Dla jednych „Ranczo” było przede wszystkim komedią o mieszkańcach niewielkiej wsi.
Dla innych – serialem, w którym pod żartami kryły się zaskakująco trafne obserwacje polskiej rzeczywistości.
Widzowie pokochali Lucy, Kusego, wójta, księdza i barwnych bywalców słynnej ławeczki.
Po latach Wilkowyje znów mają ożyć na ekranie, ale powrót nie będzie prostym powtórzeniem dawnych historii.
Części aktorów, którzy nadali temu miejscu wyjątkowy charakter, już z nami nie ma.

W grudniu 2026 roku TVP pokaże sześć nowych odcinków zatytułowanych „Ranczo. Zemsta wiedźm”.
Będzie to kontynuacja opowieści przerwanej po dziesiątym sezonie, którego emisja zakończyła się w 2016 roku.
Do swoich ról wrócą między innymi Ilona Ostrowska, Cezary Żak, Artur Barciś i Marta Chodorowska.
Za kamerą ponownie stanął Wojciech Adamczyk. Jednak nawet najwierniejsi fani wiedzą, że nie da się odtworzyć całego dawnego świata.

Przez lata odeszli aktorzy, których twarze i głosy na zawsze pozostały związane z Wilkowyjami.
Najbardziej bolesną stratą dla miłośników serialu jest śmierć Pawła Królikowskiego.
Jako Jakub Kusy stworzył postać, która z czasem stała się jednym z emocjonalnych centrów „Rancza”.
Kusy był artystą z trudną przeszłością, człowiekiem wrażliwym, nieco zagubionym, a jednocześnie obdarzonym własnym spojrzeniem na świat. Jego relacja z Lucy należała do najważniejszych wątków produkcji.
Paweł Królikowski urodził się 1 kwietnia 1961 roku w Zduńskiej Woli. Aktorstwo studiował we Wrocławiu, a pierwsze zawodowe doświadczenia zdobywał w teatrze i telewizji.

Zanim zdobył ogromną popularność dzięki „Ranczu”, pracował również jako autor, reżyser i prowadzący programy dla młodych widzów.
Widzowie znali go także z wielu ról filmowych i serialowych, a później zasiadał w jury programu „Twoja twarz brzmi znajomo”.
Za ekranową rozpoznawalnością stało życie rodzinne, które aktor cenił szczególnie. W 1988 roku poślubił Małgorzatę Ostrowską-Królikowską.
Wspólnie wychowali pięcioro dzieci: Antoniego, Jana, Julię, Marcelinę i Ksawerego. Królikowski nie ukrywał, że rodzina była dla niego ważna.
W wywiadach mówił o codzienności z żoną i dziećmi bez budowania wizerunku idealnego życia – raczej z wdzięcznością za to, co udało im się stworzyć.

W ostatnich latach życia zmagał się z poważnymi problemami neurologicznymi. Zmarł 27 lutego 2020 roku, mając 58 lat.
Dla widzów pozostał Kусym – człowiekiem, który potrafił rozśmieszyć, wzruszyć i powiedzieć coś ważnego bez zbędnego patosu. Trudno wyobrazić sobie Wilkowyje bez tej postaci.
Nie mniej wyjątkową obecność na ekranie miał Franciszek Pieczka. Jego Stach Japycz, jeden z bywalców słynnej ławeczki, nie musiał mówić wiele, żeby przyciągać uwagę.
Wystarczały spokojne spojrzenie, charakterystyczny głos i riposta, w której często kryło się więcej rozsądku niż w długich przemowach pozostałych mieszkańców wsi.
Pieczka urodził się 18 stycznia 1928 roku w Godowie na Górnym Śląsku, w rodzinie górniczej. Zanim wybrał aktorstwo, studiował na Politechnice Śląskiej.
Ostatecznie zdecydował się jednak na warszawską szkołę teatralną, którą ukończył w 1954 roku. W kolejnych dekadach stworzył wiele niezapomnianych kreacji.

Widzowie pamiętają go między innymi z „Czterech pancernych i psa”, „Żywota Mateusza”, „Jańcia Wodnika” oraz „Quo vadis”.
W jego życiu prywatnym ważne miejsce zajmowała żona Henryka. Pobrali się w 1954 roku i byli razem przez pół wieku.
Doczekali się dwojga dzieci – Ilony i Piotra. W jednym z wywiadów aktor wspominał, że żona zmarła w roku ich
jubileuszu, pozostawiając po sobie ogromną pustkę.
Pieczka miał także wnuki i prawnuki, z którymi spędzał czas w późniejszych latach życia.
Zmarł 23 września 2022 roku w wieku 94 lat. Jego odejście było pożegnaniem nie tylko znakomitego aktora, ale też artysty, którego obecność na ekranie dawała widzom poczucie spokoju i autentyczności.
W „Ranczu” stworzył postać, której nie da się zastąpić samym podobieństwem do pierwowzoru.
Wśród nazwisk związanych z serialowym światem Wilkowyj jest również Leon Niemczyk. Aktor wcielał się w Jana Japycza, brata Stacha.

