Beata Kozidrak – kobieta, która nauczyła się śpiewać nie tylko głosem, ale i sercem.
Urodziła się w Lublinie, mieście, które później nazwie swoimi duchowymi korzeniami.
W jej rodzinie zawsze słychać było muzykę: brat gra na instrumentach klawiszowych i to właśnie z nim Beata postawiła pierwsze kroki na scenie.
Razem stworzyli zespół Bajm — ten sam, który z czasem stał się symbolem polskiej sceny pop-rockowej lat 80. i 90. Beata była wtedy młodą dziewczyną o jasnym głosie i niewyczerpanej energii.
W czasach, gdy Polska wciąż zmagała się z trudnościami lat komunizmu, piosenki Bajm dawały słuchaczom poczucie wolności i marzeń.

„Józek, nie daruję ci tej nocy”, „Biała armia”, „Co mi Panie dasz” — te utwory stały się hymnami całego pokolenia.
Ale kariera Beaty to nie tylko blask sceny. To także upadki, walka i smutne okresy.

Przechodziła kryzysy twórcze, odczuwała presję publiczności, zmęczenie trasami koncertowymi, a także niełatwe życie osobiste.
Małżeństwo z współzałożycielem zespołu, Andrzejem Piątkiem, trwało ponad 30 lat. Razem tworzyli muzykę, wychowywali dwoje dzieci — córkę Karinę i syna Piotra.

Wydawało się, że to związek tak silny jak Bajm. Ale życie okazało się trudniejsze: w 2009 roku małżonkowie oficjalnie się rozwiedli.
Dla Beaty był to cios, ponieważ rodzina zawsze była dla niej oparciem. W wywiadzie przyznała, że był to najtrudniejszy okres w jej życiu.

Jednak właśnie wtedy odkryła w sobie nową siłę. Zaczęła więcej pisać dla siebie, śpiewać o kobiecie, która potrafi podnosić się po upadkach.
„Czuję w sobie teraz ogromną siłę” — powiedziała później, podsumowując tamte lata. I ta siła brzmi w jej solowych albumach. Piosenki stały się jeszcze bardziej osobiste, głębokie, a wizerunek – niezależny i odważny.

Oczywiście nie obyło się bez skandali i krytyki. Beata nie ukrywa, że miała też trudne chwile, związane między innymi z osobistymi słabościami.
Prasa bacznie śledziła każdy jej krok, a publiczność nie zawsze była wyrozumiała. Ale ona zawsze pozostawała sobą — bezpośrednią, emocjonalną, czasem nawet buntowniczą.
Dzisiaj Beata Kozidrak jest legendą polskiej sceny muzycznej. Jej silny i rozpoznawalny głos brzmi już od ponad czterech dekad.

Wychowała nowe pokolenia słuchaczy, a jej piosenki pozostają aktualne. Można w nich znaleźć zarówno ból, jak i czułość, bunt i miłość.
A poza tym jest mamą i babcią, która w życiu prywatnym ceni proste rzeczy: spokój, spotkania z bliskimi, podróże.
Pomimo wszystkich burz nauczyła się budować swój własny świat, w którym jest miejsce zarówno dla sceny, jak i dla domowego zacisza.

Życie Beaty Kozidrak można opisać jako piosenkę z kilkoma zwrotkami — w jednej słychać triumf, w drugiej ból, w trzeciej — znów siłę.
Obecnie opowiedziała również o tym, jak walczyła z chorobą i jak ją pokonała. Życie piosenkarki zmieniło się diametralnie, o czym opowiedziała w jednym z wywiadów.
„Czuję w sobie teraz ogromną siłę. Chyba większą niż kiedykolwiek. I w studiu, i na scenie, i w życiu. Za mną trudny czas. Musiałam zostawić cały ten harmider, odciąć się od zewnętrznych bodźców i skupić na tym, co najważniejsze, czyli na zdrowiu”, – wyznała w rozmowie z Plejadą.
Beata zaznaczyła, że w okresie choroby nie brakowało chwil, kiedy opadały jej ręce i wydawało się, że nic już nie zmieni się na lepsze.
„Nawet przez moment nie zwątpiłam, że będzie dobrze, choć przeżyłam kilka naprawdę trudnych momentów. Łącznie z tym, że przez chwilę byłam na tamtym świecie. Wiedziałam jednak, że mam dla kogo żyć i muszę przez to przejść. Nie było innej opcji. To przekonanie było we mnie naprawdę silne. Wcześniej nawet nie zdawałam sobie sprawy, że w człowieku może istnieć tak niezwykła siła. Od pani doktor usłyszałam, że chyba ktoś nade mną czuwa. I może rzeczywiście coś w tym jest”, – zdradziła ona.
Ale refren jest zawsze ten sam: ona nigdy się nie poddaje. I chyba właśnie dlatego kochają ją miliony.