajemnicą. Dla Stanisława Dygata takie związki nie były czymś, co automatycznie oznaczało koniec małżeństwa.

Jędrusik i Dygat mieli nietypową relację, którą wiele osób określało jako otwarte małżeństwo. Pisarz akceptował romanse żony i nie próbował zamykać jej w tradycyjnym modelu związku.

W przypadku Kowalskiego problem był jednak zupełnie inny: jego własna żona nie zgodziła się na taki układ. Kiedy romans wyszedł na jaw, Elżbieta Kępińska zażądała rozwodu.

To właśnie dlatego historia Jędrusik i Kowalskiego przez lata była opisywana jako romans, który „rozbił małżeństwo”.

Trzeba jednak pamiętać, że odpowiedzialność za zakończenie związku spoczywała przede wszystkim na małżonkach i ich decyzjach.

„Holly to może moja życiowa rola, najbogatsza wewnętrznie. Dała mi bardzo wiele. Zastanawiałam się, czy nie ważniejsze jest odnalezienie się w życiu niż w teatrze?” – mówiła później Jędrusik.

Kalina była trzecią osobą w tej historii, ale Kowalski sam podjął decyzję, by wejść w relację poza małżeństwem.

Co ciekawe, Elżbieta Kępińska również później rozpoczęła nowe życie. Po rozwodzie związała się z Mieczysławem Rakowskim.

Tym samym historia, która w połowie lat 60. wyglądała jak wielki skandal, po latach stała się jednym z wielu dramatycznych zakrętów w życiu ludzi, którzy sami również byli związani ze światem sztuki i kultury.

„Życie prywatne aktora utożsamia się z rolami – truizm. Pod pewnym względem to nawet komplement dla aktora, bo oznacza, że zagrał sugestywnie, wnikliwie, prawdziwie. Aktor w jakiś sposób musi na chwilę utożsamić się z kreowaną przez siebie postacią. Dla mnie, niestety, okazało się to zgubne…” – mówiła Kalina.

Wydawało się natomiast, że skoro Kowalski zdecydował się zakończyć małżeństwo, naturalnym finałem będzie związek z Kaliną. Tak się nie stało.

Romans nie przetrwał długo. Z relacji przytaczanych przez Pomponik oraz biografów Jędrusik wynika, że to właśnie Władysław Kowalski zakończył tę relację.

„Kalina dość ostentacyjnie się zakochiwała, właściwie wykonywała wielką sztukę pt. 'Kocham się’. I lubiła o swoich romansach mówić głośno. Staś również w tym uczestniczył, obnosząc się po całym mieście, że ma nowego rywala. Wielkie show. To było bardzo teatralne życie”.

Po latach Kalina w prywatnym liście wspominała, że została przez niego bezwzględnie odrzucona i długo wracała myślami do tego rozstania.

To szczególnie wymowny fragment jej historii, bo publiczny obraz Jędrusik przez lata opierał się na przekonaniu, że to ona była tą, która wybierała, zdobywała i odchodziła, kiedy chciała. Tym razem sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.

„Gdyby ona była panienką na poczcie przyklejającą znaczki, to być może nie byłyby jej potrzebne takie fascynacje. Kalina jest wielką aktorką i potrzebne jej są niezwykłe, cudowne momenty. Ona kocha cudowne przeżywanie i proszę nie wtrącać się do naszego małżeństwa” – tłumaczył.

Kiedy związek się kończył, Kowalski milczał. Nigdy nie zrobił z tej historii publicznego przedstawienia.

Nie udzielał szczegółowych wywiadów o Kalinie, nie opowiadał o tym, co działo się między nimi, nie próbował budować swojej popularności na dawnym romansie. Po prostu zostawił ten rozdział za sobą.

Kilka lat później jego życie ułożyło się zupełnie inaczej. Poznał Monikę Sołubiankę, również aktorkę. Związek z nią okazał się tym, który przetrwał.

„Przeklęty listopad, w tych właśnie dniach mija rok, kiedy K. (Kajtek, czyli Władysław Kowalski – dop. red.) tak nieodwracalnie, bezwzględnie dał mi kosza. Myślę dość często teraz o tym wszystkim. Szereg rzeczy wskazuje na to, że W. (Wojciech Gąssowski – przyp. red.) ma zamiar zrobić to samo”.

Pobrali się i doczekali syna Jakuba. Monika i Władysław pozostali razem przez dziesięciolecia, aż do śmierci aktora w 2017 roku.

„Myślałam, że to będzie wielka miłość, a to był prowincjonalny romans”.

W ten sposób człowiek, dla którego Kalina Jędrusik była kiedyś gwałtowną i zakazaną fascynacją, stworzył później stabilną rodzinę.

Kalina została natomiast przy Stanisławie Dygacie. Ich małżeństwo trwało aż do jego śmierci w 1978 roku. Byli jedną z najbardziej niezwykłych par artystycznych PRL-u. Ich mieszkanie było otwartym domem dla pisarzy, aktorów, muzyków i sportowców.

Dygat nie próbował zmieniać Kaliny w spokojną żonę. Przeciwnie — akceptował jej temperament, potrzebę silnych emocji i zainteresowanie innymi mężczyznami. Ich relacja była daleka od tradycyjnego modelu, ale trwała przez dwie dekady.

