Minęło już pięć lat od odejścia Krzysztofa Krawczyka. Dla wielu Polaków na zawsze pozostał artystą o wyjątkowym głosie, człowiekiem sceny, który potrafił równie przekonująco śpiewać o wielkiej miłości, samotności i życiowych stratach.
Po jego odejściu uwaga mediów stopniowo skupiła się jednak na jego żonie — Ewie Krawczyk, która po dekadach życia u boku legendy musiała nauczyć się funkcjonować samodzielnie.
Przeżyli razem prawie czterdzieści lat. Poznali się w trudnym okresie życia piosenkarza, kiedy miał
już za sobą skomplikowane związki, problemy zdrowotne i zmęczenie show-biznesem.
Sam Krawczyk nie ukrywał, że to właśnie Ewa przywróciła mu spokój i poczucie domu.
„Ewa uratowała moje życie” — mówił artysta w wielu wywiadach.

Stała się dla niego nie tylko żoną, ale też najbliższą osobą, menedżerką i podporą w codziennym życiu.
Bliscy muzyka wspominali, że piosenkarz bardzo źle znosił samotność i był mocno związany z
żoną.
Po śmierci Krzysztofa Krawczyka w 2021 roku Ewa Krawczyk na długi czas zniknęła z przestrzeni publicznej.

Później przyznawała, że nie mogła przyzwyczaić się do pustego domu, w którym wcześniej nieustannie rozbrzmiewała muzyka i głos męża.
W ostatnich latach jej nazwisko często pojawiało się w prasie w związku ze sporami sądowymi dotyczącymi spadku po artyście oraz konfliktem z jego synem.

Ale polscy dziennikarze zwrócili uwagę również na inny szczegół — na zaskakującą słabość wdowy po wokaliście.
Okazało się, że Ewa Krawczyk ma prawdziwą miłość do bardzo prostego i typowo polskiego fast foodu — zapiekanka.
W jednym z wpisów bez cienia patosu pokazała, jak z przyjemnością je zapiekankę, i przyznała, że to jej mała słabość.

Według znajomych Ewa mogłaby jeść je bardzo często i wcale tego nie ukrywa.
„Tanio , smacznie i dużo i do tego wiejska szynka mniam Jestem uzależniona” – pisała na swoim profil na Facebooku.
Dla wielu fanów było to zaskoczeniem, ponieważ u boku legendy polskiej sceny zawsze postrzegano ją jako kobietę powściągliwą i elegancką.
To właśnie takie proste momenty pokazały ją jednak z zupełnie innej strony — jako zwykłą osobę, która po trudnych doświadczeniach szuka małych radości w codziennym życiu.
Co ciekawe, sam Krzysztof Krawczyk był zwolennikiem tradycyjnej domowej kuchni i niezbyt przepadał za fast foodem.

Bliscy artysty nieraz mówili, że raczej nie pochwaliłby aż takiej fascynacji zapiekankami. Ale ci, którzy dobrze znają Ewę, twierdzą, że dziś po prostu pozwala sobie na rzeczy, na które wcześniej często brakowało czasu.
„Od jednej rzeczy jednak nie ucieknę. To przysmak wszystkich, którzy kiedykolwiek go spróbowali. Nauczyła mnie teściowa, mama Krzysia. Jest prosty i znakomity. Od lat robię go dla wielu osób i mam sporo zamówień, bo tak wszystkim smakuje. Odkąd jednak moja teściowa wprowadziła swoją śląską potrawę, tak zwaną „bułkochałkę”, moja rodzina jest zakochana w tej potrawie z makiem” – opowiadała wdowa.
Mimo wszystko Ewa Krawczyk nadal aktywnie pielęgnuje pamięć o mężu. Bierze udział w koncertach poświęconych jego twórczości, spotyka się z fanami i często odwiedza grób artysty w Grotnikach.
I choć jej życie po śmierci męża bardzo się zmieniło, ma się wrażenie, że wciąż mówi o nim tak, jakby tylko na chwilę zszedł ze sceny.