Jego wątek został pożegnany na początku historii, a sam artysta zmarł 29 listopada 2006 roku.
Niemczyk należał do najbardziej zapracowanych polskich aktorów – jego filmografia obejmowała setki ról, a międzynarodową rozpoznawalność przyniosły mu między innymi występy w filmach „Pociąg” i „Nóż w wodzie”.
Urodził się 15 grudnia 1923 roku w Warszawie. W czasie II wojny światowej działał w ruchu oporu, a po wojnie związał swoje życie z aktorstwem.
Na ekranie często pojawiał się jako człowiek stanowczy, tajemniczy albo obdarzony dużą pewnością siebie. Prywatnie był ojcem córki Moniki.
Jego życie uczuciowe było burzliwe – żenił się sześć razy. Zmarł w wieku 82 lat, pozostawiając po sobie imponujący dorobek filmowy.
Wspomnienia widzów obejmują także artystów, którzy pojawili się w filmowej odsłonie historii Wilkowyj lub w rolach gościnnych.
Jedną z nich była Danuta Szaflarska, która w „Ranczu Wilkowyje” zagrała babkę Lucy. Jej obecność miała w sobie coś szczególnego: aktorka należała do pokolenia, które pamiętało zupełnie inne czasy polskiego teatru i kina.
Szaflarska urodziła się w 1915 roku i przeżyła 102 lata. Była jedną z najwybitniejszych postaci polskiej sceny.
Występowała w teatrze, filmach i Teatrze Telewizji, a jej role w takich produkcjach jak „Zakazane piosenki”, „Pora umierać” czy „Pokłosie” przypominały, jak niezwykłą miała wrażliwość i ekranową obecność.
Prywatnie była dwukrotnie zamężna i miała dwie córki – Marię i Agnieszkę. Zmarła 19 lutego 2017 roku.
Ważną postacią związaną z „Ranczem” był również Andrzej Strzelecki, który wcielał się w doktora Wiesława Bieleckiego. Jego dorobek wykraczał daleko poza aktorstwo.
Był reżyserem teatralnym, satyrykiem, pedagogiem i rektorem Akademii Teatralnej w Warszawie. Współtworzył kabaret „Kur”, kierował Teatrem Rampa i przez lata kształcił kolejne pokolenia artystów.
Strzelecki ukończył warszawską szkołę teatralną, a następnie zdobył także wykształcenie reżyserskie. W życiu prywatnym był ojcem dwojga dzieci – Joanny i Antoniego.
Zmarł 17 lipca 2020 roku, mając 68 lat, po ciężkiej chorobie. Jego odejście było stratą dla środowiska teatralnego, w którym przez wiele lat pełnił nie tylko rolę artysty, lecz także nauczyciela i organizatora.
Wśród aktorów, których wspominają miłośnicy polskiej telewizji, jest także Witold Pyrkosz.
Widzowie kojarzyli go z wieloma popularnymi produkcjami, między innymi z „Czterech pancernych i psa”, „Janosika” oraz „M jak miłość”.
W „Ranczu” pojawił się gościnnie. Przez lata potrafił odnaleźć się zarówno w rolach komediowych, jak i dramatycznych, a jego charakterystyczny głos i sposób mówienia trudno pomylić z kimkolwiek innym.
Pyrkosz urodził się w 1926 roku w Krasnymstawie. Po ukończeniu szkoły aktorskiej w Krakowie pracował w teatrach w różnych częściach Polski.
Prywatnie był dwukrotnie żonaty. Z pierwszego małżeństwa miał syna Pawła, a z drugiego – syna Witolda i córkę Katarzynę.
Z Krystyną, swoją drugą żoną, był związany od 1964 roku aż do śmierci. Odszedł 22 kwietnia 2017 roku, mając 90 lat.
Nie można też zapominać o człowieku, który stworzył świat Wilkowyj na papierze. Andrzej Grembowicz, piszący pod pseudonimem Robert Brutter, był głównym scenarzystą „Rancza”.
To jego teksty nadawały bohaterom charakter, a wiejskim rozmowom – humor, który często trafiał w samo sedno. Zmarł w 2018 roku.
Co ważne, scenariusz sześciu nowych odcinków powstał na podstawie materiału przygotowanego przez niego przed śmiercią, we współpracy z synem Marcinem.
Właśnie dlatego powrót „Rancza” ma dla widzów szczególny wymiar. Z jednej strony to okazja, by ponownie spotkać bohaterów, których przez lata traktowali niemal jak znajomych.
Z drugiej – przypomnienie, że za każdą serialową postacią stali prawdziwi ludzie, ich historie, rodziny i całe życie poza planem.
Nowe odcinki mogą przynieść kolejne zabawne sytuacje i niespodziewane zwroty akcji. Nie przywrócą jednak tych, którzy odeszli.
Kiedy kamera znów pokaże Wilkowyje, wielu widzów zapewne pomyśli o Kусym, Stachu Japyczu i pozostałych bohaterach, których nie da się już zobaczyć w nowych scenach.
Bo choć serial wraca po latach, część jego dawnego świata pozostanie już tylko we wspomnieniach.