Za tym barwnym życiem kryła się jednak także tragedia, o której sama aktorka mówiła znacznie mniej. W 1957 roku urodziła córkę, która zmarła po dwóch dniach.

Po komplikacjach poporodowych Kalina nie mogła już mieć kolejnych dzieci. Dla kobiety, która później otaczała się ludźmi i często traktowała dom jak wielki artystyczny salon, była to strata pozostawiająca ślad na całe życie.

Jej historia zawodowa była równie intensywna. Ukończyła szkołę teatralną w Krakowie w 1953 roku i zaczęła od Teatru Wybrzeże.

Później grała między innymi w Teatrze Narodowym, Współczesnym, Komedii, STS-ie, Rozmaitościach i Teatrze Polskim.

Na ekranie pojawiała się od końca lat 50., ale prawdziwą ogólnopolską popularność przyniósł jej przede wszystkim „Kabaret Starszych Panów”. To właśnie tam stworzyła swoje najbardziej charakterystyczne muzyczne kreacje.

„Bo we mnie jest seks”, „S.O.S.” czy „Z kim tak ci będzie źle jak ze mną” sprawiły, że stała się symbolem kobiecości, jakiej polska telewizja wcześniej właściwie nie pokazywała.

Miała niski, zmysłowy głos, odważne kreacje i sposób bycia, który dla części widzów był fascynujący, a dla innych wręcz prowokacyjny.

W czasach, kiedy obowiązywały zupełnie inne normy obyczajowe, Jędrusik wyglądała tak, jakby te zasady jej nie dotyczyły.

Jednocześnie jej kariera filmowa i teatralna była znacznie większa niż legenda femme fatale.

Grała u wybitnych reżyserów, występowała w Teatrze Telewizji, a jej dorobek obejmuje role w takich filmach jak „Ziemia obiecana”, „Lekarstwo na miłość”, „Jowita” czy „Upał”.

Otrzymywała nagrody za działalność artystyczną i przez lata pozostawała jedną z najbardziej charakterystycznych postaci polskiej kultury.

Władysław Kowalski również nie został zapamiętany wyłącznie jako bohater jednego romansu. Debiutował filmowo jeszcze jako student, a później stworzył dziesiątki znakomitych ról. Grał u Andrzeja Wajdy, Krzysztofa Kieślowskiego i innych ważnych twórców.

Widzowie pamiętają go między innymi z „Kanału”, „Dekalogu VII”, „Katynia”, „Bogów” czy „Body/Ciało”.

Był przede wszystkim aktorem teatralnym i filmowym, który zbudował reputację dzięki warsztatowi, głosowi i ogromnej kulturze aktorskiej.

Dlatego historia Kaliny i Władysława jest czymś więcej niż opowieścią o romansie dwóch znanych ludzi.

To spotkanie dwóch karier, dwóch temperamentów i dwóch zupełnie różnych sposobów patrzenia na prywatność.

Ona była ekspresyjna, otwarta i przyzwyczajona do życia na własnych zasadach. On, choć również należał do środowiska artystycznego, przez większość życia zdecydowanie mniej mówił o sprawach osobistych.

Na początku wszystko wyglądało jak wielka miłość. Wydawało się, że skoro Kowalski zdecydował się odejść od żony, ich uczucie ma przed sobą przyszłość. Nie miało.

Po rozstaniu każde poszło w swoją stronę. Kowalski znalazł kobietę, z którą stworzył trwałe małżeństwo. Kalina pozostała u boku Dygata aż do jego śmierci.

Nigdy nie doczekali się więc wspólnego życia, o którym mogła marzyć w pierwszych miesiącach romansu.

I właśnie w tym tkwi najbardziej gorzki paradoks tej historii. Kalina Jędrusik, która na scenie potrafiła zagrać
kobietę, za którą mężczyźni tracili głowę, w prawdziwym życiu sama została kiedyś porzucona.

Władysław Kowalski, dla którego jej pojawienie się oznaczało koniec pierwszego małżeństwa, nie został przy niej do końca.

Scenariusz, który napisali sobie poza teatrem, okazał się zupełnie inny od tego, który grali przed publicznością.

I może właśnie dlatego ta historia wraca po latach. Nie dlatego, że była kolejnym romansem ludzi sławnych, lecz dlatego, że po obu stronach znalazło się coś znacznie bardziej ludzkiego: fascynacja, ryzyko, zdrada, decyzja o odejściu, późniejsze rozczarowanie i świadomość, że nawet największe uczucie nie gwarantuje wspólnej przyszłości.

Na scenie mieli być kochankami. Poza sceną naprawdę nimi zostali.
Tyle że ich prawdziwa historia nie miała zakończenia, którego spodziewałaby się publiczność.

Beata Tyszkiewicz i Iwona Pavlović siedziały obok siebie aż przez 19 lat. Dlaczego dwie juroki w ogóle teraz ze sobą nie rozmawiają

Helena Englert wystąpiła wraz z tatą w programie „Taniec z gwiazdami”. Co ta utalentowana aktorka powiedziała po występie

Jaka była ostatnia rola Jana Frycza. Kto go zastąpi w tej roli, aby premiera odbyła się zgodnie z planem