Czasami o znanych osobach wiemy tylko to, co widzimy na ekranie. Silne obrazy, wyraziste role, wywiady, fragmenty konferencji prasowych.
Ale za tymi kadrami zawsze kryje się zupełnie inny świat – świat domu, rodziny, codziennych rytuałów i cichych radości.
Kiedy o Jerzym Stuhrze opowiada jego córka Marianna, przed nami wyłania się nie tylko legenda polskiego kina, ale także ojciec ze wszystkimi swoimi słabościami, troską i bezgraniczną miłością.
Marianna urodziła się już wtedy, gdy kariera jej ojca nabierała tempa. Jerzy Stuhr był znany widzom z filmów „Amator”, „Seksmisja”, „Wodzirej”, z ról, które stały się kulturowym kodem całego pokolenia.
Potrafił wcielić się zarówno w role komiczne, jak i tragiczne, tworząc postacie, które widzowie nosili w sobie przez lata. Ale dla małej dziewczynki nie był aktorem — był tatą, który czytał bajki na dobranoc i lubił długie spacery.

W opowieściach Marianny jawi się jako człowiek, który potrafił dzielić sceny życia. Na scenie teatralnej lub planie filmowym był wymagający, precyzyjny, a nawet surowy w swoim zawodzie.
W domu był ciepły, żartobliwy, zawsze gotowy do wysłuchania. „Ojciec miał rzadką umiejętność słuchania tak, jakbyś w tej chwili był najważniejszą osobą na świecie” — wspomina córka.
Życie Jerzego Stuhra nie ograniczało się wyłącznie do kina. Był reżyserem, scenarzystą, pedagogiem, mentorem dla całego pokolenia młodych aktorów.

Jego uczniowie zawsze mówili, że łączył w sobie wymagalność i dobroć – dostrzegał talent i pomagał go rozwijać, niczym ogrodnik pielęgnujący delikatne pędy.
Jednak największą dumą aktora nie była sława ani dziesiątki nagród. Jego dumą była rodzina. Przez długie lata żył z żoną Barbarą i to właśnie w domu znajdował równowagę, której czasami brakowało mu w życiu zawodowym.
Marianna z ciepłem wspomina wieczory, kiedy cała rodzina zbierała się przy stole — bez kamer, bez widzów, tylko oni i ciche rozmowy o codzienności i ważnych sprawach.

Z biegiem lat zdrowie Jerzego Stuhra stało się dla niego wyzwaniem. Wielokrotnie zmagał się z ciężkimi chorobami, ale zawsze wychodził z tej walki z taką samą godnością, z jaką wychodził na scenę.
„Ojciec umiał żyć nawet w najtrudniejszych okolicznościach — mówi Marianna. — Nie pozwalał, aby choroba odebrała mu radość z drobiazgów”.
Jego córka postrzega go nie tylko jako artystę, ale jako człowieka, który nauczył ją najprostszych i najważniejszych rzeczy: szacunku dla ludzi, umiejętności dostrzegania świata w szczegółach, doceniania każdej chwili.
W jej słowach wyczuwa się wdzięczność i czułość: „Widziałam, jak kocha go publiczność. Ale dla mnie na zawsze pozostanie tym, który trzymał mnie za rękę, kiedy stawałam pierwsze kroki”.

Jerzy Stuhr zapisał się w historii polskiego kina jako wielki aktor. Ale w historii swojej rodziny — jako mąż i ojciec, który umiał być blisko. I być może właśnie ten drugi wizerunek jest najcenniejszy.